To nie wojny Rosjanie boją się najbardziej. "Umrzemy za ojczyznę, jeśli nam za to zapłaci"
Badania Instytutu Socjologii Rosyjskiej Akademii Nauk przedstawiają obraz rosyjskiego społeczeństwa mocno opartego na konsumpcji, przemocy i własnym komforcie. Komentując te wyniki w audycji "Połączenie" Bartłomiej Gajos, historyk z Centrum Mieroszewskiego, zgodził się z tezą prowadzącego program Jakuba Janiszewskiego, że dziś imperializm rosyjski jest nie tyle ideologiczny, co neoliberalny. Jako przykład podał formułę wstępowania do armii. - Kiedy Putin ogłaszał powszechną mobilizację we wrześniu 2022 r. za sam podpis na kontrakcie otrzymywano ok 200 tys. rubli, w przeliczeniu na polskie złote to około 8 tys. zł. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że w najbiedniejszych regionach Rosji takich jak Buriacja czy Czerkiesja mediana dochodów to 40 tys. rubli miesięcznie, to jest to fantastyczna zachęta i odczytanie nastrojów społecznych - tłumaczył. Dodał, że dziś ta kwota wzrosła i wynosi od miliona do dwóch milionów rubli za samo podpisanie kontraktu.
Pieniądze i awans społeczny
- To badanie pokazuje właśnie, że Rosjanie są asertywni w tym sensie, że nie będą umierać za ojczyznę, bo "słodko i zaszczytnie jest umierać za ojczyznę", jak w tym łacińskim powiedzeniu. Ale my umrzemy, za tę ojczyznę, jeśli ta ojczyzna nam za to zapłaci - stwierdził. Tym bardziej, że przez 2,5 roku to właśnie rosyjska prowincja jest wysysana pod końcem mobilizacji. - Obraz rosyjskiej prowincji nie jest zbyt sympatyczny i logika, być może dla nas brzmi ona cynicznie i trudno ją nam sobie wyobrazić, jest taka, że zamiast siedzieć, gnić w tej beznadziei i być alkoholikiem, lepiej niech ten chłop jedzie na wojnę. Przynajmniej coś zarobi - tłumaczył wcielając się w rosyjską kobietę. Jak dodał, takie słowa można bez trudu znaleźć w rosyjskich mediach społecznościowych i "wypowiedziach różnych rosyjskich urzędników".
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Ważnym elementem jest też awans społeczny. - To nie tylko pieniądze, ale też obietnice składane przez samego Putina, że dzisiejsi weterani wojny w Ukrainie to przyszłe rosyjskie elity - zauważył. Nie będzie to jednak bez wpływu na dalszy wzrost przemocy. Ze wspomnianych badań już teraz wyłania się obraz społeczeństwa, gdzie zarówno przemoc słowna, jak i fizyczna są pewną codziennością. - W związku z tym, że będziemy mieli weteranów powracających na rosyjskie prowincje, oczekiwałbym, że ta przemoc będzie jeszcze wzrastać - przekonywał Gajos.
Dowodem na to, jego zdaniem, jest rosnący budżet na mające powstawać centra rehabilitacyjne właśnie dla weteranów. Jego zdaniem to dowód na świadomość, że poziom przemocy rośnie i "coś z tymi ludźmi trzeba będzie zrobić". Tym bardziej, że dla wielu z weteranów problemem będzie powrót do swojej starej pracy na prowincji i zarabianie po 50-60 tys. rubli, jeśli przez ostatni rok na froncie zarabiali miesięcznie po 200 tys. - To będzie degradacja społeczna, która potencjalnie może rodzić frustracje. Władza buduje pewne oczekiwania - przekonywał. Gość TOK FM podał jako przykład też sektor zbrojeniowy, gdzie aktualnie, na potrzeby wojny z Ukrainą, przez całą dobę pracuje 3,5 miliona osób. - Ci ludzie zarabiają ogromne pieniądze i wygaszanie takiej gospodarki, tych ludzkich oczekiwań, może być bolesne i będzie wyzwaniem dla władz na Kremlu - tłumaczył. Dodał, że pewnie będą jakieś próby rozwiązania tego innymi metodami - ulgami na transport, czy ułatwieniami dla dzieci, które będą szły na studia, ale z pewnością jest to dla władzy polityczne niebezpieczeństwo.
Nieważni emeryci
Coraz większym problemem dla Rosjan staje się przy tym inflacja. Oficjalnie wynosi ona 9 proc. ale nieoficjalnie mówi się o 20 proc. Widać to także w badaniach opinii publicznej. - Pada pytanie: czego dzisiaj Rosjanie boją się najbardziej? To wbrew pozorom nie jest wojna z Ukrainą, kwestia tego, że syn, kuzyn, ojciec mogą zginąć. To kwestia inflacji. - stwierdził Gajos. Dodał, że grupą, która płaci największą tego cenę są emeryci, którzy w przyszłym roku po raz pierwszy nie będą mieli indeksowanych emerytur. To grupa najbardziej poszkodowana i pomijana. - Z badania Instytutu Socjologii rosyjskiej Akademii Nauk wynika, że najważniejszą grupą społeczną dla obecnej władzy w Rosji są osoby w wieku 40-55 lat - wyjaśnił. To skutek tego, że właśnie oni mają największy wpływ na władze, również na tym niższym, obwodowym poziomie. Również średni wiek rosyjskiego żołnierza to 42-45 lat.
- Dwa i pół roku wojny pokazały również, że władza cieszy się poparciem społecznym, a jego fundamentem są przede wszystkim pieniądze - przekonywał. To efekt rządów Putina, które przeważnie były czasem bogacenia się Rosjan. Z roku na rok mieli więcej pieniędzy w portfelu.
- Musimy wziąć pod uwagę, że każdy Rosjanin urodzony w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych pamięta czasy końcowego Breźniewa, potem pierestrojkę i ogromne tąpnięcie w latach dziewięćdziesiątych. Ogłoszenie bankructwa przez Jelcyna, gdzie elity moskiewskie wynosiły na ulice swoje rzeczy, by je sprzedawać, bo nie mieli na chleb. I w tym momencie przychodzi Putin i jest w stanie zagwarantować stabilność i wypłaty emerytur - opowiadał gość TOK FM. Jego zdaniem w tym właśnie należy doszukiwać się siły putinizmu w dzisiejszych rosyjskich umysłach i poparcia jakim darzy go naród.