Rosjanie odłączyli największą elektrownię atomową w Ukrainie, ale to nie największe zagrożenie. "Olbrzymie napięcie psychiczne"
W czwartek operator kontrolowanej przez siły rosyjskie Zaporoskiej Elektrowni Atomowej w Enerhodarze poinformował, że w związku z pożarem odłączona została czwarta, ostatnia linia energetyczna łącząca elektrownię z systemem energetycznym Ukrainy. To pierwszy raz w historii, kiedy elektrownia w całości została odłączona od sieci energetycznej. Trzy inne linie zostały wcześniej uszkodzone podczas ataków rosyjskich. Ukraińskie władze i eksperci już wcześniej ostrzegali, że elektrownia może zostać przez Rosjan wyłączona. O tym, jakie może mieć to konsekwencje, mówił w TOK FM Maciej Zaniewicz z Forum Energii.
- Przede wszystkim wielu Ukraińców mieszkających w południowej części kraju mogłoby być pozbawionych energii elektrycznej. Zaporoska Elektrownia Atomowa do tej pory dostarczała ok. 20 proc. prądu, który był potrzebny Ukraińcom. A to bardzo dużo. Wtedy też prąd z tej elektrowni mógłby zostać zsychronizowany z systemem rosyjskim i popłynąć m.in. na okupowany przez Rosjan Krym - tłumaczył w rozmowie z Jakubem Janiszewskim.
Jednak, w ocenie eksperta, to ryzykowana operacja, zwłaszcza gdy na terenie elektrowni znajduje się wojsko, a jej budynki są regularnie ostrzeliwane. - Tak naprawdę nie wiemy, jak sytuacja się rozwinie. A sztuczne generowanie takiego ryzyka jest nieuzasadnione. Specjaliści rosyjscy, którzy tam pracują, zdają sobie z tego sprawę. Ale są poddawani presji polityków i wojskowych, którzy absolutnie na niczym się nie znają. Nie wiedzą, że nie można ot tak po prostu wziąć elektrowni - stwierdził.
Zwrócił przy tym uwagę, że w przypadku Zaporoskiej Elektrowni Atomowej cały czas mamy do czynienia z niebezpiecznymi precedensami. - Wcześniej nie było sytuacji, w której elektrownia atomowa byłaby okupowana i ostrzeliwana. Obawiam się, że nie ma w ogóle procedur mówiących o tym, co w takim wypadku robić. Nikt na to nie wpadł - zauważył.
Operator Zaporowskiej Elektrowni Atomowej zapewnił w czwartek, że obecnie systemy automatyczne i bezpieczeństwa obiektu funkcjonują w normie. Prowadzone są działania mające na celu podłączenie do sieci jednego z bloków energetycznych. Wieczorem tego samego dnia Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA) poinformowała, że przywrócono działanie ostatniej linii energetycznej łączącej Zaporoską Elektrownię Atomową z ukraińską siecią.
"Największym zagrożeniem jest zmęczenie załogi"
Gość TOK FM przypomniał, że Rosjanie nadal do elektrowni atomowej nie dopuszczają ekspertów Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA), by sprawdzili jej stan. - Normalną rzeczą jest, że każdą elektrownię atomową takie misje od czasu do czasu wizytują. Teraz nie ma o tym mowy. Misja nie może więc ocenić, czy nie ma tam ryzyka np. lokalnego skażenia, które może wyniknąć z ostrzelania składowiska zużytego paliwa jądrowego. Jeśli tam spadną rakiety, to do skażenia może dojść - powiedział.
Jak dodał, według doniesień medialnych w maszynowni elektrowni znajduje się rosyjski sprzęt wojskowy, co - jak ocenił - jest niewyobrażalne. - Broń zawsze generuje ryzyko, chociażby przypadkowego wystrzału. A ten grozi dużym pożarem w maszynowni. Musimy pamiętać, że w elektrowniach jądrowych standardy bezpieczeństwa powinny być wyśrubowane do granic możliwości. A tutaj tak nie jest - stwierdził.
Zdaniem eksperta największym jednak zagrożeniem w Zaporoskiej Elektrowni Atomowej jest zmęczenie jej załogi. - Ukraińcy są sterroryzowani i zmuszani do pracy ponad wytrzymałość psychiczną. Wyobraźmy sobie sytuację, kiedy wykonujemy bardzo skomplikowaną i odpowiedzialną pracę techniczną, a nad nami stoją żołnierze. W dodatku członkowie naszych rodzin są zakładnikami. To jest sytuacja olbrzymiego napięcia psychicznego, która może powodować błędy ludzkie. Natomiast najmniej prawdopodobnym zagrożeniem jest uszkodzenie samego reaktora w elektrowni. Bo on jest tak chroniony, że może wytrzymać nawet ostrzał artyleryjski - wyjaśniał.
Podkreślił przy tym, że nie powinniśmy panikować, bo Polska Agencja Atomistyki regularnie publikuje raporty, w których przekonuje, że nie ma powodów do niepokoju. - To nie jest sytuacja, w której powinniśmy lecieć do aptek po płyn Lugola - uspokajał gość TOK FM.
Historia przejęcia przez Rosjan elektrowni
Rosyjskie wojska zajęły miasto Enerhodar i znajdującą się tam Zaporoską Elektrownię Atomową na początku marca. Pod koniec maja szef ukraińskiego koncernu Enerhoatom Petro Kotin poinformował, że na terenie siłowni znajduje się prawie 500 rosyjskich żołnierzy, transportery opancerzone, czołgi, pojazdy Ural, materiały wybuchowe i 'wszystko to, co nie powinno znaleźć się w elektrowni'. Enerhoatom kontrolował dotychczas obiekt pod względem jego eksploatacji i obsługi technicznej.
Na początku sierpnia rosyjskie wojska kilkakrotnie ostrzelały teren elektrowni. Moskwa oskarżyła o te incydenty władze w Kijowie.
Zaporoska Elektrownia Atomowa została zbudowana w roku 1986 i jest największą siłownią jądrową w Europie. Przed rosyjską inwazją pracowało w niej sześć reaktorów, każdy o mocy 950 MW.