Tysiące osób na ulicach Belgradu. Rozpędzone auto wjechało w tłum
- Antyrządowe protesty w Belgradzie;
- 'Stało się jasne, że emocje sięgnęły zenitu' - mówią demonstranci;
- Doszło do kilku groźnych incydentów. Trzy osoby zostały rannem po tym jak rozpędzony samochód wjechał w protestujących.
Do wybuchu protestów w Serbii doszło po katastrofie budowlanej na dworcu kolejowym w Nowym Sadzie z 1 listopada ub. roku. W wyniku zawalenia się części dachu budynku zginęło 15 osób. Demonstranci oskarżają władze o korupcję i zaniedbania, które miały doprowadzić do tragedii.
Sobotni protest pod hasłem "15. za 15" odnosi się do dnia, w którym go zorganizowano, oraz do liczby ofiar wypadku w Nowym Sadzie. W jego trakcie tradycyjnie uczczono 15 minutami ciszy ofiary tragedii.
Tysiące osób na ulicach Belgradu. Groźne incydenty
W odróżnieniu od poprzednich kilkunastu wielotysięcznych demonstracji organizowanych od listopada, w sobotę doszło do kilku incydentów. Samochód wjechał w grupę protestujących, raniąc trzy osoby. Policja zatrzymała mężczyznę, który groził użyciem materiałów wybuchowych. Serbskie MSW informowało o kilku bójkach pomiędzy protestującymi i funkcjonariuszami policji. W pobliżu parlamentu obrzucano też różnymi przedmiotami popierających władzę studentów, którzy w kontrze do masowych demonstracji rozbili wcześniej w tym tygodniu obóz w centrum Belgradu.
Z kolei w czasie hołdu oddawanemu zmarłym w jednym punkcie zgromadzenia rozległ się głośny huk, co doprowadziło do wybuchu paniki.
W mediach pojawiły się dotąd dwie wersje zdarzenia: według jednej w tłum rzucono petardą, według drugiej policja użyła przeciwko protestującym urządzenia emitującego fale dźwiękowe. Służby odrzuciły już skierowany przeciwko nim zarzut. Studenci, organizatorzy protestu, oskarżyli w mediach społecznościowych policję o zaatakowanie demonstrantów.
- Trudno mi odrzucić którąkolwiek z tych wersji. Przez wiele dni przed protestem wszyscy obawiali się prowokacji, użycia siły przez policję lub kryminalistów, którymi wysługują się w takich sytuacjach władze - powiedziała PAP Jovana, uczestniczka protestu. - Chodzę na protesty od listopada i ten dzisiejszy był inny; o wiele bardziej nerwowy. Emocje naprawdę buzują i coraz więcej osób to czuje - dodał Milosz.
Unia grozi Serbii w sprawie wiz dla Rosjan. 'Musi zdecydować, po której jest stronie'
Protest w Belgradzie. Ogromna liczba policji i żandarmerii
Kolejnym elementem odróżniającym sobotni protest od poprzednich była ogromna liczba policji i żandarmerii obecna w centrum Belgradu. Oddziałom służb towarzyszyły wozy opancerzone. W mediach w ciągu dnia pojawiły się nagrania przedstawiające kilku funkcjonariuszy pozdrawiających demonstrantów. Grupa protestujących wezwała oddział żandarmerii do opuszczenia tarcz, po czym - po spełnieniu prośby - nagrodziła funkcjonariuszy gromkimi brawami.
- Protest rośnie, ale rosną też obawy władz. Czują, że pali im się grunt pod nogami i - szczerze mówiąc - obawiam się tego, jak zareagują, gdy naprawdę zostaną przyparci do muru. A że do tego dojdzie, nie mam najmniejszych wątpliwości - podkreślił w rozmowie z PAP jeden z uczestników sobotniego protestu.
Podczas protestów wnoszono hasła wymierzone w serbski rząd oraz prezydenta Aleksandara Vuczicia. Ulice Belgradu wypełniły dźwięki wuwuzeli, gwizdów i skandowania demonstrantów.