"Kartonowa rewolucja". Co dał nowy typ protestów w Ukrainie? "Trzeba umiejętnie krytykować władze"
- W obliczu protestów władze Ukrainy przywróciły uprawnienia rządowych organów antykorupcyjnych;
- Agnieszka Lichnerowicz mówiła w TOK FM, że większość Ukraińców poparła protesty. Rozmówcy reporterki wskazywali, że były one 'mądre' - nie dały paliwa wrogom Ukrainy - przede wszystkim Rosji;
- Zdaniem politologa Stanisława Fedorczuka, nawet w warunkach wojny każdy rząd powinien być krytykowany, jeśli są ku temu powody.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski pod naporem protestów społecznych wycofał się z najbardziej radykalnych zmian ustawodawczych, uderzających w agendy rządowe i organizacje pozarządowe walczące z korupcją. W czwartek Rada Najwyższa (parlament) Ukrainy przyjęła ustawę, przywracającą uprawnienia Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU) i Specjalnej Prokuratury Antykorupcyjnej (SAP).
- Ostatecznie cały ten proces wzmocni Ukraińców. Rozmawiałam z wieloma osobami, czterdziestolatkami, pięćdziesięciolatkami, tymi, którzy robili Majdan. Znajdują ogromną pociechę i czują się wzmocnieni tym, że kolejne pokolenie Ukraińców wykazało się gotowością do walki o instytucje, co przecież nie jest aż tak romantyczne - mówiła w TOK FM z Łucka Agnieszka Lichnerowicz, dziennikarka TOK FM i prowadząca "Światopodgląd".
Jak dodała, jej rozmówcy określili też protesty jako "mądre". - Trzeba umiejętnie krytykować władze, żeby ta krytyka nie została wykorzystana przez wrogów, a przede wszystkim przez głównego wroga, czyli Rosję - tłumaczyła w "Popołudniu TOK FM".
"Kartonowa rewolucja"
Jak mówiła też gościni Pawła Sulika mówi się teraz nawet o nowym rodzaju protestów. Przy czym, jak dodała, ostatnie wydarzenia nazwano nawet "kartonową rewolucją". - Wyszło bardzo wielu młodych ludzi, nastolatków, dwudziestokilkulatków. Mieli różne ciekawe hasła, nawiązującej do poezji Stusa (Wasyla, jednego z najwybitniejszych poetów ukraińskich XX wieku - red.) i Żadana (Serhija, współczesnego ukraińskiego prozaika, poety, eseisty - red.), ale też memiczne, żartobliwe, właściwe dla współczesnej ekspresyjności. Także nowa kreatywność czy nowy typ protestowania jest tutaj odnotowywany -podkreśliła.
Jak ocenił też politolog, aktywista i weteran wojny w Ukrainie Stanisław Fedorczuk, z którym rozmawiała Lichnerowicz, ci ludzie z wypisanymi na kartonach hasłami przywrócili godność całemu narodowi. Pokazali też, jak dodał, "władzom politycznym, że jeżeli te myślą, że są na zawsze, to młodzi ludzie mówią, co o tym myślą".
- To były bardzo uprzejme protesty. Większość przybyłych doskonale rozumiała, że nie może zrestartować systemu politycznego i rozpocząć pełnowartościowego procesu wyborczego. Nie oznacza to jednak, że jesteśmy pozbawieni prawa do oceny tego, co dzieje się w Radzie Najwyższej Ukrainy, w rządzie czy gabinecie prezydenta. Każdy rząd, gdy nie otrzymuje wystarczającej krytyki, wystarczającej presji z zewnątrz, zaczyna brązowieć, zamienia się w pomnik samego siebie - przekonywał też Fedorczuk.
Politolog oceni też, że strach, który pojawił się w rządzie w obliczu protestów, jest "bardzo dobry". - Rozumiemy, że istnieje wielkie zło, zwane tzw. Federacją Rosyjską. Jeżeli przegramy tę straszną wojnę, to nie będzie już wyborów. Nigdy więcej dialogu politycznego, nie będzie dyskusji o tym, co dobre, a co złe, bo Moskwa będzie namówić, jak żyć, jakim samochodem jechać i do którego obozu koncentracyjnego - podsumował w TOK FM.