advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Gospodarka

Dlaczego giełda stanęła? "System bardzo się rozgrzał"

3 min. czytania
07.04.2025 19:29
Zawieszenie notowań na polskiej giełdzie, które wydarzyło się w poniedziałek od 15:15 do 16:15, wynikało z ponadprzeciętnej liczby transakcji - tłumaczy sama Giełda Papierowych Wartościowych. - W coraz większym stopniu handel giełdowy jest zdominowany przez komputery, algorytmy i tego typu urządzenia - wyjaśniał w TOK FM Rafał Hirsch.
|
|
fot. Filip Naumienko/REPORTER / Filip Naumienko/REPORTER

 

  • Giełda Papierów Wartościowych w poniedziałek na godzinę zawiesiła działalność. Tłumaczyła to trzykrotnym przekroczeniem średniej liczby operacji;
  • Rafał Hirsch uważa, że winne były algorytmy, które w coraz większym stopniu funkcjonują na giełdzie;
  • Algorytmy są uprzednio zaprogramowane, ale nie da się ich w czasie sesji zatrzymać;
  • Algorytmy zareagowały na negatywne wydarzenia z otoczenia rynku, którymi są nakładane przez USA cła i odwetowe cła, o których w piątek poinformowały Chiny.

 

Warszawska Giełda Papierów Wartościowych w poniedziałek zawiesiła działalność na godzinę. Później wydała oświadczenie, w którym wyjaśniono, że 'liczba operacji na zleceniach maklerskich przekroczyła średnią o ponad 300 proc. i była wyższa o 40 proc. w porównaniu z sesją w dniu 4 kwietnia 2025 roku'.

Rzecznik prasowy GPW Paweł Lasiuk uspokajał, że zawieszenie działalności giełdy wynikało jedynie z przyczyn technicznych i miało na celu zapewnienie bezpieczeństwa obrotu. Wyraził nadzieję na zwiększenie przepustowości systemów transakcyjnych w przyszłości, dodał jednak, że w obecnej sytuacji geopolitycznej mogą się one powtarzać.

Rafał Hirsch, dziennikarz specjalizujący się w tematyce gospodarczo-ekonomicznej, oceniał w "TOK360", że giełda chciała "ostudzić system", który "tak bardzo się rozgrzał". Przypomniał, że najwięcej zleceń dokonuje się na koniec sesji, czyli przed godziną 17. Dlatego przy takiej liczbie transakcji obawiano się, że system po prostu "nie dotrwa". Jednocześnie Hirsch wyjaśniał, że "w coraz większym stopniu handel giełdowy jest zdominowany przez komputery i algorytmy. - Nie tylko przez ludzi. Tego algorytmu nie da się w trakcie sesji zatrzymać, bo on jest zaprogramowany wcześniej i stąd te kłopoty - wyjaśnił twórca podcastu 'Cotygodniowe podsumowanie roku' na tokfm.pl. 

Adam Ozga, prowadzący audycję, dopytywał, czy faktycznie chodziło tylko o same algorytmy, które są nastawione na koniec sesji, czy także na negatywne emocje inwestorów. - I to, i to. Zawsze na rynku są tacy, którzy próbują zarobić, i tacy, którzy wpadają w panikę i chcą jak najszybciej z tego rynku uciec - mówił gość Adama Ozgi. - Skoro obrotów, zleceń było tak dużo dzisiaj, musiało być wyjątkowo dużo inwestorów po jednej i po drugiej stronie - ocenił.

Panika po decyzji Chin

Hirsch wyjaśniał, że algorytmy można wcześniej zaprogramować w dowolny sposób, biorąc pod uwagę różne scenariusze, zarówno pozytywne, jak i negatywne. - W tym przypadku oczywiście mieliśmy z ich strony reakcję na negatywne wydarzenia, bo generalnie otoczenie rynku jest negatywne, związane z cłami nakładanymi przez Donalda Trumpa - dodał.

Ale poniedziałkowe zamieszanie na warszawskim parkiecie miało też inne przyczyny, związane z chińską odpowiedzią na amerykańskie cła. - Chiny odpowiedziały, że one nakładają ponad trzydziestoprocentowe cła na cały import ze Stanów Zjednoczonych. Komunikat chiński był po południu naszego czasu. Giełdy w Azji nie zdążyły na niego zareagować, bo już były zamknięte, więc reagowały dopiero dziś w nocy i rano naszego czasu. Okazało się, że tam są spadki, na przykład w Hongkongu indeks spadł o kilkanaście procent. To dodatkowo napędziło nam panikę na rynkach europejskich dziś rano i dlatego to tak bardzo źle wyglądało, potem się troszeczkę sytuacja zaczęła uspokajać - mówił Hirsch.