Jak zmienią się Włochy po wygranych przez prawicę wyborach? "Mają zbyt dużo do stracenia". Gra z UE o pieniądze

Wybory parlamentarne we Włoszech zakończyły się wygraną bloku centroprawicy na czele z partią Bracia Włosi Giorgii Meloni. Jaki kurs obierze nowy rząd? - W obecnej chwili opłaca się im wpierać Ukrainę, NATO i sojuszników z Zachodu, bo Włochy są największym beneficjentem miliardów z unijnego Funduszu Odbudowy po pandemii - mówił w TOK FM były wicekonsul w polskiej ambasadzie we Włoszech - Marcin Górski.
Zobacz wideo

Bracia Włosi Giorgii Meloni będą największą partią we włoskim parlamencie.  Izbie Deputowanych i Senacie. Ugrupowanie otrzymało 24-25 procent głosów, wynika z cząstkowych wyników. Cały blok centroprawicy, którego liderami - prócz Meloni - są Silvio Berlusconi i Matteo Salvini, zdobył około 43 proc. głosów. Drugie miejsce zdobyła centrolewicowa Partia Demokratyczna z wynikiem 19-20 proc. głosów.

Włoskie media już obwieściły, że będzie to najbardziej prawicowy rząd od czasów II wojny światowej. Co zadecydowało o jego wygranej? Jak ocenił w TOK FM Marcin Górski, sukces to efekt populizmu narodowego i rachunek ekonomiczny.

- To gra nawet nie na ideologię, tylko na tematy społeczne. W tym roku wygrały nastroje, w tym przypadku negatywne. I to kolejne wybory, kiedy ok. 20 proc. głosujących wspiera każde kolejne ugrupowanie, które obiecuje zmianę i walkę z establishmentem. Do tego to gra na poczuciu krzywdy Włochów, którzy ostatnio mocno dostali po kieszeni - mówił politolog, obserwator włoskiej sceny politycznej i były wicekonsul w polskiej ambasadzie we Włoszech.

Rozmówca Piotra Maślaka przyznał, że "Włochom wcale się nie dziwi". - Jednym z największych ich problemów jest teraz bardzo wysokie zadłużenie. Wskaźnik długu publicznego do PKB na koniec pierwszego kwartału 2022 r. wyniósł aż 153 proc., podczas gdy dla przykładu średnia w UE to 88 proc., a w Polsce 52. I systematycznie rośnie - cytował dane. 

"Odrobili lekcje marketingu politycznego"

Górski zwrócił uwagę, że centroprawicowa koalicja, która szykuje się do objęcia władzy, nie jest jednorodna. Między innymi dlatego, że ugrupowania różni stosunek do wojny w Ukrainie. Jeden z filarów koalicji, czyli Matteo Salvini i jego Liga, powtarzają, że "to nie nasza wojna". Włoski polityk przez lata dał się poznać, jako wielki fan Władimira Putina. Z kolei Bracia Włosi Giorgii Meloni mówią, że Ukrainę trzeba wspierać, bo walczy o wolność.

Jak ocenił gość TOK FM, w sprawie wojny trzeba spodziewać się tarć na szczytach władzy. - Bo któremuś z liderów co jakiś czas wymsknie się coś w mediach. Ale oni grają o dużą stawkę. Dlatego będą antyrosyjscy i prounijni. I to z bardzo prostego powodu: we Włoszech jest dużo mieszających na stałe Ukraińców, którzy częściowo mają też prawo wyborcze, bo mają już obywatelstwo włoskie. Poza tym Ukraińców trafiło do Włoch przez wojnę - odpowiedział politolog. - Meloni i ugrupowanie Bracia Włosi odrobili tutaj lekcje marketingu politycznego - podkreślił.

Jest też inny - bardzo ważny powód - żeby stać po stronie Ukrainy. - W obecnej chwili opłaca się im wpierać Ukrainę, NATO i sojuszników z Zachodu, bo Włochy są największym beneficjentem miliardów z unijnego Funduszu Odbudowy po pandemii - dodał, podkreślając, że "na pewno nie zobaczą grosza, jak nie wycofają się z części dawnych haseł". W tym między innymi z pomysłu wyjścia z Unii Europejskiej i opuszczenia strefy euro

- Oni mają zbyt dużo do stracenia, by być nagle antyunijni. Muszą grać na to, by uzyskać pieniądze z KPO. A to olbrzymie pieniądze, które mogą po części uratować ich sytuację - dodał politolog.

Inna rzecz, jak zastrzegł Marcin Górski, że Meloni obejmuje władzę w trudnym okresie - kraj będzie wkraczał w zimę z "horrendalnymi cenami energii" i rekordową inflacją. - Jeśli źle rozegrają karty, to Bracia Włoch i centroprawica równie szybko straci poparcie, jak je zyskała - uważa rozmówca Piotra Maślaka.

Frekwencja w niedzielnych wyborach wyniosła 63,8 proc. - poinformowała minister spraw wewnętrznych Luciana Lamorgese. To oznacza spadek o około 9 punktów procentowych w porównaniu z poprzednimi wyborami parlamentarnymi w 2018 roku. Jak poinformował dziennik "Corriere della Sera", po raz pierwszy w historii Włoch frekwencja wyniosła mniej niż 70 proc. 



DOSTĘP PREMIUM