,
Obserwuj
Świat

"Brzuch ciążowy było widać spod papieskich szat". Czy papieżyca Joanna istniała naprawdę?

7 min. czytania
25.10.2026 08:05

"Ta legenda zbyt mocno upokarzała męski świat katolickiego kleru. Gdyby Kościół ją uznał, musiałby też napisać na nowo swoją historię. Finał życia jedynej kobiety w dziejach, która została papieżem, został niestety zbroczony krwią". Publikujemy fragment książki Artura Nowaka i Arkadiusza Stempina pt. "Kobiety Watykanu".

Papieżyca Joanna na rycinie z 1842 roku
Papieżyca Joanna na rycinie z 1842 roku
fot. AFP/BRIDGEMAN IMAGES

Poniższy fragment pochodzi z książki autorstwa Artura Nowaka i Arkadiusza Stempina pt. "Kobiety Watykanu. Szare eminencje, powiernice i skandalistki w cieniu papieskich tronów", która ukazała się 23 września nakładem Wydawnictwa Agora. Możesz kupić ją tutaj.

Kobieta na szczycie Kościoła

(...) Wydana w 1996 roku powieść Donny W. Cross "Papieżyca Joanna" z marszu stała się światowym bestsellerem. W samej tylko strefie niemieckojęzycznej sprzedano ponad cztery miliony egzemplarzy. Nic dziwnego, że swoją szansę zwietrzyło też kino. Reżyser Sönke Wortmann podkręcił jeszcze popularność powieści i w 2009 roku stworzył film o kobiecie, która przebrana za mężczyznę w IX wieku została papieżem Janem VIII, co zostało wstydliwie przemilczane na kartach kościelnych kronik w późniejszych wiekach epoki średniowiecza i w epoce nowożytnej. Ta legenda zbyt mocno upokarzała męski świat katolickiego kleru. Gdyby Kościół ją uznał, musiałby też napisać na nowo swoją historię. Finał życia jedynej kobiety w dziejach, która została papieżem, został niestety zbroczony krwią.

Mniej więcej tak przedstawiają go kronikarze: Wczesne średniowiecze. Pośrodku gęstego labiryntu uliczek Rzymu leży na ziemi kobieta w papieskich szatach, otoczona tłumem pobożnych ludzi. Jeszcze przed chwilą dosiadała konia i z monstrancją w ręku prowadziła wielkanocną procesję spod Bazyliki św. Piotra do Bazyliki św. Jana na Lateranie. Nagle zachwiała się i spadła z konia. Powód niedyspozycji? Bóle porodowe. Brzuch ciążowy widać było nawet spod papieskich szat. Na twarzach gapiów pojawiły się potworne przerażenie, niedowierzanie i złość. Byliby gotowi zabić wzrokiem to leżące na ziemi dziwadło. Zabiły jednak kamienie, które z nienawiścią rzucali uczestnicy procesji. Doszło więc do niebywałej rzeczy - do ukamieniowania papieża. Lub - mówiąc bardziej precyzyjnie - ukamieniowania kobiety oszustki, która przechwyciła urząd papieski. Ale czy rzeczywiście tak wyglądał kres życia papieżycy Joanny? Czy opisana tu historia wydarzyła się naprawdę, czy jest tylko produktem ludzkiej konfabulacji?

Dziś turyści zwiedzający Rzym mijają niezbyt spektakularną Bazylikę św. Klemensa, poświęconą podobno czwartemu z kolei papieżowi w Rzymie (88/92-97/99), gdzie w czasach imperium rzymskiego czczono jeszcze pogańskie bóstwo Mitrę, i kierują się na via dei Querceti, która wspina się na Wzgórze Celijskie. To jedno z siedmiu wzgórz w obrębie Wiecznego Miasta. W starożytności zamieszkiwali je zamożni Rzymianie. Od czasów chrześcijańskich trakt za Bazyliką św. Klemensa prowadził najpierw do średniowiecznego opactwa Santi Quattro Coronati, czyli Bazyliki Czterech Koronatów poświęconej czterem męczennikom z czasów cesarza Dioklecjana. Dalej uliczka pnie się aż do Bazyliki Laterańskiej, najstarszej katedry papieskiej, starszej niż Bazylika św. Piotra.

Nieco bliżej, bo tuż za Bazyliką św. Klemensa, na zbiegu z ulicą Santi Quattro, stoi niepozorna, przyklejona do murów miejskich kapliczka z Madonną. Zaskakujący widok. Kapliczka wygląda na kilka wieków starszą od budynku, w który została wtopiona, i zdobi ją nieoczywista inskrypcja. Z reguły kaplice, krucyfiksy i kolumny z obrazami lub figurami zawierają uprzejmą prośbę o modlitwę w określonym celu, obiecując w zamian konkretną, zazwyczaj nadprzyrodzoną pomoc. Jednak tym razem wiersz wyryty na marmurowej tablicy prosi przechodnia, by jedynie pokłonił się Madonnie. Dlaczego? Cóż, to wstydliwe dla Kościoła miejsce - kapliczka stoi na ziemi, w której mieli spocząć na wieki noworodek i jego matka po dokonanym na nich linczu.

Początek tej krwawej historii prowadzi do Moguncji w IX wieku. Źródła najczęściej datują rządy papieżycy między 855 a 858 rokiem. Jej pontyfikat przypadłby zatem między panowaniem papieża Leona IV (847-855) a papieża Benedykta III (855-858). Jeśli jednak przyjrzeć się szczegółom, to plączą się one w gąszczu niejasności. Najczęściej powtarzana wersja wskazuje na pochodzenie Joanny z niemieckiej Moguncji. Wcześnie straciła rodziców i jako dziecko trafiła do klasztoru, gdzie dorastała w kobiecym konwencie. Później uczyła się w szkole przykatedralnej w Dorstadt. Ze swoim intelektualnym potencjałem i niebywałymi zdolnościami mogłaby zrobić karierę wielkiego uczonego - gdyby nie to, że była kobietą. Dostęp do edukacji dla niewiast był wówczas zabroniony i zarezerwowany jedynie dla adeptów Kościoła, dlatego w przebraniu mnicha, jako brat Johannes Anglicus, przekroczyła progi klasztoru w Fuldzie.

Podczas długiej podróży po Grecji, mekce kultury europejskiej, gdzie zgłębiała swoje filozoficzne studia, trafiła na uczonych z Watykanu. A ci zaprosili "kolegę" w habicie z wykładami do Rzymu. Błyskotliwość, głęboka znajomość pism teologicznych, imponujące umiejętności retoryczne i nabożność wyścieliły Joannie drogę awansu w centrali Kościoła. Kiedy okazało się, że dysponuje również wiedzą medyczną, została osobistym lekarzem papieża. A w 865 roku zajęła jego miejsce.

Postać Joanny zdecydowanie wykracza poza ramy wyznaczone kobietom przez średniowiecze. Choć wiedza, wykształcenie czy władza były wówczas przywilejem niewielkiej grupy kobiet, dziś w drodze do kariery Joanna stanęłaby przed podobnym wyzwaniem. Kobiety nadal nie mogą przyjąć święceń kapłańskich. Kościół katolicki po usunięciu Marii Magdaleny z kart swojej historii i zmarginalizowaniu roli kobiet niezmiennie obstaje przy ekskluzywnym, męskim kapłaństwie.

Po papieżycy Joannie jednak nie brakowało kobiet, które w patriarchalnym świecie przyjmowały męską postać i rolę. Najsłynniejsza z nich, Joanna d’Arc, w XV wieku dosiadła konia i założyła zbroję, by rzekomo z boskiego podszeptu stanąć na czele wojsk francuskich i wypędzić angielskiego najeźdźcę. Ale między papieżycą Joanną a Dziewicą Orleańską istniała zasadnicza różnica. W przypadku tej drugiej nie było tajemnicą, kogo skrywa rycerski pancerz. A jednak to płeć ją zgubiła. W procesie inkwizycyjnym sędziowie orzekli, że męski strój, który wybrała, był dowodem na jej herezję, więc zasłużyła na stos. Historie Joanny d’Arc i papieżycy Joanny niewątpliwie obleka ten sam mit.

Co przemawia za istnieniem kobiety papieża?

Po raz pierwszy wspomniano o niej na piśmie dopiero pół tysiąca lat po jej śmierci. Zrobił to Jean de Mailly, jednoosobowy think tank z XIII wieku, dominikański kronikarz z francuskiego Metzu, przytaczając jej postać w swojej łacińskiej kronice Chronica universalis Mettensis, poświęconej macierzystej diecezji. (...)

W czasach reformacji i kontrreformacji, czyli w okresie powstania religii protestanckiej i jej konfrontacji z katolicyzmem i papiestwem, temat obecności kobiety na papieskim tronie stał się zarzewiem rozgrywki między obydwoma zwalczającymi się wyznaniami. Protestanci chętnie sięgali po skandal z papieżycą Joanną, żeby wykazać hipokryzję i niemoralność Watykanu, a w ramach oczyszczonej, przefiltrowanej wiary oderwać się od niego. Watykan z kolei bronił się, twierdząc, że źródła historyczne zostały sfałszowane, by zdyskredytować serce Kościoła.

Dowodami na wiarygodność przekazu o papieżycy Joannie mogą być też artefakty inne niż źródła piśmienne. Każdy, kto dziś zwiedza konfesję św. Piotra, z imponującym baldachimem w bazylice jego imienia, zauważy w dolnej części jednej z kolumn ołtarza głównego niecodzienne reliefy. Ukazują one twarz ciężarnej kobiety w ośmiu różnych odsłonach - od pełnej bólu i grymasu po zastygłą w agonii. Co ciekawe, ostatni relief przedstawia twarz noworodka. Nie brakuje historyków, którzy widzą w tej artystycznej sekwencji reliefów zakamuflowany przekaz o kościelnym skandalu i pośredni dowód na istnienie papieżycy Joanny.

Quiz: Quiz TOK FM z wydarzeń ostatniego tygodnia. Nie będzie łatwo!

Ukończ quiz i odbierz nagrodę do -40% na TOK FM Premium!

Zniżka zależy od uzyskanego wyniku.

Poprawnych odpowiedzi Zniżka
  • 100% -40%
  • 81-99% -30%
  • 61-80% -25%
  • 41-60% -20%
  • 0-40% -10%
  • Promocje nie łączą się.

    Progi nagród Strzałka rozwiń
    1/10 We wtorek Sejm głosował nad nowelizacją Kodeksu karnego dotyczącą częściowej dekryminalizacji aborcji oraz ustawą dopuszczającą aborcję w przypadku ciężkiej wady płodu. Z jakim skutkiem?

    Ciekawym artefaktem jest też tzw. sedia stercoraria (od stercus - gnój), czyli krzesło z otworem w siedzeniu. Ten wykonany z porfiru mebel miał podobno służyć weryfikacji triumfatora konklawe pod kątem jego atrybutów męskości, by wykluczyć elekcję kobiety. Procedura dmuchania na zimne przypadała najmłodszemu uczestniczącemu w konklawe kardynałowi. Wkładał od dołu rękę i sprawdzał, czy nowo wybrana głowa Kościoła ma jądra i penis. Słowa testiculos habet et bene pendentes oznaczały werdykt pomyślny. Wraz z objęciem w posiadanie bazyliki papieskiej na Lateranie i tamtejszego pałacu weryfikacja męskości papieża stała się obowiązkową częścią intronizacji. Po raz pierwszy procedurę zastosowano w 1099 roku przy elekcji Paschalisa II (1099-1118). Od tamtej pory każdy nowy papież w uroczystej procesji z Bazyliki św. Piotra docierał do bazyliki na wzgórzu laterańskim, gdzie kardynałowie i biskupi klękali przed nim i całowali jego stopy. Ale zaraz potem najwyższy dostojnik siadał pokornie na skromnym marmurowym fotelu ustawionym w portyku patriarchalnej bazyliki.

    Redakcja poleca

    Być może wiarygodniejszym wyjaśnieniem nazwy sedia stercoraria byłoby ostrzeżenie śpiewane przez scholę w momencie, gdy papież siedział na rzeczonym krześle. Werset z Psalmu 112 Suscitat de pulvere egenum, et de stercore erigit pauperem, ut sedeat cum principibus, et solium gloriae teneat przypominał bowiem papieżowi o jego pochodzeniu z "gliny i gnoju", o różnicy zachodzącej między jego obecną pozycją a stanem, z którego wyrósł. Miało go to zachęcić do pokory w rządzeniu Kościołem.

    Ostatnim papieżem, który użył sedia stercoraria, był Pius IV (1560-1565). (...) Jeden egzemplarz skradł Napoleon i wstawił do Luwru, drugi pozostał do dziś w Muzeum Watykańskim.

    Dokumenty zaświadczające o zaginionym papieżu Janie (papieżycy Joannie) skompletował archeolog i egiptolog, profesor Michael Habicht (ur. 1974) z Uniwersytetu Adelaide w Australii. Z pierwszego z nich wynika, że anglosaski król Ethelwulf (795-858), który podczas swoich rządów musiał nieustannie odpierać ataki Wikingów, odwiedził w Rzymie papieża o imieniu Jan. Niemożliwe więc, by zmarły w 858 roku Ethelwulf spotkał się z papieżem Janem VIII, rządzącym dopiero od 872 roku. Inny dokument informuje z kolei, że kronikarz holenderski z XV wieku, Cord Bote, zapisał pod rokiem 856 namaszczenie przez papieża Jana (Joannę?) frankijskiego króla Ludwika II (843-876) na cesarza. Kolejny dokument pochodzi od niejakiego Anastazego, który w 853 roku przegrał papieską elekcję z Benedyktem III. Ten wysoki rangą duchowny zaadresował list do papieża Jana, którego kojarzono z papieżem Janem VIII (rok 872). Tylko Anastazy, który od 867 roku podpisywał się jako bibliotekarz, między latami 855 a 858 używał tytułu exiguus, dokładnie tego, który figuruje na liście do papieża Jana. Czyli pochodziłby z czasów papieżycy Joanny. (...)

    Posłuchaj: