Izrael nie wejdzie do Strefy Gazy? Ekspertka podaje dwie przyczyny
Izrael kontynuuje masowy ostrzał Strefy Gazy, z której w sobotę wyprowadzono terrorystyczny atak Hamasu. Trwa też blokada Strefy: nie docierają tam dostawy żywności, wody paliwa ani prądu. - Dopóki nie zostanie uwolnionych 150 porwanych przez palestyński Hamas izraelskich zakładników, nie będzie żadnych wyjątków w blokadzie tego terytorium - poinformował izraelski minister energii Israel Katz. Ponadto izraelska armia, która zmobilizowała do 360 tys. rezerwistów, szykuje się do ofensywy lądowej w Strefie Gazy. Jednak - jak poinformowała agencja AP - decyzja o jej rozpoczęciu 'nie została jeszcze podjęta'.
Nie zapadła, bo - jak mówiła w TOK FM dr Patrycja Sasnal z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles - teraz w Izraelu panuje kompletny chaos na poziomie decyzyjnym. Dlatego, że wszyscy w Izraelu zostali zaskoczeni atakiem Hamasu.
Aby wyjaśnić drugą przyczynę, dla której Izrael zwleka z decyzją dot. rozpoczęcia ofensywy lądowej, rozmówczyni Agnieszki Lichnerowicz nakreśliła historyczne tło tego konfliktu. W 2005 roku Izrael wycofał się ze Strefy Gazy i zostawił ją Palestyńczykom. - Wtedy USA rządzone przez Georga W. Busha nalegały, by Palestyńczycy głosowali, bo wszędzie mają być wolne wybory. Odbyły się w 2006 roku. Wygrał je Hamas, wobec tego ich wynik nie został uznany przez USA, Unię Europejską itd. Ale niesiony swoim sukcesem i poparciem społecznym Hamas, w 2007 roku przejął kontrolę nad Strefą Gazy. Polityka Benjamina Netanjahu była taka: Gaza będzie przykładem miejsca, w którym nic się nie udaje, nie mamy z nim nic wspólnego i o nim zapominamy. Ale po cichu, co jakiś czas "przystrzyżemy trawę" - opisywała zamysł premiera Izraela.
Jak wyjaśniła ekspertka, chodziło np. o likwidowanie przywódców Hamasu, ale tylko do pewnego stopnia. - Tak, żeby jednak ciągle ta organizacja była odpowiedzialna za ten gnój, który w Gazie jest. Czyli nie chodziło o to, żeby zlikwidować go całkiem – powiedziała i wskazała rezultat tej polityki: bezrobocie sięgające 60 proc. w Gazie, brak podstawowych produktów żywnościowych, niedomagające służba zdrowia i system edukacji. - Po prostu jest to jedno z mniej rozwiniętych, a najgęściej zaludnionych miejsc na świecie (ponad 2 mln ludzi). Straszna sytuacja. I teraz jeżeli Izrael zrówna z ziemią Gazę, to co, wejdzie tam i będzie ją kontrolował? Będzie sam odpowiedzialny za wszystko, co tam się dzieje? - pytała retorycznie dr Sasnal.
"Choćby Izrael wytłukł 5 tys. hamasowców, to nic nie da"
Ekspertka dodała, że po wejściu Izraela do Gazy ideologia Hamasu, a więc antyizraelskiego ruchu oporu nie zniknie. - Choćby Izrael wytłukł 5 tys. hamasowców, to nic nie da. Ich wierchuszka i tak nie jest w Gazie, tylko w Kairze, Katarze i Damaszku. A ci, którzy pozostali w Gazie, to ludzie, którzy nie mają dla Izraela ani krztyny dobrej myśli. Dla nich to wróg numer jeden. Bo to państwo, które ich okaleczyło i zabiło ich rodziny - podkreśliła gościni TOK FM.
Jaki jest stosunek mieszkańców Strefy Gazy do Hamasu? Ekspertka zastrzegła, że nie ma na ten temat badań. - Ale uważa się, że przez ostatnie miesiące Hamasowi wzrosło poparcie (miejscowych – przyp. red.) - po tym, jak w kwietniu była wymiana przemocy między Hamasem a Izraelem (…) Bo tylko Hamas kreuje się tam na prawdziwy i najsilniejszy ruch oporu. Więc Palestyńczycy mimo strasznej brutalności Hamasu, niestety szybko nie odwrócą się od tej organizacji – podsumowała rozmówczyni Agnieszki Lichnerowicz.
Ewakuowana z Izraela o chaosie i 'hipokryzji' Morawieckiego. 'To fajnie wygląda w mediach'