advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Świat

Zapowiada się kolejna nerwowa noc we Francji. Policja szykuje się do tłumienia zamieszek po śmierci nastolatka

PAP
3 min. czytania
29.06.2023 18:02
W czwartek po południu w podparyskim Nanterre ruszył biały marsz protestu przeciw zastrzeleniu we wtorek przez policjanta 17-letniego Nahela, co wywołało rozruchy na przedmieściach francuskich miast. Policja użyła gazu łzawiącego po utarczkach przed prefekturą Hauts-de-Seine.
|
|
fot. Christophe Ena / AP Photo

17-letni chłopak został zabity przez policjanta, który użył swojej broni po tym, jak nastolatek odmówił poddania się kontroli prowadząc mercedesa. Chłopak usiłował przejechać policjanta, który miał z kolei zastrzelić go, stojąc przy szybie od strony kierowcy. Zdarzenie wywołało ogromny sprzeciw społeczeństwa. To już kolejny dzień zamieszek w wielu francuskich miastach.

Dzisiaj po południu ulicami Nanterre ruszył biały marsz. - Przed prefekturą w napiętej atmosferze zebrał się tłum. Słychać było wystrzały - podał obecny na miejscu dziennikarz Le Figaro. Doszło do utarczek, policja użyła gazu łzawiącego.

Biały marsz kilku tysięcy osób przebiegał początkowo spokojnie. Opuścił dzielnicę Picassa w Nanterre w podniosłej atmosferze. Uczestnicy marszu domagali się 'sprawiedliwości dla Nahela'. Niektórzy nieśli tabliczki z napisami: 'policja zabija'. Rozdawane były białe koszulki.

W proteście uczestniczy matka zastrzelonego 17-latka i jego koledzy. - To był mój kumpel, w zeszłym tygodniu powiedziałem mu "do zobaczenia wkrótce", ale gliniarze rzucili się na niego jak na królika - powiedział dziennikarzom Le Figaro jeden z uczestników marszu.

-'Przemoc nigdy nie jest dobrą drogą' - stwierdził biskup Nanterre w komunikacie prasowym, wzywając 'przywódców religijnych miasta Nanterre do dialogu i pokoju'. 'Słyszymy wyrażane cierpienie i złość, składamy szczere kondolencje matce i rodzinie Nahela, ale jednogłośnie stwierdzamy, że przemoc nigdy nie jest dobrą drogą. Wzywamy wszystkich wierzących, aby byli sługami pokoju, i wszyscy razem jesteśmy gotowi, aby się do niego przyczynić' - napisał biskup.

Zamieszki po śmierci nastolatka

Szef MSW Francji Gerald Darmanin ogłosił w czwartek mobilizację 40 tys. policjantów i żandarmów w całym kraju, w tym 5 tys. w Paryżu, do tłumienia rozruchów na peryferiach francuskich miast po śmierci nastolatka zastrzelonego przez policjanta.

- Wczoraj mieliśmy 9 tys. policjantów i żandarmów, dziś wieczorem będzie ich 40 tys., a tylko w Paryżu 5 tys. Będą oni dysponować środkami technicznymi i technologicznymi do zwalczania zamieszek, przeprowadzania aresztowań i przywracania porządku republikańskiego - zapowiedział Darmanin.

Prokurator podparyskiego Nanterre wystąpił o tymczasowy areszt dla policjanta, który we wtorek zastrzelił tam 17-letniego Nahela. Na konferencji prasowej prokurator poinformował, że Nahel uciekł pierwszej kontroli policyjnej, a podczas pościgu niemal rozjechał pieszego i rowerzystę. Chłopak nie poddał się także drugiej kontroli.

Prokurator poinformował, że policjant, który oddał strzał, został postawiony przed dwoma sędziami śledczymi po upływie policyjnego aresztu. Wystąpiono o umieszczenie go w areszcie tymczasowym. Jednocześnie wszczęto również śledztwo w sprawie umyślnego zabójstwa.

Ze względów bezpieczeństwa po drugiej nocy zamieszek w Nanterre i na innych przedmieściach Paryża zablokowano kursowanie części linii tramwajowych.

Prezydent regionu stołecznego Ile-de-France Valerie Pecresse poprosiła prefekturę, aby w ten czwartkowy wieczór wstrzymano kursowanie transportu publicznego w dzielnicach, gdzie dochodzi do zamieszek.

Ministrowie odwołali w czwartek swoje zaplanowane podróże służbowe i udają się na miejsca zniszczeń i zamieszek. Minister spraw wewnętrznych przyjechał do miasta Mons-en-Baroeul na przedmieściach Lille, gdzie zeszłej nocy zniszczono wiele budynków administracyjnych.

Premier Elisabeth Borne udała się do Garges-les-Gonesse, gdzie zeszłej nocy podpalono posterunek policji. - Śmierć młodego Nahela - to tragedia i rozumiem emocje, jakie budzi - zapewniła premier, podkreślając jednocześnie, że 'nic nie usprawiedliwia przemocy, do której doszło tej nocy'. - Atak na symbole republiki jest absolutnie nie do zniesienia, a karani są przede wszystkim mieszkańcy miast - dodała Borne.

Podczas nocnych rozruchów podpalono kilka komisariatów, merostwa, szkoły, biblioteki, dworce, autobusy, ponad 40 samochodów, salony samochodowe i restauracje sieci McDonald's.

Do zamieszek doszło w Nanterre i innych przedmieściach Paryża, Lille, Tuluzy, Dijon, Lyonu. Grupa zamaskowanych sprawców zaatakowała więzienie we Fresnes. W Villeurbanne, imigranckim przedmieściu Lyonu, podpalono blok mieszkalny, z którego mieszkańcy krzyczeli, że chcą spać i prosili, aby przestać hałasować.

Policja zatrzymała 150 osób, zaś podczas starć rannych zostało około 150 policjantów.