Gdy zapytała o migrantów, ksiądz się zniecierpliwił. "Zadzwonię po straż" [FRAGMENT KSIĄŻKI]
Poniższe fragmenty pochodzą z reportażu pt. "Pinezka. Historie z granicy polsko-białoruskiej". Książka ukaże się 27 listopada 2024 roku nakładem Wydawnictwa Czarne.
"Ciała"
Wolontariuszka z Sokółki relacjonuje na początku marca 2022 roku:
- Znam osoby, które mówią: "Nie chodzimy do lasu, bo tam jest bardzo dużo zwłok". Słyszałam od aktywistów, którzy znaleźli ciało, że zanim zdążyli zadzwonić po kogokolwiek, przyjechały służby, wzięły ciało i już nie było o niczym mowy.
W kolejnych trzech miesiącach nie zostaje ujawniony żaden przypadek śmierci migrantów, chociaż jest to czas roztopów po dramatycznej zimie. Humanitarianie wciąż nie mają dostępu do obszaru zamkniętego. Pojawiają się różne spekulacje, na przykład opowieści, że w Zakładzie Medycyny Sądowej w Białymstoku nie ma wolnych miejsc w chłodniach. Zapytana o to w połowie stycznia 2022 roku kierowniczka placówki, profesor Anna Niemcunowicz-Janica, odpowiada nerwowo, że żadnych informacji na ten temat nie udziela. Jest wyraźnie zirytowana, zdaje się, iż tego rodzaju pytania słyszy często. Przyjmuje postawę funkcjonariuszki. Niczego się nie dowiem od pani profesor.
Co dzieci z polsko-białoruskiej granicy robiły w domu księży? 'Dowiedzieliśmy się po fakcie'
Równocześnie w okolicy krążą informacje, że ciała ofiar są przerzucane na białoruską stronę. Push-backi zmarłych?
- Jak znajdą na bagnach trupa - mówi właściciel firmy pogrzebowej z Sokółki - to od razu podnoszą się głosy: dlaczego chować ich na nasz koszt?
Odnalezienie kolejnych zwłok zostaje ujawnione dopiero 29 lipca.
Jedna z pomagających kobiet ubolewa: - Wstrząsające jest, jak się widzi tych ludzi w lesie, jak wyglądają, jak się czują, ale najgorsze uczucie, które mną wstrząsa, to jak są wiadomości, że znaleźli ciało. Jak myślę, że człowiek szedł przez las, szukał lepszego życia. I że w rozwiniętym państwie, w XXI wieku umarł z zimna i wycieńczenia gdzieś tutaj, parę kilometrów stąd, to jest wstrząsające. Teraz jest oficjalnie dwadzieścia osób zmarłych, ale wydaje mi się, że jest ich więcej, bo nawet my między sobą słyszymy, że gdzieś jest ciało.
"Ksiądz"
W latach trzydziestych, tuż przed wojną mieszkały w Polsce ponad cztery miliony dwieście tysięcy wyznawców Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego. Im dalej na wschód II Rzeczpospolitej, tym większe znaczenie miała Cerkiew. Współcześnie najbardziej zróżnicowanym religijnie rejonem kraju są przygraniczne gminy Podlasia. Znacząca liczba wyznawców prawosławia mieszka w powiatach: sokólskim, białostockim, bielskim, hajnowskim i siemiatyckim. Hajnówka jest jedynym miastem w Polsce, gdzie katolicy są grupą mniejszościową, a sześćdziesiąt trzy i pół procent mieszkańców deklaruje przynależność do Cerkwi. Cerkwie i kościoły, krzyże prawosławne i katolickie stoją obok siebie.
W momentach kryzysów humanitarnych kościoły powinny dawać azyl prześladowanym. Ludzie w niebezpieczeństwie mogą szukać w nich schronienia. Kasia Leszczyńska apelowała: "Otworzyć kościoły i cerkwie! W świątyniach ludzie powinni móc schronić się przed mrozem w puszczy i przed przemocą funkcjonariuszy białoruskich. Ofiary prześladowań powinny dostać pomoc w miejscach kultu!". Kasia powoływała się na postawę Pierre’a Bühlera, szwajcarskiego teologa wzywającego do tego rodzaju rozwiązań w manifeście Kościoły jako miejsca azylu:
W obliczu tendencji rozwojowych w ruchu migracyjnym, które prowadzą do tego, że setki tysięcy ludzi - dorosłych i dzieci - muszą uciekać, ponieważ nie mogą żyć w swoich krajach z powodu wojen, dyktatur, prześladowań, egzekucji […], a kraje europejskie uszczelniają granice "twierdzy Europa", budując mury i ustawiając płoty z drutu kolczastego, oraz wybierają rozwiązania policyjne i militarne, zamiast chronić ludzi w potrzebie […], przypominamy, że w ekstremalnych sytuacjach, w których znaleźli się występujący o azyl i uchodźcy […], istnieje możliwość odwołania się do starej tradycji azylu kościelnego. […] Chociaż udzielanie schronienia w budynkach kościelnych nie ma już legalnej podstawy, pozostaje działaniem etycznie uzasadnionym, jeśli staramy się zapobiec łamaniu praw człowieka.
'Dostaniesz jedzenie i wodę, ale niech ona pokaże piersi'. Czaban o incydentach na granicy
Myślałam podobnie. Naiwnie wyobrażałam sobie, że to właśnie osoby duchowne, cieszące się autorytetem w lokalnej społeczności, mogą zgodnie z chrześcijańską postawą wpłynąć na złagodzenie losu ściganych tułaczy, powiedzieć "nie" polityce przemocy prowadzonej przez rząd. Taki głos został wyartykułowany w kontekście przetrzymywania ludzi w Usnarzu, gdy biskup Krzysztof Zadarko, przewodniczący Rady Konferencji Episkopatu Polski do spraw Migracji i Pielgrzymek, przypominał o potrzebie humanitarnej i ewangelicznej postawy, przywoływał konwencję genewską i zobowiązania Polski do udzielenia pomocy uchodźcom starającym się o azyl. Apel biskupa Zadarki nie został wzięty pod uwagę przez decydentów.
W kościele katolickim (...), gdzie wota dziękczynne otaczają kopię obrazu Matki Bożej Ostrobramskiej, a biało-czerwona stoi flaga obok tabernakulum, na wieczornym nabożeństwie było prawie pusto. W jednej ławce siedziała niewielka grupa osób wokół starszej pani, za którą odprawiana była msza. Na zakończenie wieczornych modlitw ksiądz zaintonował pieśń: "Maryjo, królowo Polski. Maryjo, królowo Polski. Jestem przy Tobie, pamiętam. Jestem przy Tobie, czuwam". "Czarna Madonna", bliskowschodnia Maria, "królowa Polski"…
Grupa wokół starszej pani wyszła, ale z boku wciąż siedział mężczyzna w średnim wieku. Robił wrażenie przygnębionego. Podeszłam i zapytałam, czy wie, co tu się dzieje, odpowiedział, że tak, nie odwracając się, a po chwili milczenia dodał: - Bug staje się rzeką śmierci.
W perspektywie późniejszych obserwacji myślę, że ten człowiek o wysportowanej sylwetce był strażnikiem granicznym. Może przyszedł rozmówić się z Bogiem?
Piotr Czaban ujawnia, co dzieje się na Podlasiu. 'Chwycili go za połamane nogi i wyrzucili'
Zakrystię oświetlało słabe żółtawe światło. Ciemne szafy wzmacniały ponure wrażenie. Unosił się duszący zapach kurzu, kadzideł, pasty do mebli i środka na mole. Zaduch. Ksiądz zapytał, czy chcę zamówić mszę świętą, powiedziałam, że nie, że przyszłam w innej sprawie. Chciałam porozmawiać z księdzem i poprosić go o negocjacje w obronie rodziny irackich Kurdów przebywającej w placówce straży kilka kilometrów dalej. Wiedziałam, że wstawiennictwo duchownego może być bezcenne i realnie ochronić rodzinę z dziećmi przed kolejnym pushbackiem. Pokazałam mu zdjęcie zatrzymanych. Prosiłam o uratowanie rodziny, błagalne frazy nasuwały się same.
- Miej miłosierdzie dla niej…
Zniecierpliwiony kapłan zareagował pytaniem, dlaczego nie interesuję się biednymi samotnymi ludźmi, którzy tutaj mieszkają? Stwierdził, że tu jest większa bieda niż tam, a nikt nie interesuje się samotnymi staruszkami mieszkającymi na terenie jego parafii.
- Dlaczego nie przyjedziecie ich ratować? - zapytał i po chwili dodał: - A pani wie, ile oni mają pieniędzy? Przyszedł taki, wyciągnął piętnaście tysięcy euro i prosi: "Ty mnie zawieź do Warszawy". Pani wie, z jakimi oni nożami biegają po lasach? - Ręce rozłożył jak do eucharystii. - Ludzie się boją i są bardzo zadowoleni z tego, co robi Straż Graniczna.
Zrozumiałam, że nic nie wskóram, ale mimo wszystko powtarzałam, jak na katechezie: "głodnych nakarmić", "spragnionych napoić", "nagich przyodziać", "podróżnych przyjąć".
- Jak przyjdą, to nakarmię, chleba nie odmówię, głodnego nie wypuszczę - stwierdził ksiądz.
A potem?
- Zadzwonię po straż. Nasz prezydent wysyła trzy transporty z pomocą humanitarną do Białorusi, których Łukaszenko nie przyjmuje! - kontynuował z przekonaniem. W końcu stwierdził, że jest sympatykiem Obozu Narodowo-Radykalnego, że: - Tylko ONR kocha ojczyznę i chce dobrze dla ojczyzny, a wy, lewacy, podpalacie Polskę.
Uświadomiłam sobie, dlaczego na początku rozmowy ksiądz (...) zaznaczył, że biskup zabronił mu udzielania wywiadów, że nie może nic mówić dziennikarzom. Rygorystyczny zakaz wypowiadania się mógł chronić proboszcza przed nim samym.
Wokół kościoła, podobnie jak we wnętrzu, widać biało-czerwone flagi, stoi pomnik "Inki", a napis głosi: "Pamięci Danuty Siedzikówny […] bohaterskiej sanitariuszki 5 brygady wileńskiej AK MJR »Łupaszki« […]. Chwała poległym w walce z władzą nieludzką za niepodległość Polski, wiarę katolicką i wolność człowieka". Kilka kilometrów dalej, we wsi Guszczewina, skąd pochodziła Inka, jest jej drugi pomnik. Przy obu leżą świeże wieńce i emblematy IPN-u.
'Pytają, czy 'ku**a' to 'dzień dobry'. Tak nasz kraj 'wita' uchodźców'
W gablocie kościelnej ogłoszenie o udzielaniu przez WOT wsparcia psychologicznego i praktycznego. "Żołnierze 1 Podlaskiej Brygady Obrony Terytorialnej oferują mieszkańcom obszaru objętego regulacjami stanu wyjątkowego następującą pomoc:
- Wsparcie transportowe osób w podeszłym wieku, dzwoniąc na numer telefonu 723[…]893 oraz 261[…]660.
- Pomoc psychologiczną - za pośrednictwem psychologów wojskowych, telefon 723[…]910 lub 723[…]882".
Obok można też znaleźć informację o męskich plutonach różańca.
Probostwo jest tuż za płotem. Obie furtki, od strony kościoła i ulicy, są zamknięte, na jednej ostrzeżenie "Uwaga! Pies", na drugiej wizerunek owczarka z podpisem: "Ja tu pilnuję".
Przed domem księdza stoi wysoki maszt z flagą. Forteca ONR-owskiego patriotyzmu nie zachęca do wejścia, nawet gdyby furtki były otwarte. W kościele (...) pracuje ksiądz patriota.
André Gide mógł mieć rację, ostrzegając: "Nie sądź, Nathanaelu, że Boga można znaleźć gdzie indziej niż wszędzie".
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>