,
Obserwuj
Gospodarka

Co się dzieje w sklepach Dino? "Włos się jeży na głowie"

6 min. czytania
21.12.2025 07:49

- Jest wieczna presja - np. sprawdzanie procentów sprzedawcy na kasie. Musimy kasować jak najszybciej, nieważne, czy rzucamy towar klientowi, czy nie. Ich to nie interesuje. Mam mieć minimum 20 proc. wydajności - 20 artykułów na minutę - tak pracę w Dino opisuje kasjerka w jednym ze sklepów.

fot. Cezary Aszkielowicz/Agencja Wyborcza.pl

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie są warunki pracy w marketach Dino?
  • Na co skarżą się kasjerki?
  • Ile zarabiają pracownicy Dino?

Pracownicy skarżą się na złe warunki pracy w marketach Dino. Po objęciu w listopadzie 2025 roku sklepów tej sieci działaniem międzyzakładowej organizacji związkowej OPZZ Konfederacja Pracy w Kauflandzie, Biedronce, ALDI i Rossmann związek przekazał, że otrzymuje od pracowników Dino ogromną liczbę zgłoszeń dotyczących nieprawidłowości w firmie.

Jak pracuje się w Dino? "Włos się jeży na głowie"

"Włos się jeży na głowie, gdy dowiadujemy się, że: na markecie pracują nawet tylko dwie osoby; z puli na premie potrącane są koszty napraw sprzętu; zmuszani jesteście do nadgodzin, mimo posiadania dziecka do 8. roku życia; odczuwacie ogromną presję na skanowanie towarów. To tylko część problemów, które nam zgłaszacie…" - napisał związek w mediach społecznościowych.

O tym, jak pracuje się w Dino, porozmawialiśmy z kasjerkami z tych sklepów.

- Jest wieczna presja - np. sprawdzanie procentów sprzedawcy na kasie. Musimy kasować jak najszybciej, nieważne, czy rzucamy klientowi towarem, czy nie. Ich to nie interesuje. Mam mieć minimum 20 proc. wydajności - 20 artykułów na minutę - opisuje w rozmowie z tokfm.pl jedna z nich. Zgadza się rozmawiać jedynie anonimowo.

A co jeśli ktoś tego wymogu nie wypełnia? - Są rozmowy z kierowniczką regionalną, awantury. To jest np. wysyłanie na inne markety za karę do wsparcia - odpowiada pracownica Dino. I tłumaczy: "My nie mamy podpisanej umowy, że mamy pracę na akord. A wiecznie są te rozmowy dyscyplinujące - że musisz się poprawić, bo jak nie, to będziesz stała np. tylko na mięsie. Nie powinno tak być".

Redakcja poleca

Jak dodaje, tracą na tym też klienci. - Jakie to jest podejście do klienta, jeśli ja mu muszę rzucać towarem, żeby szybko go kasować? Jeden klient nie zdąży się spakować, a ja mu muszę usunąć rzeczy na bok i kasować następnego. Nie chciałabym być tak traktowana w sklepie, żeby ktoś mi rzucał rzeczami, które kupuję - podkreśla. I dodaje, że ewentualne manka na kasie pracownicy muszą pokryć z własnej kieszeni.

Kasjerka w Dino: Pracujemy za kilka osób

Kasjerka opowiada też, że pracownicy są przeciążeni. - Praca w trzy osoby na markecie to standard. Teraz - w okresie przedświątecznym - jesteśmy cztery, ale tak normalnie pracujemy po trzy. W innych marketach zdarza się nawet, że są dwie osoby na zmianie - mówi.

Wygląda to więc tak, że, jak relacjonuje nasza rozmówczyni, "jedna osoba jest na kasie, druga na mięsie, a trzecia osoba prowadząca zmianę robi wszystko inne - towaruje sklep, prowadzi zmianę, robi wszystkie papiery". - Osoby, które prowadzą zmianę, nie mają na to żadnych papierów. To są tzw. funkcyjne. Nie mają żadnych dodatków do tego, ewentualnie jak się wypracuje jakąś premię, co jest niezwykłą rzadkością, to mają dodawane 50-100 zł - ubolewa pracownica.

- Za październik miałam premię 2,18 zł. To już lepiej jakby nie dali, bo to jest jak splunięcie człowiekowi w twarz - potwierdza kolejna pracownica, z którą rozmawiamy.

Kasjerka Dino zaznacza, że za cały miesiąc pracy otrzymują wynagrodzenie w wysokości 3600 zł na rękę. - A pracujemy za kilka osób, bo jest zbyt mała obsada jak na tak duży sklep. Ale na to nikt nie patrzy, jest tylko: “szybciej, więcej, szybciej, więcej”. A najgorsi są kierownicy sklepu. Choć ja rozumiem, że oni są ciśnięci z góry. Ich ktoś ciśnie, żeby oni nas cisnęli - zauważa.

Redakcja poleca

Praca do lekkich nie należy. - Rano przyjeżdża towar na mięso, są poustawiane piramidy po ileś skrzynek - np. po dziewięć. I to trzeba samemu ściągnąć z góry - kontener pełen mięsa. To robi jedna osoba. Bo nikt nie ma na to czasu, żeby iść pomóc temu komuś na mięsie - opisuje.

Jej relację potwierdza inna sprzedawczyni z jednego z wysokoobrotowych sklepów sieci w województwie łódzkim. - Ostatnio była dostawa mięsa. To było ponad moją wysokość, mam 166 cm wzrostu. Rękę musiałam wyprostować. Zważyłam, to było 27 kg i tam były cztery takie pojemniki. Z dołu to jeszcze to dźwigniesz. Ale zdjąć to z góry na siebie - ciężko. Koleżanka ostatnio wylądowała na zwolnieniu, bo coś jej chrupnęło w plecach. Pisałyśmy pisma, ale nikt sobie z tego nic nie robi. A na markecie są przeważnie dziewczyny, kobiety. Czy oni nie kumają, że ich żony, matki, pracują przy tym mięsie? - pyta.

Według pracownicy Dino na zmianie powinno być minimum 5 osób, “żeby to miało ręce i nogi”. - A jak wypada jedna osoba - idzie na chorobowe - musimy sobie radzić bez niej. Nikogo to nie interesuje u góry. Muszą się zgadzać tylko cyferki - wzdycha.

Same zmiany też są dłuższe niż 8 godzin. - Ja mam np. zmianę dzisiaj od godziny 14:15 do godziny 23:00. Czyli 8 godzin 45 minut. I zazwyczaj tak mamy. W piątek mamy od 13 do 23, czyli to wyjdzie jeszcze więcej godzin - wskazuje sprzedawczyni.

"Nie tolerujemy zwolnień lekarskich. Tu się nie chodzi na chorobowe"

Choć jest zatrudniona na stanowisku kasjer/sprzedawca, to robi wszystko. I nie pozostaje to bez konsekwencji dla jej zdrowia. - Wszystko siada - stawy, nadgarstki, łokcie. Bo jednak przerzuca się dziennie tonę towaru. Do tego pracuje się z ludźmi, a to też nie jest łatwe. Trzeba mieć nerwy na wodzy czasami, bo klienci są różni. Więc nie dość, że psychicznie potrafią zjechać klienci czasami, to jeszcze góra. No i wysiłek fizyczny. To wszystko swoje robi. A zwolnienia nie są mile widziane, zaraz są pretensje. Jak przychodziłam do pracy, to usłyszałam: “My nie tolerujemy zwolnień lekarskich. Tu się nie chodzi na chorobowe" - relacjonuje.

- Zwolnienia są niemile widziane, jest zabierana premia na 3 miesiące, mimo że to są ochłapy. Chodzą dziewczyny kaszlące, bo każdy grosz się liczy. Przyjdzie ta wypłata 3 800 i musisz jeszcze najpierw zapłacić - za światło, jedzenie itd. - potwierdza sprzedawczyni z łódzkiego. 

- Wychodzimy zmęczone, proszę mi wierzyć. A my też mamy domy, rodziny, dzieci. Inne sklepy chociaż paczki dla dzieci na święta dają. A u nas nie ma nic, kompletnie nic. Nie dostaliśmy ani złotówki na święta. Jesteśmy na gołej najniższej krajowej - mówi jedna z naszych rozmówczyń.

Redakcja poleca

W Dino nie ma Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych, który ma obowiązek utworzyć każda firma zatrudniająca co najmniej 50 pracowników. - Właściciel ma dużo pieniędzy i ma wszystko w nosie. Nas ma w nosie przede wszystkim. A to na nas zarabia te pieniądze. Jaką ceną on to bogactwo zdobył? - pyta retorycznie.

Ludzie boją się jednak postawić szefostwu. - Mieszkamy w małej miejscowości i tu naprawdę jest problem z pracą. I pomimo tego, że każdy by chciał coś zmienić, to jednak bierze pod uwagę to, że może nawet tych paru złotych nie mieć - ubolewa pracownica.

Zauważa jednak, że po zapowiedzi kontroli Państwowej Inspekcji Pracy w Dino dotyczącej niskich temperatur w marketach oraz artykułach prasowych na ten temat, sytuacja w tym obszarze się poprawiła.

- Nie marzniemy. Chyba że przy kasie, bo kasa jest dwa metry od drzwi wejściowych. Jakby tak kasę trochę przesunąć, to byśmy na parkingu siedziały. I każde Dino jest skonstruowane w ten sam sposób - wskazuje.

- Irytują mnie komentarze typu: zmień pracę - dodaje pracownica z łódzkiego. - Po co mam zmieniać pracę, jak mamy Dino i 95 proc. klientów znam? Z 50 proc. jesteśmy na "ty". To dlaczego ja mam coś zmieniać, jak mi to pasuje? Tylko chcę być za to godnie wynagradzana i pracować w godnych warunkach - wyjaśnia.

10 grudnia Międzyzakładowa organizacja OPZZ Konfederacja Pracy rozpoczęła procedurę sporu zbiorowego w Dino. Związkowcy przedstawili swoje żądania - 900 zł podwyżki dla każdego pracownika Dino od 1 lutego 2026 r., wprowadzenie Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych oraz zwiększenie liczby pracowników na stanowiskach niemenadżerskich.

Związek złożył także kolejne zawiadomienia do Państwowej Inspekcji Pracy oraz wnioski o powołanie komisji antymobbingowych.

Do momentu publikacji tego tekstu Dino nie odpowiedziało na nasze pytania dotyczące warunków pracy w firmie.

Źródło: TOK FM

Masz temat? Napisz: marta.zdanowska@tok.fm