Ruch oporu wobec Trumpa. Droga do "Wielkiej Ameryki" będzie bolała
- To będzie odcinek o ruchu oporu. Opór stawia gospodarka, po obu jej stronach: tej, która produkuje i tej, która kupuje;
- Chaotyczna polityka gospodarcza nowego amerykańskiego rządu przyprawia o ból głowy nie tylko producentów aluminiowych beczek na piwo, miłośników guacamole czy tequili;
- Czarne chmury wiszą nad kluczowymi dla USA branżami, przemysłem motoryzacyjnym czy rolnictwem. Konsumenci oczami wyobraźni już widzą chudnące portfele;
- A urzędnicy prezydenta Donalda Trumpa w końcu zaczęli uprzedzać Amerykanów, że droga do Wielkiej Ameryki będzie bolała. I to mocno.
A zaczynamy od Pana Wszelkiego Chaosu oraz trwającego festiwalu decyzji. Zgodnie z którymi, zaporowe cła nakładane na amerykańskich sąsiadów, raz się pojawiały, a raz znikały. Bez żadnego trybu - dosłownie. Opór stawiali najwięksi na kontynencie producenci, przemysł motoryzacyjny wraz z poddostawcami, przetwórczy oraz sektor rolny. Okoniem zaczęli też stawać szeregowi konsumenci, którzy składają się na tak zwaną opinię publiczną.
Ale po kolei. Na początek - motoryzacja. I największe koncerny w USA, Ford, Stellantis oraz General Motors. Zaraz po tym, jak w życie weszły już raz zawieszone cła, wielka amerykańska auto trójka stanęła w progu Białego Domu. Z petycją o znalezienie takiego rozwiązania, które pozwoli dostosować przemysł automoto do nowych okoliczności. Czyli tak zbudować sieć dostawców w USA, by było z czego składać samochody, bez podnoszenia cen o kilkanaście tysięcy dolarów. Przy okazji okazało się bowiem, że podrożeją tylko te modele, które produkowane są na kontynencie amerykańskim, w tym popularne w konserwatywnych stanach - wielkie i paliwożerne pick-upy, składane w Meksyku. Cała reszta, czyli auta sprowadzane do USA z Niemiec, Korei czy Japonii wciąż kosztowałyby tyle samo. Bo nie obejmują ich zaporowe cła.
Trump 'wymknął się spod kontroli' rosyjskim służbom? 'Wspaniała robota Europy'
Niesprawiedliwość? Oczywiście, że tak. I brak szerokiego spojrzenia ekipy zarządzającej chaosem. Skutek? Chwilowe zawieszenie opłat celnych dla branży. W tak krótkim czasie nowych łańcuchów dostaw zbudować się nie da. Ale nie chodzi o to, by było sensownie. Ale o to, by wykreślić argument o nierównym traktowaniu. Za miesiąc wejdą w życie cła na auta z Europy i cła na wiele innych państw, zwane wzajemnymi. W ten sposób wszystkie auta podrożeją równo, a najbardziej pick-upy, które pojawiły się już na chwilę w tej opowieści. I teraz o kultowym dla Amerykanów modelu auta, które buduje prowincjonalną Amerykę. Tak mocno wrośniętym w życie amerykańskich rodzin na środkowym zachodzie, że żadna z nich nie wyobraża sobie, że mogłaby zostać bez niego. Gdy ceny wzrosną o kilkanaście tysięcy dolarów po wprowadzeniu ceł przez rząd, który właśnie wybrały.
Jedna trzecia wszystkich sprzedawanych w USA półciężarówek produkowana jest w Kanadzie i Meksyku. Ten typowo amerykański model jest kręgosłupem amerykańskiego przemysłu samochodowego. To istotna część sprzedaży General Motors, Forda i Stellantis, do którego należą marki Jeep i RAM. W sumie wszystkich pick-up'ów sprzedaje się rocznie aż 3 miliony sztuk. Co znaczy, że co piąte nowe auto w USA to auto z tak zwaną paką. Co zatem oznaczają podwyżki? Oznaczają 3 miliony rozsierdzonych Amerykanów wraz z ich rodzinami. A z badań opinii publicznej wynika, że właściciele półciężarówek dwa razy częściej niż inni deklarują głosowanie na Republikanów. Kurtyna.
Nie tylko samochody
Było o autach, które są końmi pociągowymi amerykańskiej wsi. Teraz o smrodzie, który musiał dotrzeć także na korytarze Białego Domu. Konkretnie o smrodzie nawozowej gnojówki. O co tutaj chodzi? Chodzi o potas. Różowe złoto Kanady. W prowincji Saskatchewan znajdują się największe na świecie zasoby tego surowca. Drugie równie wielkie mają Rosja i Białoruś. Ale - z oczywistych powodów - nie wysyłają go do Ameryki. I dlatego prawie 90 procent tego surowca, niezbędnego do produkcji nawozów mineralnych amerykańskie fabryki kupują w Kanadzie. Obłożenie cłami towaru, którego nie można produkować u siebie jest więc strzałem w kolano. W sytuacji, gdy chemia do produkcji rolniczej już jest rekordowo droga, kolejne podwyżki cen tylko dobiją farmerów. Przerzucenie kosztów na barki konsumentów, jeszcze mocniej wytrąci ich z finansowej równowagi. Doprowadzi do powszechnego niezadowolenia. I na wsi - która częściej niż zwykle głosuje na konserwatystów spod znaku prezydenta Trumpa - i w mieście, które nie będzie widziało żadnych oznak poprawy sytuacji gospodarczej. I dlatego nowa amerykańska ekipa prowadząca bombastyczną politykę gospodarczą zmienia swoją opowieść. Coraz częściej pojawia się wątek kosztów. Które Amerykanie muszą ponieść, by uczynić Amerykę znów wielką.
"No pain, no gain" czyli "Bez pracy nie ma kołaczy". Lub - co chyba lepiej sprawdzi się w tej historii - chcesz być piękna, to cierp. Pierwsze cierpienia amerykańscy konsumenci przechodzą już teraz, na razie to cierpienia duchowe. Obawiają się nowego skoku cen, pogarszają się więc nastroje konsumenckie, a od nich w dużej części zależy tempo z jakim obraca się gospodarka. W lutowy badaniu dwie trzecie ankietowanych twierdziła, że ekipa Donalda Trumpa robi zbyt mało, by obniżyć inflację. Swoją ocenę uzasadniali obawami o skutek wprowadzenia dywanowych ceł na wszystko co do USA trafia ze świata.
Trump podłożył bombę. Największa gospodarka świata upadnie?
Podrożeje niemal wszystko
I niewiele się mylą. W dziale spożywczym czyli tam, gdzie każdy inflację widzi najlepiej, podrożeje niemal wszystko. Od cukru, kawy i kakao, przez warzywa i owoce oraz przez mięso - Ameryka ma najmniej liczne stada krów od ponad 70 lat - po jajka, których w USA produkuje się za mało, bo kury wybiła ptasia grypa. Jedyny sposób na obniżenie rekordowych cen to import, ale import oznaczać będzie dodanie do ceny detalicznej wysokiego cła. Droższe będą wszystkie urządzenia domowe, bo są importowane gotowe albo produkowane ze sprowadzanej oclonej stali. Podrożeją samochody, bo Ameryka importuje stal dla sektora auto-moto. Zaś poszczególne podzespoły jak na przykład elementy silników wielokrotnie krążą pomiędzy Meksykiem, Stanami a Kanadą. I za każdym razem, gdy będą przekraczały granicę, trzeba będzie zapłacić za nie cło. Producenci oceniają, że ceny wzrosną od 3 tysięcy dla małych aut miejskich do nawet 12 tysięcy dolarów w przypadku produkowanych w Meksyku pick-upów. Wzrośnie też cena benzyny, bo Ameryka potrzebuje ciężkiej kanadyjskiej ropy do mieszania z własną lekką. By w ogóle móc produkować z niej paliwa.
I na koniec opis położenia, w którym znajduje się amerykańska gospodarka za sprawą serii podjętych ostatnio decyzji. Otóż mogą się jej przydarzyć pewne kłopoty, ale będą one niewielkie. Amerykanie - rzekomo - mają być z nimi pogodzeni. Zwrot ekonomicznego kursu to tylko konieczna korekta, która uczyni Amerykę znów wielką. Problem w tym, że koszty tej przemiany konsumenci odczują od razu, a zyski mogą się pojawić w bliżej nieoznaczonej przyszłości.