,
Obserwuj
Świat

Atak USA na Wenezuelę to komunikat dla Kremla i Pekinu. "Kolejne osłabianie osi zła"

3 min. czytania
03.01.2026 15:47

USA zaatakowały Wenezuelę. - Na pewno komunikat ten odbierają nie tylko na Kremlu, ale również w Pekinie. Stąd jest to kolejne osłabianie osi zła, którą współtworzyła Rosja z Chinami i kilkoma państwami na świecie, działając na arenie międzynarodowej w wielu wymiarach przeciwko Stanom Zjednoczonym, przeciwko wolnemu światu, również na forum ONZ - skomentował w TOK FM amerykanista Tomasz Winiarski. 

fot. FEDERICO PARRA/AFP/East News

W sobotę około godz. 2 nad ranem czasu lokalnego (godz. 7 w Polsce) w stolicy Wenezueli słychać było kilka eksplozji i nisko przelatujące maszyny. Prezydent USA Donald Trump ogłosił później, że Stany Zjednoczone przeprowadziły z powodzeniem zakrojony na szeroką skalę atak na Wenezuelę, a przywódca tego kraju Nicolas Maduro wraz z żoną Cilią Flores zostali pojmani i wywiezieni z kraju. Prokuratorka generalna USA Pam Bondi oświadczyła, że Maduro i jego żona zostali oskarżeni w USA o przestępstwa związane z narkotykami i terroryzmem; będą sądzeni w Nowym Jorku. 

- Donald Trump jawi się tutaj jako silny przywódca, który realizuje starą amerykańską maksymę pokoju poprzez siłę - skomentował w TOK FM amerykanista i autor podcastu "Niepoprawny Dyplomata" Tomasz Winiarski. 

Jak od razu dodał, wielu komentatorów za oceanem w Stanach Zjednoczonych już teraz sugeruje, że Trump przez "szybką, wręcz chirurgiczną operację w Wenezueli i błyskawiczne pojmanie prezydenta Wenezueli Maduro" pokazuje, że tego typu operacje można robić bez narażenia sił lądowych Stanów Zjednoczonych. - Zwolennicy Donalda Trumpa na pewno będą wykorzystywali charakter tej operacji, by pokazać różnice między Trumpem a krytykowanym przez niego establishmentem politycznym Stanów Zjednoczonych lub administracji prezydenta George'a w Busha, a którą Trump wielokrotnie bardzo mocno krytykował za politykę interwencji na Bliskim Wschodzie - dopowiedział w "Programie Specjalnym w TOK FM". 

"Impuls dla narodu"

Gość TOK FM zwrócił przy tym uwagę, że samo pojmanie Nikolasa Maduro i wywiezienie go z Wenezueli nie oznacza zakończenia reżimu, a jedynie jego osłabienie. Głównie dlatego, tłumaczył, że "popleczników jest wielu". - To reżim, który ma wiele różnych twarzy,  także generałów, czy np. ministrów, którzy współtworzyli rząd - dopowiedział. 

Co będzie się więc dalej działo w Wenezueli? Zdaniem Tomasza Winiarskiego schwytanie Maduro może być impulsem dla narodu wenezuelskiego, by wyjść na ulicę i silniej protestować. Tym bardziej, że zdecydowanie dominują tam postawy sprzeciwiające się rządowi. 

- Z drugiej strony możemy założyć, że wielu dygnitarzy wenezuelskich nie będzie gotowych ginąć za Maduro, ale za to są tu i teraz gotowi walczyć o swoje bogactwa i wpływy, które gromadzili przez lata. Stąd może być też swego rodzaju wojna domowa, konflikt wewnątrz samej administracji wenezuelskiej  - zastrzegł. 

Jeżeli z kolei miałoby dojść do szybkiego obalenia reżimu Maduro, to dokonać by się to mogło przede wszystkim przy pomocy puczu wewnątrz sił zbrojnych Wenezueli, np. przy wsparciu Stanów Zjednoczonych. - Na pewno należy obserwować podwórko wewnętrzne wenezuelskie, bo w najbliższym czasie możemy być świadkami różnych napięć - podkreślił amerykanista. 

"Kolejne osłabianie osi zła"

- A działania Stanów Zjednoczonych wobec Wenezueli mają jakikolwiek wpływ na plan pokojowy; na to, co dzieje się w Ukrainie; na negocjacje z Rosją? - chciał też wiedzieć prowadzący Szymon Kępka. 

- Oczywiście, biorąc pod uwagę fakt, że reżim Maduro i Wenezuela pozostawali bliskimi sojusznikami Władimira Putina, a także Chin, a więc głównych adwersarzy Stanów Zjednoczonych - odpowiedział.

Jak od razu dodał, "z całą pewnością można też założyć, że działania administracji Trumpa w Wenezueli będą miały formę komunikatu - to przekaz siły, który na pewno odczyta Kreml jako dowód na gotowość Stanów Zjednoczonych do podejmowania działań, które są niezbędne, a służą amerykańskim interesom i ich sojusznikom". - To jasny pokaz tego, że Donald Trump jest gotowy nawet do użycia siły, gdy wymaga tego sytuacja - podkreślił. 

Zastrzegł przy tym, że "na pewno komunikat ten odbierają nie tylko na Kremlu, ale również w Pekinie". - Stąd jest to kolejne osłabianie osi zła, którą współtworzyła Rosja z Chinami i kilkoma państwami na świecie, działając na arenie międzynarodowej w wielu wymiarach przeciwko Stanom Zjednoczonym, przeciwko wolnemu światu, również na forum ONZ - dopowiedział. 

Innymi słowy, zastrzegł, "pozbycie się proputinowskiego i prochińskiego reżimu Maduro byłoby sukcesem politycznym Stanów Zjednoczonych, a także dla świata atlantyckiego". A to tym bardziej, zastrzegł, że "z całą pewnością można stwierdzić, że chwieją się reżimy, które były dotychczas sojusznikami Władimira Putina". - Przecież mieliśmy także upadek prorosyjskiego dyktatora Baszara al-Asada w Syrii, teraz widzimy właśnie być może początek upadku reżimu Maduro. A w tle jest także rywalizacja z Iranem, który również jest sojusznikiem Rosji Władimira Putina i gdzie również Donald Trump podejmował się operacji zbrojnych - podsumował w TOK FM. 

Źródło: TOK FM, PAP 

Redakcja poleca