Rosjanie stosują w Donbasie "metodę walca ogniowego". Ale szans na spektakularny sukces nie widać
Wojska rosyjskie dokonały małych postępów w swojej ofensywie na ukraińskim Donbasie, podaje amerykański Instytut Badań nad Wojną. Wylicza, że zajęły kilka mniejszych miejscowości w okolicach Siewierodoniecka. Teraz koncentrują się na próbie zdobycia Rubiżnego i Popasnej.
Jak zauważa Mariusz Cielma z miesięcznika 'Nowa Technika Wojskowa', choć Rosjanie mogą się pochwalić 'punktowymi zdobyczami', to jednak nie są one znaczące. - Sukcesów za bardzo nie widać. Nawet jeżeli zakładaliśmy wcześniej, że Ukraina na zasadzie salami może być kawałek po kawałeczku krojona na korzyść Rosji, to działania w Donbasie pokazują, że te kawałeczki mogą być jeszcze mniejsze. W praktyce od mniej więcej dziesięciu dni są to pojedyncze kilometry zdobywane w skali doby. A nawet niekiedy i dłużej - mówił w TOK FM.
W jego ocenie 'nie widać też szans na kleszcze, które miały zamknąć Donbas w okrążeniu, a przynajmniej stworzyć zagrożenie dla armii ukraińskiej i wymusić jej wycofanie'. To powoduje, że 'wojna zostanie wygrana przez tych, którzy szybciej uzupełnią wszelkiego rodzaju braki'.
- Nie przez przypadek jest takie powiedzenie, że rezerwy wygrywają wojny. Szczególnie konflikty, które trwają tygodnie i miesiące - tłumaczył. Zwrócił też uwagę na zdjęcia z frontu, na których widać, że także Ukraińcy sięgnęli po rezerwy.
- Widać bardzo dużo starszych panów - po pięćdziesiątce, którzy chwycili za broń. Przeszli szkolenia jako rezerwiści, mają doświadczenie z punktów oporu, bo nie da ukryć, że strona rosyjska stosuje metodę walca ogniowego. Mówiąc krótko: jeżeli poruszające się kolumny napotykają opór, głównie w punktach zurbanizowanych wioski, starają się je zneutralizować, mocno zdezorganizować swoją artylerią, wojskami rakietowymi… Siłą rzeczy strona ukraińska ustępuje - tłumaczył ekspert.
"Punktowe akcje, choć bardzo spektakularne"
Praktycznie codziennie z Rosji dochodzą informacje o pożarach i wybuchach, do jakich dochodzi niedaleko granicy z Ukrainą. Takie zdarzenia miały miejsce m.in. w Briańsku, Twerze i dwukrotnie w Biełogrodzie.
Oficjalnie strona ukraińska nie przyznała, że doszło do ataków na rosyjskie tereny. Ale doradca prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, Mychajło Podolak napisał niedawno w mediach społecznościowych, że 'Ukraina będzie się bronić w każdy sposób, w tym atakując magazyny i bazy rosyjskich zabójców'.
Jak ocenił ekspert z miesięcznika 'Nowa Technika Wojskowa', tego typu działania nie będą 'raczej bezpośrednio oddziaływać na linię frontu i zaopatrzenie wojsk rosyjskich'. - Bo są to punktowe akcje, choć bardzo spektakularne. Podnoszą na duchu i obnażają słabości systemu infrastruktury krytycznej na terenie Federacji Rosyjskiej - mówił Cielma.
Według gościa TOK FM znaczenie taktyczne mogą mieć z kolei ataki na infrastrukturę kolejową. - Z takimi mamy miejsce choćby po czwartkowej nocy. Nieznani sprawcy, strona ukraińska raczej unika tego, by być identyfikowaną z tymi atakami, w rejonie Melitopola, wysadzili w powietrze jeden z wiaduktów kolejowych. A to powoduje już krótsze lub dłuższe problemy zapatrzenia wojsk rosyjskich - tłumaczył.
Jest to tym bardziej kluczowe, jak dodał, przy tak 'dużym natężeniu ognia - Rosjanie mówią o 500 obiektach ukraińskich atakowanych w ciągu doby środkami artyleryjskimi i rakietowymi'. - To wymaga korytarzy logistycznych. Ich zniszczenie może mieć większy skutek bezpośredni na skalę działań niż wybuch jednego czy dwóch składów paliw - przekonywał ekspert z miesięcznika 'Nowa Technika Wojskowa'.
Teraz z kodem: UKRAINA odsłuchasz każdą audycję i podcast TOK FM.