Głosowanie nad ranem i papierowe czapki. Dlaczego Czesi wyszli na ulice?
Od piątku w Czechach trwają manifestacje w obronie mediów publicznych. Premier Czech Andrej Babis porównał je do marszu na amerykański Kapitol. Jeżeli chodzi o polski kontekst, trudno nie szukać analogii do sytuacji, w której znalazły się publiczne radio i telewizja w okresie rządów PiS. Wyjaśniamy, co dokładnie dzieje się u naszego południowego sąsiada.
Z tego artykułu dowiesz się:
- co zakłada ustawa czeskiego rządu o zmianach w finansowaniu mediów publicznych;
- jakie nieprawidłowości w procedowaniu ustawy zarzuca rządowi opozycja;
- dlaczego ustawa budzi sprzeciw opozycji i protestujących;
- jak przebiegła niedzielna manifestacja "Ręce precz od mediów";
- w jaki sposób rząd Zjednoczonej Prawicy przejął media publiczne w Polsce.
Czeski rząd chce zmienić media publiczne. Ustawę przegłosowano nad ranem
W sobotę (24 października) nad ranem czeski parlament rozpoczął prace nad zmianami w finansowaniu mediów publicznych. Ustawa zakłada ograniczenie finansowania mediów publicznych o około 15 proc. i, co ważniejsze, likwidację miesięcznego abonamentu oraz zastąpienie go środkami z budżetu państwa.
Jak argumentował szef Izby Poselskiej Tomio Okamura, czeska TV działa wbrew narodowym interesom. Broniąc projektu, przedstawiciele władz zwracali także uwagę na fakt, że w większości krajów Unii Europejskiej odchodzi się od systemu opłat abonamentowych.
Debata przebiegła w gorącej atmosferze. Nie brakowało osobistych wycieczek i zarzutów o stronnicze prowadzenie obrad przez przewodniczącego. Opozycji nie udało się ostatecznie odrzucić projektu. O godz. 4:36, już po pierwszym czytaniu, został on przegłosowany i skierowany do komisji.
Liderzy partii opozycyjnych wskazywali, że podczas procedowania w parlamencie zostało złamanych wiele punktów regulaminu prac poselskich. Projekt został wprowadzony do porządku obrad Izby Poselskiej nagle i poza uzgodnionym kalendarzem prac legislacyjnych. Ponadto większość parlamentarna przegłosowała sztywną godzinę zakończenia dyskusji i początku głosowania (4.36). W efekcie 65 posłów zapisanych do debaty nie mogło zabrać głosu. Opozycja zapowiedziała złożenie skargi do Sądu Konstytucyjnego.
4:36 i papierowe czapki. Manifestacja "Ręce precz od mediów"
Demonstracje w obronie mediów publicznych rozpoczęły się w już w piątek 23 października. Zdaniem protestujących poprzez zmianę finansowania mediów koalicja rządząca składająca się z prawicowych partii ANO 2011 premiera Andreja Babisza, SPD oraz Motoristé soběkontroli, chce przejąć kontrolę nad mediami publicznymi, upolitycznić je i ułatwić w ten sposób wywieranie nacisków na dziennikarzy.
Kilkudziesięciu demonstrantów próbowało wejść w piątek do Izby Poselskiej, co uniemożliwiła im policja. Następnego dnia premier Andrej Babisz opublikował nagranie, w którym zarzucił opozycji "podżeganie do niepokojów, agresji i podziałów w społeczeństwie". - Wczorajszy atak na Izbę Deputowanych był podobny do ataku na Kapitol. To niewiarygodne. (...) To, co piszecie, jest absolutną nieprawdą, że niszczymy nasz kraj, że atakujemy demokrację, że chcemy znacjonalizować Czeską Telewizję. To kłamstwa. Nikt nie ma interesu w zmianie programu ani w ingerowaniu w sposób relacjonujący. Absolutnie nie - powiedział Babisz w wideo opublikowanym na platformie X.
Protesty były kontynuowane w sobotę, a w niedzielę osiągnęły apogeum. Na rynku Starego Miasta na demonstracji pod hasłem "Ręce precz od mediów" organizowanej przez stowarzyszenie "Milion chwil dla demokracji" stanęło kilkadziesiąt tysięcy osób, które domagały się wycofania projektu z prac parlamentarnych. Tłum był tak duży, że policja zdecydowała się zamknąć ulice, a sieci komórkowe uległy awarii.
Motywem przewodnim demonstracji stała się godzina, o której przegłosowano kontrowersyjny projekt ustawy - 4.36. Skandowały ją tłumy na Rynku Starego Miasta, wiele osób miało ją wypisaną na transparentach.
- Czy o 4.36, bez odpowiedniej dyskusji, naprawdę uchwala się tak istotne ustawy? Czy o 4.36 decyzje podejmują klany mafijne lub sowieckie politbiuro? - pytał Mikulasz Minarz, lider "Milionów chwil dla demokracji". Dodał, że o tej godzinie krążą złodzieje, a niegdyś krążyło też Gestapo i Służba Bezpieczeństwa.
Wezwał premiera Andreja Babisza do publicznej debaty. - Przestańcie kłamać na nasz temat, przestańcie z nas kpić. Gardzicie nami, obywatelami. Przestańcie unikać dialogu. Przyjmijcie zaproszenie do dialogu w debacie telewizyjnej - powiedział Minarz.
Innym symbolem demonstracji stała się papierowa lub gazetowa czapeczka, którą miał na głowie chłopczyk w animowanej czołówce czechosłowackiej i czeskiej dobranocki. "Veczerniczek" wybrano nieprzypadkowo, bo zmiana w finansowaniu mediów publicznych ma oznaczać cięcia także w budżetach programów dla dzieci i młodzieży oraz w finansowaniu studia filmów animowanych. Nie brakowało haseł czysto politycznych. Protestujący wielokrotnie skandowali: "Mamy tego dosyć" i pod adresem premiera Babisza: "Dymisja".
Demonstrowano również przed siedzibą Czeskiego Radia przy ul. Vinohradskiej oraz w oddalonym o około 250 kilometrów od stolicy Czech Ołomuńcu. Zabrzmiały słowa poparcia ze strony organizacji studenckich, zespołów teatralnych i dziennikarzy różnych mediów. Już wcześniej z krytyką wystąpił prezydent Czech Petr Pavel. Zaprotestowała Europejska Unia Nadawców oraz organizacja Reporterzy bez Granic.
3 listopada ma odbyć się strajk generalny pracowników Czeskiego Radia i Czeskiej Telewizji, a 15 listopada wielki ogólnokrajowy protest organizowany przez "Milion chwil dla demokracji".
Rząd Babisza idzie w ślady PiS? Protesty pod hasłem "Wolne Media"
Obecna sytuacja w Czechach niepokojąco przypomina wydarzenia z Polski, które miały miejsce 10 lat temu. W grudniu 2015 roku, krótko po objęciu władzy przez Zjednoczoną Prawicę została uchwalona tzw. mała ustawa medialna, która pozwoliła rządowi bezpośrednio wymieniać kierownictwo TVP i Polskiego Radia, odbierając te kompetencje Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. Na początku 2016 roku stanowiska stracili dotychczasowi szefowie mediów publicznych, a w czerwcu powołano Radę Mediów Narodowych, w której Prawo i Sprawiedliwość uzyskało dominującą pozycję. Na czele TVP stanął Jacek Kurski, wcześniej związany z partią Jarosława Kaczyńskiego.
Pod koniec września 2016 r. w Warszawie, Krakowie, Łodzi, Gdańsku, Lublinie, Katowicach, Kielcach, Wrocławiu, Poznaniu, Bydgoszczy, Rzeszowie odbyły się demonstracje pod hasłem "Wolne Media" organizowane przez Komitet Obrony Demokracji.
Jak przypomina informacja PAP z tego okresu, protestujący trzymali wówczas polskie i europejskie flagi oraz transparenty z hasłami: "Ciemny lud niegłupi, TVPiS nie kupi". Skandowano: "Stop psuciu demokracji", "Wolna Polska, wolne media", "Media publiczne, nie ideologiczne".
Agencja powołała się także na wewnętrzny raport policji, według którego w manifestacji w Warszawie wzięło udział od 7 do 8 tys. osób. Rzecznik ratusza Bartosz Milczarczyk powiedział PAP, że manifestujących było ponad 20 tys.
Posłuchaj:
Przeciw zmianom w finansowaniu mediów publicznych, które wtedy pozostawały w sferze planów, Czesi protestowali już w marcu. Na ulice wyszło wówczas 250 tys. osób. Na ten temat w TOK FM rozmawiali Anna Piekutowska i Jakub Medek.
Źródło: PAP, Polsat News, TOK FM