,
Obserwuj
Świat

Arktyczny przedmiot pożądania. Dlaczego Grenlandia staje się tak łakomym kąskiem?

Wyborcza Opole
5 min. czytania
14.01.2025 12:57
Kiedy prezydent-elekt Stanów Zjednoczonych poruszył temat Grenlandii, oczy świata zwróciły się ku tej arktycznej wyspie. Bo choć jej władze chciałyby swoją gospodarkę przestawić na turystykę, to światowe mocarstwa nie widzą w niej piękna surowej przyrody, fiordów i lodowców, a ale wielki i dochodowy biznes.
|
|
fot. East News
  • Grenlandia po latach zapomnienia trafiła wprost na czołówki największych światowych mediów i stała się przedmiotem pożądania.
  • Grenlandia ma metale ziem rzadkich, czyli 'witaminy' wszystkich nowoczesnych procesów technologicznych, bez których ani nie pojedzie samochód, ani nie zadziała telefon.
  • Grenlandia ma też klucze do wrót arktycznej trasy transportowej, dzięki której towary między Ameryką a Azją mogą płynąć szybciej i taniej.

Grenlandia to ląd położony za kołem podbiegunowym, z którego - w linii prostej - bliżej do Nowego Jorku niż do Londynu. Formalnie to autonomiczne terytorium z własnym rządem i parlamentem - podległe Danii jako jej zamorskie terytorium. Na wyspie mieszka ok. 55 tysięcy mieszkańców, którzy posługują się trzema głównymi dialektami grenlandzkiego. Jeden z nich to język urzędowy. Powszechnie znany jest duński, mniej powszechnie - angielski. Wyspa składa się z dwóch większym miast (w tym stolicy - Nuuk) oraz niewielkich osad położonych dalej na północ.

Grenlandia stawia na turystykę

Grenlandia chce zarabiać na turystyce, ale do niedawna jej stolica nie miała nawet cywilnego lotniska z regularnymi połączeniami pasażerskimi z Ameryką czy Europą - musiała korzystać ze starych lotnisk wojskowych. Portu lotniczego z prawdziwego zdarzenia doczekała się dopiero jesienią ubiegłego roku. Miejscowy rząd ma nadzieję, że tłumy turystów zostawią za kołem podbiegunowym góry pieniędzy. Wyspa chce dorobić sobie do duńskiej dotacji - bo rząd w Kopenhadze co roku przelewa jej na konto pół miliarda euro.

Trump może przejąć Grenlandię? 'Jest taka furtka, żeby się z tego wycofać'

Grenlandia bogata w cenne surowce

Dlaczego Grenlandia jest na liście życzeń amerykańskich prezydentów? Tu nie chodzi o piękno surowej przyrody, fiordy i lodowce, ale o inne jej skarby. Przede wszystkim - surowce naturalne, a konkretnie - metale ziem rzadkich, w tym niezbędne do produkcji baterii samochodowych oraz turbin wiatrowych. I jedno, i drugie napędza globalną zmianę technologiczną. Surowce do ich produkcji są na wagę złota. Kto ma dysproz i neodym - ten ma władzę. Grenlandia ma jedne z największych na świecie zasobów pierwiastków z samego końca tablicy Mendelejewa. Występują w litych skałach i są dość powszechne, ale problemem jest ich przetwarzanie, bo ich zawartość jest śladowa (dla otrzymania niewielkiej ilości cennych minerałów należy przetworzyć wielką górę kamieni).

Dlatego produkcją zajmuje się niewiele państw na świecie. Liderem są Chiny, które zajmują aż połowę rynku i używają metali ziem rzadkich jak karty przetargowej w relacjach ze światem. Bez nich nie ruszy żaden samochód elektryczny, akumulator, telefon komórkowy, głośnik, telewizor, monitor, radar, sonar czy laser.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Nic więc dziwnego, że na Grenlandii rozpoczął się ruch podobny do tego z czasów wielkiej amerykańskiej gorączki złota. W kolejce z projektami wygrzebania w ziemi głębokich dziur i wzniesienia wielkich przetwórni ustawili się globalni potentaci. Rosnące możliwości dawał - paradoksalnie - pogłębiający się kryzys klimatyczny. Pokryta lodem Grenlandia zaczęła się robić coraz mniej mroźna i śnieżna, a pozbawiony roślinności ląd okazał się rajem dla geologów.

Ekipa ustępującego prezydenta USA otworzyła nawet na Grenlandii amerykański konsulat, pierwszy od 1950 roku. Za poszukiwania bezcennych zasobów zabrał się największy na świecie biznes - specjalistyczną spółkę do poszukiwania cennych rud na Grenlandii zawiązali Bill Gates i Jeff Bezos, którzy do analizy wielkich ilości danych zaprzęgli nawet sztuczną inteligencję. Na razie niewiele wskórali. Bo wybory na wyspie wygrała siła polityczna, która dała wydobywczym zapędom zdecydowany odpór. Zamiast kopalni postawiła pod kołem podbiegunowym wspomniany pasażerski port lotniczy.

Ale jest też inna forma transportu - morze.

Trasa północna, czyli droga morska za kołem podbiegunowym pomiędzy Atlantykiem a Pacyfikiem nie jest żeglarską nowością. Zwana również "przejściem północno-zachodnim" eksplorowana była od setek lat przez liczne wyprawy podróżników, z których większość natrafiała na przeszkody nie do pokonania. Przede wszystkim wieczny lód - zbyt trwały, by pokonały go nawet najcięższe jednostki. Tak jak było w przypadku wyprawy, której tajemnicze zaginięcie naukowcy badają do dzisiaj. Ta głośna ekspedycja wystartowała z Europy w połowie XIX wieku. Kierowana przez Brytyjczyka - Sir Johna Franklina - utknęła w lodach Arktyki, a wszyscy jej członkowie - w sumie niemal 130 ludzi - zginęli w tak tajemniczych okolicznościach, których nie wyjaśniono ostatecznie do dzisiaj. Wraz z ludźmi bez wieści przepadły dwa statki, a ich los stał się inspiracją dla licznych sensacyjnych powieści i produkcji hollywoodzkich.

Plan Trumpa ws. Grenlandii jest 'absolutnie na rękę' Putinowi. Jest odpowiedź z Kremla

Odnalezienie zmiażdżonych przez lód jednostek z pompą ogłosił nie tak dawno kanadyjski rząd. Na poszukiwania wydał krocie, bo Kanada podkreślała w ten sposób swoją historyczną kontrolę nad Przejściem Północnym, które z roku na rok staje się coraz dłużej żeglowne (dzisiaj to kilka letnich miesięcy, za pół wieku - prawdopodobnie - nawet przez cały rok). Globalne ocieplenie topi lody Arktyki i sprawi, że ruch na podbiegunowej trasie systematycznie będzie rósł. A klucze do arktycznych morskich wrót trzyma... Grenlandia.

Bo trasa przebiega wzdłuż grenlandzkiego wybrzeża zachodniego, potem wśród kanadyjskich wysp na północy do cieśniny Beringa pomiędzy Alaską i Rosją, i dalej na Pacyfik. W 2050 roku trasa stanie się najszybszym morskim szlakiem do dostarczania towarów z Azji na wschodnie wybrzeże USA. Dzisiaj trasa oceanicznych ekspresów biegnie przez Kanał Sueski i Kanał Panamski. Skrót "górą kuli ziemskiej" będzie o wiele tańszy pod warunkiem, że statki handlowe nie będą wymagać eskorty lodołamaczy.

Pierwszy taki transport "solo" odbył się stosunkowo niedawno, bo dopiero 10 lat temu. Ładunek niklu trafił tą drogą z kanadyjskiego Quebecu do Chin. Trasę pokonał w 40 dni - o jedną trzecią szybciej niż gdyby płynął tradycyjną drogą wzdłuż amerykańskiego wybrzeża i potem przez Panamę do Azji. Jego żeglowność oznacza więc skokową oszczędność czasu i pieniędzy. Pod warunkiem, że zainteresowane państwa dojdą do porozumienia w kluczowej sprawie - kontroli nad trasą. Bo dzisiaj za "swoją" uważa ją Kanada. Stany Zjednoczone domagają się dla niej statusu wód międzynarodowych, a Grenlandia w otworzeniu przejścia widzi własny interes.

Handlowanie Grenlandią

Sprawa handlowania Grenlandią nie jest nowa. Gdy 150 lat temu Stany Zjednoczone kupowały od Rosji Alaskę, w grze znalazła się także Grenlandia. Ostateczna oferta nie została wtedy złożona. Formalnie rząd USA zaproponował Danii 100 milionów za wyspę dopiero po II wojnie światowej. Lądu nie kupił, ale podpisał traktat z Danią i zbudował na Grenlandii bazę wojsk kosmicznych, najmocniej wysuniętą na północ instalację militarną USA - kluczową dla systemu światowego bezpieczeństwa od czasów zimnej wojny. Bo podobnie jak statkiem handlowym tak i strategicznym bombowcem droga z Rosji do Ameryki jest przez Grenlandię najkrótsza. Warto jest więc wyspę mieć. Jeśli nie można jej kupić, to przynajmniej wynająć. I choć to brzmi fantastycznie, nie jest to całkiem niemożliwe.