Zamieszanie wokół polskiej ambasady w Kijowie. "Polska klasyka w pigułce"
1 września kierownictwo polskiej ambasady w Kijowie ma objąć płk rez. dr Piotr Łukasiewicz, poinformował rzecznik resortu spraw zagranicznych Paweł Wroński. Czy tak się faktycznie stanie – nie wiadomo, bo trwa spór między prezydentem a rządem związany z obsadą polskich placówek dyplomatycznych (zgodnie z prawem ambasadora mianuje i odwołuje prezydent).
Szef gabinetu prezydenta Marcin Mastalerek już oświadczył, że Andrzej Duda nie zgadza się na odwoływanie ambasadorów bez konkretnych przesłanek i podawania przyczyn. Z kolei jeszcze na początku czerwca prezydent ocenił, że obsada placówek dyplomatycznych 'prowadzona jest metodami rodem z najgorzej kojarzących się służb'. Od października 2023 roku interesy Polski na Ukrainie reprezentuje Jarosław Guzy.
- To prawie jak z papieżem i antypapieżem - komentowała w TOK FM ukraińska historyczka i dziennikarka dr Olena Babakova.
Jedna ambasada i dwóch ambasadorów
Polska nie zmieniła ambasadora w Ukrainie po wybuchu w 2022 roku pełnoskalowej wojny. Znaczna część państw zachodnich - jak mówiła rozmówczyni Agnieszki Lichnerowicz - dokonała takich zmian. - Jako pierwsze zrobiły to Stany Zjednoczone jeszcze w kwietniu 2022 roku, później Wielka Brytania, Francja, a dopiero chwilę temu Niemcy. Niemiecki ambasador złożył zresztą listy uwierzytelniające w czasie, kiedy Piotr Łukasiewicz przechodził przez sejmową komisję spraw zagranicznych - przekazała gościni 'Światopodglądu'.
Podkreśliła, że w przypadku USA, Wielkiej Brytanii i Francji postawiono na specjalistów od regionu.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
A jak jest w przypadku Polski? Nowy ambasador to pułkownik rezerwy Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej, który w latach 1995–2006 zajmował się tematyką związaną z bezpieczeństwem państwa i zwalczaniem terroryzmu. Był m.in. na misjach stabilizacyjnych w Iraku. Ale ma też doświadczenia dyplomatyczne – w latach 2012–2014 był ambasadorem Polski w Afganistanie, wcześniej także attaché wojskowym w Afganistanie.
Jak podkreśliła Babakowa, o ile jego poprzednicy specjalizowali się w Ukrainie lub przynajmniej w regionie, to Piotr Łukasiewicz interesuje się bardziej Bliskim Wschodem, Azją Środkową, a także bezpieczeństwem i wojskowością. - Kiedy pytałam w Kijowie znajomych dziennikarzy i ekspertów od polityki międzynarodowej, jak oni odbierają w ogóle fakt, że ambasadorem zostaje specjalista od niekończących się wojen, to powiedzieli jedno: 'Może być ktokolwiek, tylko niech ciągle nie rozmawia o Wołyniu' - zaznaczyła.
'Zełenski chciał coś pokazać Tuskowi'
Gościni TOK FM przypomniała, że Jarosław Guzy został ambasadorem już po październikowych wyborach. - Polska klasyka w pigułce. Choć już wiadomo było na 101 proc., że nie będzie rządów PiS ani koalicji PiS-Konfederacja, to 10 dni po wyborach minister wręcza nominacje kilku ambasadorom, m.in. ambasadorowi RP w Ukrainie, ten składa w Kijowie kopię listu uwierzytelniającego i zaczyna udzielać wywiadów – mówiła dr Olena Babakova.
Jak dodała, w Ukrainie odnotowano te działania, tym bardziej że rzadko kiedy ambasador, który nie złożył jeszcze oryginałów listów, zaczyna oficjalnie wypowiadać się w mediach. Z reguły, jak wskazała, obejmuje kierownictwo placówki, ogarnia sprawy administracyjne i wizyty państwowe, jeżeli te są w tym czasie organizowane. - Są sugestie, że być może w ten sposób Zełenski chciał coś pokazać Tuskowi, który notorycznie wiosną nie chciał rozwiązywać problemu blokady polsko-ukraińskiej granicy, która sprawiała różne kłopoty ukraińskim przedsiębiorcom, podróżującym i wojsku. Miałaby to być sugestia: prezydent Ukrainy ma tu innych przyjaciół, ewentualnie może z nimi też pogadać - analizowała gościni 'Światopodglądu'.
Taki scenariusz trzeba brać pod uwagę, bo - jak przypomniała Babakowa - prezydent Andrzej Duda cieszy się w Ukrainie dużą sympatią i szacunkiem. W jej ocenie z punktu widzenia Ukrainy, fakt czy w Kijowie będzie ostatecznie ambasador, czy chargé d'affaires, nie ma aż tak dużego znaczenia. Ważne, żeby placówka była sprawna, dostawy broni z Polski przychodziły, odbywały się wizyty państwowe i negocjacje. - Nie zmienia to jednak faktu, że sama sytuacja: prezydent z rządem nie mogą się dogadać w kwestii polityki zagranicznej, w przypadku jednak tak ważnego dla Polski państwa, jest symptomatyczna - podsumowała.