,
Obserwuj
Świat

Co Polska zawdzięcza Niemcom? "Czy się to komuś podoba, czy nie"

oprac. Katarzyna Rogowska tokfm.pl
7 min. czytania
12.09.2026 16:09
Obserwuj nas na Google

"Figura Niemiec - złowieszczej, brutalnej, zawsze wrogiej Polakom siły - wciąż jest obecna w naszym narodowym imaginarium. Niemcom jesteśmy raczej obojętni. W ostatnich dekadach skojarzenia negatywne, związane z polnische Wirtschaft, czyli bałaganem, nieudolnością i marnotrawstwem, zostały zastąpione asocjacjami neutralnymi" - wskazywał historyk Andrzej Chwalba w rozmowie z Wojciechem Harpulą w książce pt. "Nie będzie Niemiec… Polska-Niemcy. Tysiąc lat wojny i pokoju".

Flaga Niemiec
Flaga Niemiec
fot. Grzegorz Banaszak/REPORTER

Poniższy fragment pochodzi z książki autorstwa Andrzeja Chwalby i Wojciecha Harpuli pt. "Nie będzie Niemiec… Polska-Niemcy. Tysiąc lat wojny i pokoju", która ukazała się 26 sierpnia 2026 roku nakładem wydawnictwa Wielka Litera.

Z czym Polacy kojarzą Niemcy i Niemców?

Nie pomylę się zapewne, gdy odpowiem, że wciąż z drugą wojną światową. Najeźdźca, esesman, okupant, Auschwitz - obstawiałbym takie skojarzenia. Na drugim miejscu zapewne dobrobyt, porządek, dobra organizacja. Mam rację?

Tak. Z przeprowadzonej w 2024 roku edycji badania opinii "Barometr Polska - Niemcy" wynika, że 20 procent Polaków kojarzy zachodniego sąsiada z trudną przeszłością, zwłaszcza z drugą wojną światową. Na drugim miejscu były wskazania związane z niemieckim dobrobytem. Natomiast Polska to dla Niemców przede wszystkim kraj interesujący turystycznie, dobry, by tam spędzić urlop. Historia, w odróżnieniu od skojarzeń Polaków, pojawia się w niemieckich asocjacjach z Polską sporadycznie i stanowi jedynie sześć procent z nich. Skąd ta różnica?

Pamięć kulturowa sięga czterech, pięciu generacji wstecz. Wielu z nas zachowuje obrazy przeszłości przekazane nam przez dziadków. Czasami dzielili się z nami historiami usłyszanymi jeszcze od swoich rodziców czy dziadków i dlatego nić pamięci przekazywanej w rodzinach może sięgać do prapradziadków, czyli około stu lat wstecz. Poza tę granicę nie jesteśmy w stanie sięgnąć. Wszystko, co wcześniej, to już historia, o której nasze wyobrażenie kształtują nie relacje ludzi, których znamy, lecz źródła, publikacje, media.

Co ważne - im głębiej schodzimy w przeszłość, tym pamięć jest słabsza, obrazy bardziej wyblakłe. Dobrze to widać 1 listopada na cmentarzach. Na grobach rodziców i dziadków palą się dziesiątki zniczy, leżą okazałe wieńce. Pradziadkom czy prapradziadkom zapalamy jedną świeczkę. Pamiętamy o nich, ale należą już do odległej przeszłości, która nie wywołuje w nas emocji, żywych obrazów, intensywnych skojarzeń. Czy w zbiorowej pamięci Polaków funkcjonuje pierwsza wojna światowa, która przetoczyła się walcem po naszych ziemiach i przyniosła nam wyczekiwaną niepodległość?

To raczej temat dla historyków i hobbystów.

Powstają na ten temat filmy, książki, są wydawane źródła, ale pierwsza wojna generalnie jest wyparta ze zbiorowej pamięci. To temat odległy, chłodny, na poziomie społecznym niebudzący właściwie żadnych skojarzeń.

Inaczej jest w przypadku drugiej wojny światowej. Pamięć o niej jest wciąż żywa, podobnie jak zainteresowanie jej historią: militarną, społeczną, polityczną. Nie bez przyczyny największe polskie księgarnie prowadzą osobne działy poświęcone dziejom drugiej wojny światowej. Sam przekonałem się, że dla wielu osób wydarzenia z czasów okupacji nadal są istotne, gdy ukazała się moja książka, Polska krwawi, Polska walczy.

Dopowiem, że jest poświęcona historii czterech okupacji z lat 1939-1945: niemieckiej, radzieckiej, słowackiej i litewskiej.

Zgadza się. Po premierze dostałem naprawdę sporo maili, często od młodych, nastoletnich osób. Opisywały w nich okupacyjne historie usłyszane od dziadków lub pradziadków i pytały, czy mogę się do nich jakoś odnieść. W Polsce pamięć o drugiej wojnie światowej wciąż jest intensywna. Nie zdążyła wyblaknąć, nie została schowana do szuflady z historycznymi rupieciami, nadal jest nasycona emocjami. Co istotne, kustoszem tej pamięci nie jest tylko jedno pokolenie - wojenne, odchodzące już z tego świata. Do jej pielęgnowania dołączają kolejne generacje.

Z czego to wynika?

Po pierwsze, ze skali oraz intensywności doświadczeń, jakie przyniosła druga wojna światowa niemal wszystkim rodzinom w Polsce. W czasie okupacji każdy Polak był zagrożony: głodem, więzieniem, wywózką na roboty, śmiercią. Nie było środowisk czy grup społecznych, które miałyby zagwarantowane bezpieczeństwo. Represje ze strony okupanta groziły każdemu: i chłopu, który nie oddał kontyngentu lub dał się złapać na nielegalnym handlu, i inteligentowi z miasta, który znalazł się w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie. Pamięć o tych doświadczeniach, niekiedy krańcowo traumatycznych, została przekazana kolejnym pokoleniom.

Po drugie, lata 1939-1945 to wielkie, wspólnotowe doświadczenie, podczas którego ważyły się losy państwa i narodu, także w biologicznym wymiarze przetrwania nas, Polaków. Owszem, później nastąpiły rządy komunistów i przełom 1989 roku, dochodziło do wielkich przemian politycznych i społecznych, ale po 1945 roku nikt mówiący w obcym języku nie wcielał w życie projektu wymordowania Polaków lub zamienienia ich w niewolników. Trwanie narodu, zagospodarowywanie państwa - w warunkach lepszych lub gorszych - było możliwe. Jeżeli ktoś strzelał do Polaków, to - wyjąwszy okres bezpośrednio po zakończeniu wojny - byli to sami Polacy. Ponadto to okres drugiej wojny światowej zdecydował, w jakim kraju dziś żyjemy: jakie Polska ma granice i skład etniczny. Nie sposób zaprzeczyć, że było to wydarzenie o niezwykłej dziejowej doniosłości. Próżno szukać takiego w późniejszym czasie. I oby zostało tak po wiek wieków.

Redakcja poleca

Amen.

I wreszcie: pamięć o drugiej wojnie światowej była i jest częścią polskiej polityki historycznej. O ile za czasów Władysława Gomułki straszono kanclerzem Republiki Federalnej Niemiec Konradem Adenauerem w krzyżackim płaszczu, a bohaterami szkolnych czytanek byli "berlingowcy" szturmujący Berlin i partyzanci Armii Ludowej, o tyle obecnie eksponuje się bohaterstwo powstańców warszawskich i bojowy szlak polskich formacji walczących u boku zachodnich aliantów. Pewne skojarzenia i obrazy trwale zapisały się w naszej zbiorowej pamięci. Babcia, dziadek, ojciec, matka, syn, córka, wnuk i wnuczka wiedzą, czym była obrona Westerplatte, kto latał w Dywizjonie 303, kiedy wybuchło powstanie warszawskie, kto szturmował Monte Cassino. Starsze pokolenia oglądały Czterech pancernych i psa" oraz "Stawkę większą niż życie", młodsze "Czas honoru" i "Miasto 44". Dzięki filmom, książkom, piosenkom pamiętamy, kto był wtedy naszym wrogiem. To byli Niemcy.

Nie może zatem dziwić, że co piątemu Polakowi Niemiec kojarzy się z najeźdźcą i okupantem. To i tak nie jest bardzo wysoki wskaźnik, a można podejrzewać, że z czasem będzie coraz niższy. Nie zaskakuje też, że dla zachodnich sąsiadów jesteśmy przede wszystkim krajem, w którym miło i stosunkowo tanio można spędzić urlop. Po drugiej wojnie światowej Niemcy zrobili wiele, by zapomnieć o swoich winach. Inaczej proces ten przebiegał w Niemieckiej Republice Demokratycznej, a inaczej w Republice Federalnej Niemiec - ale efekt jest dziś podobny. Coraz więcej Niemców uważa, że ich dziadkowie i pradziadkowie w czasach rządów Adolfa Hitlera nie robili nic godnego potępienia.

Przecież po 1945 roku Niemcy "zachodni" stopniowo wykształcili rozbudowaną Erinnerungskultur, czyli kulturę pamięci, której centralnym punktem stało się przyznanie się do winy i odpowiedzialności za zbrodnie Trzeciej Rzeszy.

Na przestrzeni ostatnich 50 lat każdy poważny zachodnioniemiecki polityk, nauczyciel akademicki czy publicysta nie raz uderzał się w pierś, uznając odpowiedzialność Niemców za zbrodnie z czasów drugiej wojny światowej. A jednocześnie, przy pełnej akceptacji wszystkich istotnych sił politycznych, podejmowano działania, które doprowadziły do przedziwnej amnezji w społeczeństwie niemieckim. Na przykład w przeprowadzonym w 2018 roku badaniu naukowców z Uniwersytetu w Bielefeld aż 70 procent respondentów stwierdziło, że ich przodkowie nie byli sprawcami niemieckich zbrodni, a ponad połowa uznała swoich dziadków i babcie za ofiary nazistów. O polityce pamięci w Polsce oraz Niemczech i naszej porażce na tym polu z pewnością będziemy jeszcze szerzej rozmawiać, ale nie ulega wątpliwości, że wyobrażenia na temat sąsiada są w Polsce i Niemczech odmienne. Figura Niemiec - złowieszczej, brutalnej, zawsze wrogiej Polakom siły - wciąż jest obecna w naszym narodowym imaginarium. Niemcom jesteśmy raczej obojętni. W ostatnich dekadach skojarzenia negatywne, związane z polnische Wirtschaft, czyli bałaganem, nieudolnością i marnotrawstwem, zostały zastąpione asocjacjami neutralnymi.

Redakcja poleca

Lub pozytywnymi. We wspomnianym badaniu z 2024 roku Niemcy stosunkowo często wymieniają wśród skojarzeń polskie cechy charakteru: gościnność, serdeczność, otwartość…

Ładny kraj, mili ludzie… To dobrze, że Niemcy dziś tak o nas myślą. Kilka pokoleń wstecz widzieli w Polakach element szkodliwy dla cesarskich Niemiec, zaprzęgli machinę państwa i zainwestowali spore środki w dzieło wynarodowienia mieszkańców Wielkopolski i Pomorza. W 1939 roku byliśmy dla nich "słowiańskimi podludźmi" nadającymi się tylko do niewolniczej pracy dla "rasy panów". Polacy nie pozbawili życia milionów obywateli Niemiec, nie obrócili Berlina w morze gruzów. Nic dziwnego, że historia bardziej ciąży nam niż Niemcom.

Może ciąży bardziej także dlatego, że we wzajemnych stosunkach nigdy nie było symetrii?

Z pewnością. Symetrii we wzajemnych stosunkach politycznych, militarnych czy gospodarczych nie było w X wieku i nie ma jej również dziś. Najgłębsza nierównowaga między Polską a światem niemieckim występowała w obszarze, który można nazwać cywilizacyjnym - czy się to komuś podoba, czy nie, to za pośrednictwem Niemców przyjmowaliśmy nowe idee, rozwiązania prawne, organizacyjne, urbanistyczne, architektoniczne, kulturalne. Nawet w czasie naszego "złotego wieku", gdy w rodzimej kulturze działy się rzeczy wielkie, myśl renesansu trafiała do nas bezpośrednio z Włoch lub właśnie za sprawą Niemców.

Natomiast jeśli chodzi o znaczenie polityczne w Europie i potencjał wojskowy, był moment, kiedy najpierw Korona Królestwa Polskiego, a następnie Rzeczpospolita Obojga Narodów grały w tej samej lidze co rządzone przez Habsburgów Święte Cesarstwo Rzymskie. W XV i XVI wieku możemy mówić o względnej równowadze. Trwała mniej więcej do czasów potopu szwedzkiego. Później Rzecz pospolita osłabła, a wraz z jej stopniowym upadkiem zdecydowaną przewagę zyskali nie tylko Habsburgowie, ale i wschodząca gwiazda świata niemieckiego - Prusy. Oba państwa niemieckie były naszymi zaborcami. I o ile w drugiej połowie XIX wieku Austria zawarła z elitami polskimi kompromis gwarantujący szeroki wachlarz swobód narodowych, o tyle w zaborze pruskim Polacy desperacko walczyli z bardzo konsekwentnie prowadzoną germanizacją.

Bez wątpienia w ciągu 10 wieków sąsiedztwa świat niemiecki znacznie mocniej oddziaływał na Polskę i Polaków niż odwrotnie. Nic dziwnego - cesarze musieli interesować się sprawami dotyczącymi niemal całej Europy, ich uwaga tylko incydentalnie była skierowana na Koronę czy Rzeczpospolitą. (...)

Posłuchaj: