Dostał od Putina "słodki list". Ekspert: Berlusconi jest groteskowy, ale może zgasić światło
Silvio Berlusconi - były premier Włoch i lider partii Forza Italia wrócił do pierwszej ligi włoskiej polityki po ostatnim zwycięstwie prawicy. Zaraz potem włoskie media opublikowały nagrania, których jest bohaterem. Chwali się w nich urodzinowymi prezentami od Putina, którymi miało być 'dwadzieścia butelek wódki i bardzo słodki list'. Berlusconi mówi też, że odwdzięczył się prezydentowi Rosji butelkami wina i uprzejmościami.
Rzecznik partii Forza Italia zaprzeczył, jakoby były premier odnowił kontakty z Putinem. Jak stwierdził, Berlusconi opowiadał swoim kolegom z parlamentu 'starą historię, nawiązującą do epizodu sprzed wielu lat'. Jednak w Popołudniu Radia TOK FM socjolog i amerykanista Mateusz Mazzini zwrócił uwagę, że poza tą 'folklorystyczną i groteskową wymianą alkoholi' w wypowiedzi Berlusconiego padły 'bardzo niebezpieczne deklaracje' na temat wojny w Ukrainie.
- Powiedział, że za często słyszy się o groźbie nuklearnej, a jeszcze do tego Ukraińcy chcą wejść do NATO. A w momencie, w którym Ukraina dołączy do Sojuszu Północnoatlantyckiego, to z konfliktu pomiędzy Ukrainą i Rosją zrobi się prawdziwa wojna globalna - relacjonował Mazzini. Jak ocenił, pokazuje to, że Berlusconi nie jest jednoznacznie przekonany o sensie popierania Ukrainy. - Jest takim wojennym symetrystą i zastanawia się, czy obecny kurs (polityczny wobec Kijowa - przyp. red.) jest zasadny - tłumaczył ekspert w rozmowie z Wojciechem Muzalem.
Zauważył również, że w ostatnich miesiącach Berlusconi częściej 'ujawniał sympatię dla Putina'. - Dwa dni przed wyborami poszedł do telewizji i powielał propagandę Kremla, bo mówił Zachód i Kijów pchnęli Rosję do inwazji, a Putin wszedł do Ukrainy tylko po to, by bronić rosyjskojęzycznej mniejszości - powiedział gość TOK FM.
'Prawica stara się to zamieść pod dywan'
Współpracownik 'Gazety Wyborczej' i tygodnika 'Polityka' opisywał, że reakcje opinii publicznej na 'występ' Berlusconiego są bardzo przewidywalne. - Z jednej strony lewicowa prasa krzyczy, że to jest niepewny element tej koalicji, który może być traktowany jako agent wpływu Kremla. A z drugiej strony mamy szeroką prawicę, która stara się to zamieść pod dywan. Tym bardziej, że trwają właśnie negocjacje dotyczące składu przyszłego rządu - relacjonował. - Jeszcze się ta koalicja porządnie nie zawiązała, a już mocno trzeszczy. Więc taki skandal wizerunkowy jest bardzo nie na rękę wszystkim na prawicy - podkreślał Mazzini.
W ocenie gościa TOK FM wypowiedź Berlusconiego nie wstrząśnie jednak włoskim społeczeństwem. - Nie tymi kwestiami się ludzie kierowali, wybierając prawicę. Ten skandal, wyciek taśm ze spotkania Forza Italia, przekona przekonanych. Bo ci, którzy widzieli w Berlusconim zagrożenie dla proeuropejskiej postawy Rzymu, widzieli je już w lipcu, a nie teraz - powiedział.
'Może wyciągnąć wtyczkę i zgasić światło'
Ekspert przekonywał również, że z europejskiego punktu widzenia to właśnie Berlusconi jest najbardziej niebezpiecznym elementem koalicji, która po ostatnich wyborach przejmuje władzę we Włoszech. - Giorgia Meloni (przyszła premier - przyp. red.) jest polityczką szalenie pragmatyczną i doskonale sobie zdaje sprawę, że przy nadchodzącym kryzysie ekonomicznym nie może sobie pozwolić na czołowe zderzenie z Brukselą. Bo to stamtąd popłyną środki z Funduszu Odbudowy. Meloni będzie więc piłować swoje pazury w kontaktach z Unią - wyjaśniał.
Natomiast Berlusconi - jak dodał gość TOK FM - takim pragmatyzmem nie musi się wykazać. A gdy przestanie mu się podobać kurs obrany przez Meloni, to - jak stwierdził ekspert - 'może w tej koalicji wyciągnąć wtyczkę i zgasić światło'.
Giorgia Meloni w piątek otrzymała od prezydenta Włoch misję utworzenia rządu. Meloni ma sprawować władzę z Ligą Mateo Salvniego i Forca Italia Silvio Berlusconiego. Zaprzysiężenie ich rządu odbędzie się w sobotę rano.