Dalajlama, dziecko i ssanie języka. Ekspert mocno o "świętoszkowatym oburzeniu wszystkich Terlikowskich świata"
Internet obiega filmik ze spotkania Dalajlamy z indyjskimi uczniami. Na nagraniu widać, jak do przywódcy tybetańskiego buddyzmu podchodzi chłopiec i pyta, czy może się przytulić. Potem laureat Pokojowej Nagrody Nobla całuje dziecko w usta. Następnie pokazuje mu język i prosi chłopca, by go "possał". W świecie zachodnim ta scena wywołała lawinę oburzenia. W Polsce wypowiedział się chociażby seksuolog prof. Zbigniew Lew-Starowicz, który posądził Dalajlamę o "niezdrowe skłonności", po czym stwierdził, że zachowania Dalajlamy "nie da się wybronić".
Adam Kozieł, ekspert ds. Chin i Tybetu, przypomniał w TOK FM, że wspomniane nagranie zostało zarejestrowane w lutym. Odtąd wisiało w sieci i nie budziło niczyjego zgorszenia, dopóki nie przedostało się do świata zachodniego. - Bo ta scenka to tradycyjna buddyjska przekomarzanka dorosłych z dziećmi. Dorosły mówi: "Najpierw pocałuj mnie w policzek, teraz czółko do czółka, nosek do noska, a w końcu buziak". Później dodaje: "Dostałeś już ode mnie wszystko. Jeśli jeszcze czegoś ode mnie chcesz, możesz tylko zjeść mój język". Ot, cała zabawa. To jakby Dalajlama powiedział do dziecka: "Ene due rike fake", a następnego dnia wszyscy Terlikowscy tego świata krzyknęliby: "Fake?! Co Dalajlama chciał przez to powiedzieć chłopcu?" - mówił ekspert Helsińskiej Fundacja Praw Człowieka, nawiązując do słów katolickiego publicysty Tomasza Terlikowskiego, który nazwał zachowanie Dalajlamy "seksualnym wykorzystywaniem".
Jak wyjaśniał rozmówca Piotra Maślaka, w tybetańskiej kulturze pokazywanie języka jest od IX wieku gestem powitania. - To nie gest seksualny. Nie ma tam takich skojarzeń, jakie my mamy. Każdy, kto był na wyprawie w Himalajach i spotkał tam starszych Tybetańczyków, widział, że pokazują mu język – opowiadał gość TOK FM.
"Świętoszkowate oburzenie"
W poniedziałek na twitterowym profilu Dalajlamy opublikowano przeprosiny: "W sieci krąży nagranie, na którym widać, jak chłopiec prosi Jego Świętobliwość o przytulenie. Jego Świętobliwość chciałby przeprosić chłopca i całą jego rodzinę oraz tysiące swoich przyjaciół na całych świecie, za to, że sprawił im ból swoimi słowami. Jego Świętobliwość często droczy się w niewinny i zabawny sposób z osobami, które spotyka. Także przed publicznością i kamerami. Tego incydentu żałuje".
Skoro Dalajlama przeprasza, to znaczy, że uznaje swoją winę? - Ależ oczywiście, że tak. Jego Świątobliwość przestrzega setek ślubowań dot. etycznego postępowania. Większość z nich sprowadza się do tego, żeby nie czynić krzywdy. A nie ulega wątpliwości, że [po publikacji nagrania – przyp. red.] ludzie byli zranieni, poczuli się wzburzeni. Więc widząc, że jego gesty zostały tak odebrane, Dalajlama przeprosił. Za to, że kogoś uraził. Ale to nie jest tak, że przyznaje, iż miał złą intencję i zrobił dziecku coś niewłaściwego – tłumaczył Adam Kozieł.
Zdaniem eksperta w kulturze zachodniej nakładamy na ten prosty gest swoje "filtry", bo przywykliśmy do skandali pedofilskich z udziałem duchownych katolickich. - To projektowanie na Tybetańczyków naszych fobii, lęków. To pokazuje, że to my mamy kłopot z tą sytuacją. Powinniśmy się zastanowić, dlaczego tak szybko biegniemy na lincz czy pogrom – stwierdził.
Zwrócił uwagę, że na całej sytuacji korzystają Chiny, które za pomocą botów rozpowszechniły w internecie wspomniane nagranie. - Chińczycy wykorzystują każdy pretekst do tego, żeby zohydzić Dalajlamę. Ale później to zostało podchwycone przez zachodnie media, które nie raczyły zapytać Tybetańczyków, co widać na nagraniu. Wszyscy się więc pławili w świętoszkowatym oburzeniu – podkreślił.
Wskazał, że do tej pory Dalajlama uchodził za największy żyjący autorytet duchowy - nie tylko dla Tybetańczyków, ale również w zachodnim świecie. - To, że z taką beztroską ludzie teraz biegną, by go z tego postumentu zrzucić, wyrządza krzywdę nie tyle jemu, ale nam samym. To będzie największa strata w tej sytuacji, jeśli się nie opamiętamy i nie pukniemy w głowy – podsumował rozmówca Piotra Maślaka.
'Jan Paweł II odklepał jak Najman'. Oni już nie będą go bronić. 'Nie nasz freak fight'