,
Obserwuj
Świat

Skute ręce i przebrani kadeci na sali. Tak reżim Łukaszenki skazał noblistę. "Nikt nie jest bezpieczny"

2 min. czytania
03.03.2023 16:36
To też sygnał dla społeczeństwa. Najlepiej nie protestować, nie opierać się, tylko poddać się reżimowi, bo skutki kontestowania polityki Łukaszenki mogą być dotkliwe - mówiła po wyroku ws. Alesia Bialackiego dr Justyna Olędzka z Wydziału Historii i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu w Białymstoku.
|
|
fot. Bartosz Bańka / Agencja Wyborcza.pl

W piątek w Mińsku sędzia Maryna Zapaśnik ogłosiła wyrok na białoruskich aktywistów praw człowieka, działaczy centrum Wiasna, a wśród nich laureata Pokojowej Nagrody Nobla Alesia Bialackiego. Został on skazany na dziesięć lat kolonii karnej. Pracownicy Wiasny Walancin Stefanowicz i Uładzimir Łabkowicz usłyszeli wyroki odpowiednio dziewięciu i siedmiu lat pozbawienia wolności.

Jak mówiła w TOK FM dr Justyna Olędzka z Wydziału Historii i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu w Białymstoku, nikt nie miał wątpliwości, jak ten pokazowy proces się zakończy. - Nagroda Nobla dla Bialackiego tylko stymulowała reżim, żeby jak najdobitniej pokazać swoją ocenę działalności tego człowieka. Warto zwrócić uwagę, że wszyscy sądzeni mieli skute ręce na sali sądowej, wśród publiczności zabrakło dyplomatów i działaczy organizacji pozarządowych, a byli za to kadeci akademii Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, przebrani w cywilne stroje - mówiła gościni Agnieszki Lichnerowicz w audycji 'Światopodgląd'.

Reżim Aleksandra Łukaszenki chciał pokazać w ten sposób światu, że w Białorusi "nikt nie jest bezpieczny". - Nawet tak doskonale znana i rozpoznawalna postać na świecie jak Białacki. Podobnie jest w sprawie Andrzeja Poczobuta, to po prostu uderzenie w autorytet. To jest demonstracja ze strony reżimu, że nikt nie może czuć się bezpiecznie - podkreśliła ekspertka.

Podobny sygnał po wyroku płynie też w stronę zwykłych Białorusinów. - Najlepiej nie protestować, nie opierać się, tylko poddać się reżimowi, bo skutki kontestowania polityki Łukaszenki mogą być dotkliwe - wskazała dr Olędzka.

Pokazowy proces

Dyplomaci z krajów UE, którzy chcieli w piątek w Mińsku być obecni na ogłoszeniu wyroku, by w ten sposób okazać solidarność z więźniami politycznymi, nie zostali wpuszczeni nawet do budynku sądu - powiadomiła Wiasna. Wśród przybyłych był chargé d'affaires Polski.

Czołowi działacze Wiasny, którzy od lat dokumentują łamanie praw człowieka, a w czasie gwałtownego nasilenia represji po uznanych za sfałszowane wyborach prezydenckich w 2020 r. prowadzili monitoring represji i pomagali ich ofiarom, sami zostali więźniami politycznymi.

Aktywiści Wiasny zostali zatrzymani 14 lipca 2021 r. i od tamtej pory przebywali za kratami. W politycznym procesie władze zarzuciły im początkowo "niepłacenie podatków". Potem zarzuty zmieniono na "kontrabandę" i "finansowanie protestów".

Do uwolnienia działaczy praw człowieka i zaprzestania represji wzywali przedstawiciele zachodnich rządów i organizacji międzynarodowych.