advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Świat

"Cenzura, dyktatura". Dyrektorka kina o spocie przed "Zieloną granicą" dowiedziała się z internetu

Aneta Malinowska
3 min. czytania
22.09.2023 11:16
- Jest to absolutnie niedopuszczalne. Ja to odczuwam nie tylko jako cenzurę, ale też jako dyktaturę - mówiła w TOK FM Katarzyna Juranek-Mazurczak, dyrektorka Centrum Aktywności Lokalnej w Kluczborku, komentując zapowiedzi dotyczące spotu, który ma być emitowany w kinach studyjnych przed filmem "Zielona granica". Obraz Agnieszki Holland, ostro atakowany przez PiS, wchodzi dziś do kin.
|
|
fot. Agata Kubis/Kino Świat

22 września do kin wchodzi najnowszy film Agnieszki Holland 'Zielona Granica'. Obraz poświęcony jest m.in. sytuacji na granicy polsko-białoruskiej związanej z napływem migrantów sprowadzonych przez białoruski reżim. Już sam trailer wywołał falę hejtu na twórców w internecie oraz ostrą krytyką ze strony polityków Prawa i Sprawiedliwości.

Wiceszef MSWiA Błażej Poboży zaproponował, by projekcję filmu w kinach studyjnych poprzedzał specjalny spot, który ma dementować rzekome kłamstwa zawarte w filmie Holland. - Ponieważ ten film pokazuje fałszywy i niesprawiedliwy obraz służb i sytuacji panującej na granicy, zdecydowaliśmy (...) że (...) film Holland będzie poprzedzony specjalnie przygotowanym spotem, który pokazuje te elementy, których zabrakło w tym filmie - przekazał Poboży.

Spot przed "Zieloną granicą". Co na to kina?

- O spocie rozmawiamy trochę jak o rzeczonym filmie - nikt go nie słyszał, nikt go nie widział. Na ten moment jeszcze go nie dostałam. O tym, że spot ma być pokazywany w kinach studyjnych, dowiedzieliśmy się z internetu. (...) Wiemy tylko, że ma być przeciw 'paszkwilowi' Agnieszki Holland - mówiła w TOK FM Katarzyna Juranek-Mazurczak, dyrektorka Centrum Aktywności Lokalnej w Kluczborku, któremu podlega kino Bajka.

Zapytana, czy wypuści spot przesłany przez ministerstwo, rozmówczyni Wojciecha Muzala zaznaczyła, że jej kino należy do Stowarzyszenia Kin Studyjnych, a ona jest dyrektorem, co wiąże się z odpowiedzialnością i obowiązkami. - Prowadzenie takiej instytucji to przede wszystkim decyzje dyrektora, za które ponoszę pełną odpowiedzialność - zaznaczyła. I dodała, że np. w czasie pandemii, gdy kina zostały otwarte, wypuszczała komunikaty pandemiczne, gdyż wówczas chodziło o kwestię bezpieczeństwa.

- Natomiast nikt nie może nam narzucić wrzucania na ekran czegokolwiek. Jest to powierzchnia reklamowa, za co dostajemy pieniądze. To, co decydujemy się wprowadzić bezkosztowo np. kampanie społeczne, to są nasze decyzje. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że dzwoni ktoś z ministerstwa i mówi, że mam ten spot puścić przed filmem, który będę grała 25 września - podkreśliła rozmówczyni 'TOK360'.

Rodzice związani z PiS zablokowali szkole wyjście na 'Zieloną granicę'. 'Zostałam w to wkręcona'

'Zielona granica'. 'Nigdy nie było tak silnych nacisków'

Katarzyna Juranek-Mazurczak nie przypomina sobie też, aby kiedykolwiek wcześniej miała miejsce sytuacja tak mocno zaogniona, jak teraz przy okazji 'Zielonej granicy'. - Były filmy, np. 'Kler', był film, który opowiadał o akcjach aborcyjnych, gdzie się rzeczywiście zdarzały telefony od widzów, że nie chcieli tego filmu albo właśnie wręcz przeciwnie. (...) To jest jedyne kino w okolicy i musimy wszystkich pogodzić, dlatego repertuar jest bardzo szeroki. Jednak nigdy nie było tak silnych nacisków i nigdy nie było sytuacji, która nas dotyczy i o której dowiadujemy się z internetu - mówiła.

Rozmówczyni Wojciecha Muzala całą sytuację oceniła jako niedopuszczalną. - Ja to odczuwam nie tylko jako cenzurę na film, ale też jako dyktaturę. I zlecanie pewnych rzeczy - ktoś karze nam coś puszczać, emitować - jest niedopuszczalne - oceniała. Podkreśliła, że to, co pojawia się na kinowym ekranie, to jej odpowiedzialność. - Oczywiście zdarzały mi się wpadki, kiedy w kinie pojawił się film zły, słaby, nie do końca interesujący. Ale nigdy nie było takiej sytuacji, że ja mam puszczać jakiś spot - zaznaczyła.

Dyrektorka Centrum Aktywności Lokalnej w Kluczborku przyznała też, że widzi, iż w związku z premierą filmu Agnieszki Holland dzieją się 'straszne rzeczy'. - Na przykład na Facebooku. Zostałam wyzwana od kolegów Putina, od potomków Hitlera. 'Prawdziwi Polacy' podnieśli larum i oflagowali się. Sytuacja jest dla mnie bardzo niebezpieczna. Pracownicy ochrony na pewno będą mieli wzmożoną pracę - podsumowała rozmówczyni Wojciecha Muzala.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>