advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Świat

Co zadecyduje o wyniku wyborów w USA? "Amerykanie są na to bardzo podatni"

3 min. czytania
23.10.2024 18:23
W USA na dwa tygodnie przed wyborami żaden z kandydatów nie ma wyraźnej przewagi. - Możliwe, że aż do dnia wyborów nie będziemy wiedzieli, kto zdobył przewagę - ocenił w TOK FM politolog prof. Krzysztof Wasilewski z Politechniki Koszalińskiej.
|
|
fot. / AP Photo East News

W rywalizacji o prezydenturę Stanów Zjednoczonych nie widać zdecydowanego lidera. W siedmiu tzw. stanach swingujących Kamala Harris i Donald Trump mają po 47 proc. poparcia wśród zarejestrowanych wyborców.

Jak mówił w TOK FM prof. Krzysztof Wasilewski, mimo tak zaciętej rywalizacji można wskazać, kto powoli wysuwa się na prowadzenie. - W tej chwili sondaże wskazują na trend wzrostowy w przypadku Donalda Trumpa, mimo tego, że poparcie jest wyrównane. Widać też wyraźnie, że Kamala Harris bądź utrzymuje poparcie, bądź je traci - wyjaśniał w 'Pierwszym programie' politolog i amerykanista z Politechniki Koszalińskiej.

Przy dużej grupie wyborców, którzy nie wiedzą nadal, na kogo zagłosują "możliwe, że aż do dnia wyborów nie będziemy wiedzieli, kto zdobył przewagę"

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Wybory w USA. Amerykanie bardzo podani na "fałszywki"

Według rozmówcy Wojciecha Muzala obecnie największy wpływ na kampanię mogą mieć np. fake newsy. Na przykład ostatnio głośno było o postaci wygenerowanej przez sztuczną inteligencję, która oskarżyła kandydata Demokratów na wiceprezydenta o pedofilię.

- Wykorzystanie sztucznej inteligencji, zwłaszcza w przypadku generowanych sztucznych obrazów czy filmów wideo to bardzo niebezpieczny trend. Także dlatego, że - jak w tym przypadku - trochę czasu minęło, zanim do publicznej wiadomości dotarła informacja, że to jednak była fałszywka - komentował gość TOK FM.

W Stanach Zjednoczonych fałszywki nie pierwszy raz pojawiają się w kampanii prezydenckiej. Bo wrzucanie fałszywych wiadomości w czasie kampanii wyborczych stosowane jest od czasów Richarda Nixona. O ile jednak, jak podkreślił, zawsze łatwo było wykryć takie działanie, o tyle w tej chwili pozostaje margines niewiedzy. - Im więcej więc teraz fałszywych elementów pojawia się w kampanii wyborczej, tym większa szansa, że część elektoratu w to uwierzy. Tym bardziej, co też pokazuje historia, że amerykański elektorat jest bardzo podatny na tego typu sytuacje - podkreślił.

Dobrym przykładem jest to, co wydarzyło się w 2016 roku. Wśród zwolenników Donalda Trumpa rozprzestrzeniała się plotka, że Hilary Clinton i jej sztab są sektą pedofilską, która w jednej z pizzerii trzyma dzieci. - Omal nie doprowadziło to do tragedii, bo jeden z wyborców wdarł się z bronią do budynku. Na szczęście nikt nie zginął. Jeżeli więc tak absurdalne zarzuty trafiają na podatny grunt, to co dopiero mówić o rzeczywistych obrazach wygenerowanych przez AI - mówił rozmówca Wojciecha Muzala.

Koniec kampanii może nie oznaczać uspokojenia nastrojów w USA. Jak poinformował 'Washington Post', służby przygotowują się na ewentualne zamieszki po ogłoszeniu wyników wyborów. - To jest sytuacja typu "wszystkie ręce na pokład" - powiedział w rozmowie z gazetą zastępca szefa administracji miasta Chris Rodriguez i zapewnia, że władze Waszyngtonu "są gotowe".