Chaos wokół syren alarmowych. "W chwili próby okaże się, że mamy duży problem"
Kiedy włączyć syreny alarmowe, a kiedy czekać na sygnał od wojewody? Samorządowcy z Lubelszczyzny alarmują, że obecny system ostrzegania przed zagrożeniem z powietrza jest niejasny, niespójny i wymaga pilnych zmian. - W chwili próby okaże się, że mamy duży problem - mówi jeden ze starostów.
- Starostowie krytykują system ostrzegania przed zagrożeniem i apelują o zmiany;
- W Lubartowie włączono syreny po uzyskaniu informacji o zagrożeniu - według wojewody, przedwcześnie;
- Samorządowcy apelują, by śledzenie komunikatów o ewentualnym zagrożeniu przejęła straż pożarna.
Samorządowcy z Lubelszczyzny alarmują, że mają problem z nasłuchem komunikatów o zagrożeniu atakiem z powietrza. Jako przykład podają sytuację z Lubartowa (z 6 grudnia), o której pisaliśmy już na naszym portalu. Urzędnicy ze starostwa włączyli wtedy syreny alarmowe, bo dostali informację z innego powiatu, że w tzw. streamingu - czyli na specjalnej stronie w internecie - był słyszalny komunikat wojska o natychmiastowym zagrożeniu. Instrukcja Rządowego Centrum Bezpieczeństwa mówi, by w takich sytuacjach od razu włączać syreny.
Wojewoda lubelski uznał jednak, że włączenie alarmu był błędem - podkreślał, że z urzędu nie wyszedł żaden komunikat, by to zrobić. Gdy pytaliśmy o sprawę wojsko, dostaliśmy informację, że zagrożenie dla powiatu lubartowskiego rzeczywiście było słyszalne w streamingu (obowiązywało przez około 20 minut). To, czy uruchomienie syren było słuszne, badała nawet prokuratura - odmówiła wszczęcia postępowania, nie dopatrując się znamion czynu zabronionego.
Włączać syreny czy nie?
Śledztwa więc nie ma, ale sprawa cały czas wywołuje w regionie poruszenie. - Między starostami o tym rozmawiamy. Część urzędników może mieć teraz obawy, czy w podobnej sytuacji włączyć syreny, czy lepiej nie, by nie mieć nad sobą widma prokuratora albo policji - przyznaje starosta zamojski Stanisław Grześko, jednocześnie przewodniczący Konwentu Powiatów Województwa Lubelskiego.
Po wydarzeniach z Lubartowa do starostw miały przyjść też nowe wytyczne. Jak słyszymy, urzędnicy mają czekać na sygnał (SMS albo e-mail) od wojewody, zanim zdecydują się na włączenie syren alarmowych. Mają jednak co do tego wątpliwości. - SMS może przyjść z opóźnieniem kilku czy kilkunastu minut. Nie mówiąc o mailu, który w ogóle może nie dotrzeć. A lecący dron nie będzie czekać. To są minuty, w których powinniśmy zareagować - dziwi się Stanisław Grześko.
Z jednego ze starostw na Lubelszczyźnie wyszło pismo z apelem o zmianę i ujednolicenie instrukcji ostrzegania. "Zgłaszane przez Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego w Lublinie oczekiwania [by czekać na sygnał od wojewody - red.] (...) w niektórych przypadkach wykraczają poza ustawowo określoną funkcję koordynacyjną, co prowadzi do niejasności kompetencyjnych oraz utrudnia prawidłową realizację zadań na poziomie powiatu" - piszą urzędnicy.
System ostrzegania nie działa?
Już po wydarzeniach w Lubartowie starostowie mówili nam, że nie mają dobrych urządzeń do nasłuchu komunikatów o zagrożeniu. Chodzi o tzw. radia KF (specjalistyczne urządzenia, nie zwykłe krótkofalówki) i anteny do odbioru ostrzeżeń. A nawet jeśli w powiecie taki sprzęt jest, to często - jak twierdzili - niesprawny. Dziś podtrzymują tamte skargi. Osobnym problemem - jak słyszymy - są braki kadrowe. Obecnie dyżury nocne przy śledzeniu komunikatów na temat ewentualnego zagrożenia sprawują pracownicy, którzy rano normalnie muszą wstać do pracy w urzędzie. - Trzeba jak najszybciej nad tym tematem przysiąść i go zreorganizować. Bo w chwili próby okaże się, że mamy duży problem - mówi nam jeden ze starostów (woli pozostać anonimowy, bo boi się, że krytyka spotka się z tym, że straci wsparcie od wojewody - choćby na przebudowę dróg).
Starostowie mają też zastrzeżenia do współpracy z niektórymi urzędnikami wojewody lubelskiego z Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego. Sam wojewoda Krzysztof Komorski odpowiada, że żadne oficjalne zastrzeżenia do niego nie dotarły. - Owszem, odbierałem sygnały, że starostowie nie chcą się zajmować nasłuchami. Natomiast apeluję do samorządowców o współpracę. A jeśli są jakieś przykłady zachowania, które zwróciło czyjąś uwagę, to bardzo proszę je wyartykułować. Na pewno się do tego ustosunkuję - mówi w TOK FM Krzysztof Komorski.
Co zrobić, żeby system działał lepiej?
Starostowie chcą, by obowiązek nasłuchu w nocy czy w święta przejęła od urzędników straż pożarna. - Samorząd powiatowy nie jest w stanie zapewnić rzetelnej i ciągłej realizacji wskazanych zadań w dotychczasowym modelu organizacyjnym - twierdzi starosta Stanisław Grześko.
Wojewoda lubelski przyznaje, że zna te postulaty i nawet się z nimi zgadza. - Wydaje się, że w związku ze specyfiką pracy w straży, która ma całodobowe dyżury, tego rodzaju zadania mogłyby być skuteczniej realizowane właśnie tam. Ale na dziś jest to niezgodne z ustawą - rozkłada ręce Komorski. - Jeżeli ustawa zostanie zmieniona, jest to jakieś rozwiązanie, ale to nie zwolni starostów z odpowiedzialności za obronę cywilną - dodaje.
W sprawę zaangażował się też Związek Powiatów Polskich, który wysłał do Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego apel o zmiany w prawie. Podobnie jak starostowie na Lubelszczyźnie - związek zwraca uwagę m.in. na braki kadrowe i rozbieżności pomiędzy procedurami a rzeczywistością. Związek sugeruje również, by zadania związane z przekazywaniem komunikatów o zagrożeniu z powietrza przekazać w ręce straży pożarnej. Cały apel można znaleźć tutaj.
Jak mówi w TOK FM dyrektor biura Związku Powiatów Polskich prawnik dr Grzegorz Kubalski - ważne jest, by wyciągać wnioski z tego, co już się wydarzyło i iść do przodu. - Ewentualne błędy czy niedoskonałości systemu to jest szukanie winnych zamiast szukania przyczyn, dla których coś się wydarzyło - uważa. - W Lubartowie, w pierwszym momencie, uwaga nie poszła w kierunku tego, jak w przyszłości przeciwdziałać określonym sytuacjom i co nie zadziałało, tylko w kierunku tego, kto ponosi winę za to, że coś nastąpiło. Uważamy, że nie tak to powinno wyglądać - dodaje. Kubalski zgadza się, że przekazanie określonych zadań i uprawnień Państwowej Straży Pożarnej mogłoby naprawić sytuację.
Źródło: TOK FM