KPO zaakceptowane, szefowa KE przyleci do Polski. Ekspert studzi nastroje: To nie koniec tej historii
W środę Komisja Europejska zaakceptowała polski Krajowy Plan Odbudowy. Dlatego w czwartek do Warszawy przyjedzie przewodnicząca Komisji Europejskiej. Ursula von der Leyen ma podpisać razem z premierem Mateuszem Morawieckim porozumienie, co do tak zwanych kamieni milowych związanych z KPO. Jak przekonywał premier Mateusz Morawiecki, spotkanie 'jest zaplanowane po to, aby ukoronować podpisanie naszego porozumienia'.Tomasz Bielecki, korespondent 'Gazety Wyborczej' i 'Deutsche Welle' w Brukseli zastrzegł jednak, że nie oznacza to 'końca historii, a jedynie koniec pewnego etapu - bardzo długich negocjacji z KE'. - Decyzja KE jest nie tyle zatwierdzeniem, co rekomendacją wniosku, zielonym światłem - mówił w 'Światopodglądzie' u Agnieszki Lichnerowicz. - Kolejny duży etap w tej historii, która się nie kończy, to weryfikowanie czy Polska wypełniła warunki. W języku tego rozporządzenia - kamienie milowe związane z sądownictwem. Dopiero wtedy, po czerwcu, będzie możliwa wypłata - dodał. Podkreślił przy tym, że 'sam KPO to harmonogram reform - z wypłatami z dołu za wypełnienie tych reform'.
W ramach Funduszu Odbudowy z budżetu polityki spójności na lata 2021-2027 Polska ma do dyspozycji ok. 76 mld euro. W KPO, który ma wspomóc gospodarkę po pandemii, Polska wnioskuje o 23,9 mld euro dostępnych w ramach grantów i o 11,5 mld euro z części pożyczkowej.
"Kusząca interpretacja"
Sejm uchwalił w ubiegły czwartek zainicjowaną przez prezydenta Andrzeja Dudę nowelizację ustawy o Sądzie Najwyższym, która m.in. likwiduje Izbę Dyscyplinarną SN, czego oczekuje Komisja Europejska. W środę pracował nad nią Senat - opozycja twierdzi, że nie wszystkie warunki KE spełnione.
Tomasz Bielecki pytany, czy ma to jeszcze w ogóle znaczenie, potwierdził. - KE zachowuje strategiczną niejednoznaczność - zapewnił.
Przekonywał przy tym, że 'projekt Andrzeja Dudy, złożony w lutym, był politycznym sygnałem do odblokowania negocjacji', choć 'warunki KPO nie nawiązują w żaden sposób do konkretnego procesu legislacyjnego w polskim Sejmie czy poprawek w Senacie'. - KE przy pierwszym wniosku polskiego rządu o wypłatę, który zostanie złożony w lipcu, weźmie te warunki do ręki. Będzie sprawdzała polskie prawo. Będzie sprawdzała, czy te warunki zostały spełnione - dodał.
KE zastrzegła wcześniej, że polski Krajowy Plan Odbudowy musi zawierać zobowiązania do: likwidacji Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, reformy systemu dyscyplinarnego oraz przywrócenia do pracy sędziów zwolnionych niezgodnie z prawem. W ocenie, korespondenta 'Gazety Wyborczej' i 'Deutsche Welle' w Brukseli 'pieniądze do Polski jednak raczej popłyną, jeśli ustawa nie zostanie bardzo zdeformowana'. - To kwestia analizy prawnej, ale też oceny politycznej. Zatwierdzenie KPO i przyszły wypłaty są możliwe dzięki decyzjom KE wspólnej z przedstawicielami 27 krajów UE - podkreślił.
Inna rzecz, jak dodał, że zadecydować o tym mogą także względy obiektywne. W tym fakt, że 'Polska jest piątym co do wielkości krajem w UE'. Poza tym, jak wskazał, 'UE nie jest federacją, nie jest rządem, który może twardo egzekwować'. - Tutaj odbywa się szukanie kompromisu, zgniłego kompromisu. I choć kusząca jest interpretacja, że to też z powodu wojny w Ukrainie, uchodźców, to podkreślałbym, że rząd Morawieckiego w KPO przyjmie warunki, które oferowała mu KE mniej więcej jesienią ubiegłego roku. Warunki, których nie chciał przyjmować od października, kiedy jeszcze wojna na Ukrainie w relacjach między Warszawą a Brukselą nie była żadnym (istotnym) czynnikiem - zastrzegł przy tym.