,
Obserwuj
Świat

To im zależy na chaosie politycznym we Francji. "Chcą wywołać rewolucję"

Aleksandra Gruszczyńska
3 min. czytania
30.06.2024 15:59
Oczy świata skierowane są na Francję. Blisko historycznego zwycięstwa jest skrajna prawica. Po piętach depcze jej skrajna lewica, a ugrupowanie prezydenta zalicza doły. Jak mówił w TOK FM Piotr Moszyński, były dziennikarz francuskiego radia RFI, Francja może pogrążyć się w politycznym chaosie.
|
|
fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

Jeśli ziszczą się wyborcze sondaże, we Francji władzę może przejąć skrajna prawica na czele z Frontem Nardowym Marine Le Pen. Ostateczny wyrok wydadzą oczywiście wyborcy przy urnach, ale prezydent Emmanuel Macron może nie mieć powodów do radości.

Najnowsze sondaże, robione na dwa dni przed wyborami, dawały partii Marine Le Pen poparcie rzędu 36,5 proc., a niektóre nawet większe. Partia obecnie rządzącego prezydenta mogła według nich liczyć na maksymalnie 20 proc.

Dlaczego Le Pen urosła w siłę? Ekspert wskazuje na 'detoksykację' skrajnej prawicy w Europie

Jak mówił w TOK FM Piotr Moszyński, były dziennikarz francuskiego radia RFI, francuski system wyborczy jest dość skomplikowany, a o wyniku wyborów zdecyduje rozkład mandatów w Zgromadzeniu Narodowym. Jak wyjaśnił gość "Poranka TOK FM-Weekend", głosowanie odbywa się w 577 okręgach wyborczych, w każdym z tych okręgów poszczególne partie mają prawo wystawić swoich kandydatów.

- Do tej pory było zazwyczaj tak, że do drugiej tury wyborów przechodziło zwykle dwóch kandydatów, jednak obecnie istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że w 250 okręgach, czyli w prawie połowie, do drugiej tury może wejść trzech, a nawet czterech kandydatów. A w drugiej turze wygrywa ten, który otrzyma najwięcej głosów - wyjaśnił Moszyński. Rozmówca Anny Piekutowskiej dodał, że wszystko będzie zależało, jak i czy w ogóle dogadać będą się potrafiły ugrupowania w tych okręgach, gdzie do drugiej tury wejdzie więcej niż dwóch kandydatów.

Posłuchaj:

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Ekspert zwrócił uwagę, że tam, gdzie do drugiej tury ma szansę wejść polityk skrajnie prawicowy, pojawiły się już apele ze strony Lewicy, by dwóch pozostałych kandydatów dogadało się między sobą, jeden się wycofał i poparł tego, który będzie miał większe szanse zablokować zwycięstwo polityka ze skrajnej prawicy.

- Nie wiadomo jednak, czy do tego dojdzie, bo między ugrupowaniem Macrona, Lewicą i skrajną Lewicą są ostre tarcia i konflikty. A wszystkie takie nieporozumienia wzmacniają kandydatów skrajnej prawicy - mówił były korespondent RFI.

Skrajna prawica blisko historycznego sukcesu. 'Macron nie będzie mógł nic zrobić przez rok'

Jak mogą się rozłożyć mandaty? 

Ostatnie sondaże pokazywały także, jak mogą rozłożyć się mandaty w Zgromadzeniu Narodowym. Jeszcze 10 dni temu sondaże wskazywały, że partia Marine Le Pen nie zdobędzie więcej niż 270 mandatów, jednak te robione na dwa dni przed pierwszą turą wyborów były już inne. By mieć większość w Zgromadzeniu Narodowym i móc utworzyć rząd trzeba zdobyć co najmniej 289 mandatów. I tyle według ostatnich sondaży może zdobyć skrajna prawica. A nawet więcej, bo niektóre sondaże wskazywały na 299 a inne na 305 mandatów.

- Wszyscy zakładają, że najprawdopodobniej nie uda się żadnej partii osiągnąć wystarczającej liczby mandatów do utworzenia rządu. Gdyby tak się stało, powstałby niebywały bałagan polityczny. Mógłby powstać albo rząd mniejszościowy, albo taki powołany przez ekspertów wskazanych przez Macrona. Prezydent premierem mianowałby przewodniczącego Senatu. To jest jednak wariackie zagranie polityczne, choć jeśli nie uda się utworzyć rządu, to trzeba będzie jakieś rozwiązanie znaleźć, bo Macron ponownie Zgromadzenia Narodowego rozwiązać nie może przed upływem roku od tych wyborów - wyjaśnił gość TOK FM.

Wybory we Francji pogrążą Macrona? 'Polityczny pat'

W ocenie Moszyńskiego, sam Macron nie musi się obawiać o swoją przyszłość, bo jego prezydentura do 2027 roku jest niezagrożona. Chyba że popełniłby ciężkie przestępstwo, albo poważnie się rozchorował, ale na to, jak dodał ekspert, raczej się nie zapowiada. - Macron jest bardziej strategiem niż taktykiem i patrzy w polityczną przyszłość nieco dalej. Zapewne po tych wyborach, mimo że jego popularność mocno spadła, nawet wśród jego własnego ugrupowania, zostanie okrzyknięty ostoją demokracji, jeśli oczywiście dojdzie do zwycięstwa skrajnej prawicy - podkreślił gość TOK FM. I zwrócił uwagę na jeszcze jeden bardzo istotny aspekt, o którym mało się mówi, bo wszyscy skupiają się na skrajnej prawicy.

- Jest jeszcze skrajna lewica, która rośnie w siłę. I oni wcale nie ukrywają, że chętnie doprowadziliby do chaosu politycznego w kraju, by w końcu wywołać prawdziwą rewolucję - podsumował.