Elon Musk liczy miliony w portfelu. Pod rękę z Trumpem może wystrzelić ludzkość w kosmos
Tesla to jedyna firma Elona Muska notowana na amerykańskim parkiecie. Pozostałe miliarder trzyma przy sobie. Jest ich wyłącznym właścicielem, więc nie musi z nikim dzielić się zyskiem ani tłumaczyć ze straty. Pierwsza masowa marka aut na baterie zyskała w jednym tylko tygodniu - po wyborze Donalda Trumpa na prezydenta - aż 30 procent na wartości. Dla porównania - w ciągu 12 miesięcy do dnia wyborów zyskiwała tylko 1 procent. Decyzja, którą Amerykanie podjęli przy urnach wyborczych, wzbogaciła więc miliardera o kolejne setki milionów i pozwoliła przekroczyć jego flagowej marce bilion dolarów wartości rynkowej.
W wąskim gronie największych firm na świecie Tesla znalazła się po raz drugi - wśród takich potęg jak: NVidia, Apple, Microsoft, Alphabet (właściciel marki Google) oraz Meta, do której należy Facebook. Wcześniej Tesla trafiła do pierwszej ligi w 2021 roku, gdy Hertz ogłosił, że kupi do swojej floty 100 tysięcy aut. Dzisiaj analitycy rynkowi wróżą marce nieprzerwane pasmo sukcesów i wycenę o kolejne 30 procent wyższą niż aktualna.
Wszystko dzięki temu, że nowy rząd zapowiada upraszczanie przepisów. Rynek uważa, że może to oznaczać na przykład zielone światło dla samochodów autonomicznych.
Co z tym wszystkim ma wspólnego Elon Musk?
Wspólny mianownik nazywa się Cybercab. To nowy pojazd autonomiczny od Tesli. Auto stylistyką nawiązuje do futurystycznego świata rodem z Blade Runnera. Ma dwa miejsca, nie ma kierownicy, pedałów ani niczego, co potrzebne jest do prowadzenia tradycyjnego samochodu.
Na razie nie wiadomo, kiedy to Robotaxi wejdzie do seryjnej produkcji, ale wiadomo, że aby jeździć samodzielnie po drogach musi spełnić wyśrubowane amerykańskie normy - czyli niemal sto procent drogi pokonywać bez udziału człowieka. Montowany w Teslach system FSD osiąga na razie 97 procent samodzielności.
Dlatego Cybercab ma być drogową rewolucją. Jednak - by dokonać przewrotu - Tesla potrzebuje wsparcia. Musk i jego współpracownicy w rządzie Trumpa mogą to wsparcie dać.
Cła na produkty z Chin. Krótkoterminowy sukces firma Muska ma gwarantowany
Ważny jest jeszcze inny aspekt. Tesla notowała rekordy sprzedaży w USA, bo jej auta były objęte rządowymi dopłatami. Wprawdzie Trump zapowiada zniesienie dopłat, ale obiecuje skokowe podniesienie ceł na import z Chin - w tym na elektryki.
Zaporowe cła będą więc oznaczać, że rekordowo tanie chińskie auta będą znacząco droższe. To da przewagę produktom Tesli, które produkowane są na miejscu. Krótkoterminowy sukces firma Muska ma więc gwarantowany, gorzej z sukcesem długoterminowym.
Bo Trump zapowiada skasowanie 'zielonego dziadostwa'. 'Zielone dziadostwo' to program przestawiania gospodarki na bardziej ekologiczne tory wprowadzony przez Demokratów. Polegał między innymi na dopłatach do aut na baterie i wspieraniu motoryzacji w jej przejściu na prąd, na przykład zachętami do budowania stacji ładowania. Trump ma inny pomysł. To... więcej ropy.
Elon Musk w Biały Domu ze... zlewem. Co knuje ekscentryczny miliarder?
Ameryka ma mieć tanią amerykańską benzynę. To oznacza mniejszy zapał Amerykanów do przesiadania się do elektryków, a Musk aut spalinowych w swojej ofercie nie ma.
Ma za to rakiety. I to takie, które same potrafią wrócić w jednym kawałku do domu. I - co ważne - lądują w pionie, gotowe do ponownego startu. To niezbędne, by dolecieć i wrócić z Księżyca. Ta sztuka do tej pory nie udała się żadnej publicznej instytucji naukowej na świecie. Dlatego chce z niej skorzystać NASA. I jest gotowa za to zapłacić grubą gotówkę.
Trump i loty w kosmos
Dla Muska prezydent Trump może być tym, czego jego marsjańskie ambicje potrzebują najbardziej. A chodzi o zgody, na przykład na starty i lądowania rakiet. Musk miał w tej sprawie z Federalną Agencją Lotnictwa mocno na pieńku. Uważał nawet, że łatwiej jest zbudować rakietę i wysłać ją w kosmos niż zdobyć dla niej wszystkie wymagane papiery. Chodzi o SpaceX - firmę Muska realizującą jego wizję podboju Układu Słonecznego.
Co o kosmosie wie Donald Trump? Tyle, ile wystarczy mu, aby rozumieć, że pierwszy od ponad półwiecza lot Amerykanów na Księżyc - a potem być może także na Marsa na koniec jego nowej kadencji - zapisałby go złotymi zgłoskami na kartach historii. Dlatego w grę może wchodzić przekonanie NASA do połączenia sił z Muskiem.
Dzwonią na kościelną infolinię, bo boją się wojny. Zaskakujący efekt wyboru Trumpa
Dla NASA lot na czerwoną planetę nie jest priorytetem. Bo Agencja ściga się z Chińczykami w drodze na Księżyc. Ta misja nazywa się Artemis. Jej częścią jest technologia Muska. Za jej użycie już płaci amerykański rząd. Teraz chodzi o to, by ten sam model zastosować dla wyprawy na Marsa i włączyć w jej finansowanie publiczne pieniądze. Szansa jest, bo nowy prezydent USA nie od dzisiaj jest entuzjastą pionierskiej misji.
Dlaczego ludzkość może polecieć na Marsa w trakcie kadencji Donalda Trumpa? Chodzi o położenie Marsa względem Ziemi. Optymalne położenie planety osiągają co dwa lata. Dlatego Musk zapowiada, że w 2026 roku wystartuje pięć misji bezzałogowych, a dwa lata później w podróż przez Układ Słoneczny mieliby wyruszyć ludzie, otwierając w ten sposób nowy rozdział w historii ludzkości i globalnego biznesu.