,
Obserwuj
Ludzie

"Nie mów, że masz dziecko". Kobiety opowiadają, co dzieje się po macierzyńskim

8 min. czytania
02.04.2026 06:20

Rozwiązanie umowy, likwidacje stanowisk, bezrobocie. Kobiety w ciąży słyszą, że będą blokować etaty albo są oskarżane o próbę wyłudzenia zasiłków. Co czeka matki wracające do pracy po macierzyńskim? - Znajoma z HR-u doradziła mi: "Nie mów, że masz dziecko" - mówi jedna z moich rozmówczyń.

matka w Urzędzie Pracy
matka w Urzędzie Pracy
fot. Krystian Dobuszynski/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak niektórzy pracodawcy traktują pracownice wracające z urlopu macierzyńskiego?
  • Dlaczego niektóre kobiety unikają wspominania o dzieciach podczas rekrutacji?
  • Jakie są wyzwania dla matek wracających na rynek pracy?

- Przełożony mi pogratulował [zajścia w ciążę - red.]. Usłyszałam, że mogę spać spokojnie. Później jednak zmienił zdanie. Informując, że nie przedłuży mi umowy, przyznał, że "pewnie jest bliżej piekła" - wspomina Paulina. Jak dodaje, jej znajomi stwierdzili, iż była naiwna, mówiąc szefostwu o swojej ciąży.

- Przyszłam pierwszego dnia po macierzyńskim i zostałam poinformowana, że moje stanowisko zostało zlikwidowane - mówi z kolei Natalia, zaznaczając, że projekt, którym zarządzała, zapewnił polskiej korporacji kilkumilionowy zysk.

Maria też nie miała do czego wracać, choć nie dowiedziała się o tym od razu. Gdy przebywała na macierzyńskim, jej dział został rozwiązany. - Część zespołu została w korporacji, ale nie pomyślano, żeby i dla mnie znaleźć miejsce. Unikano ze mną kontaktu: nikt nie miał na mnie planów - wspomina. Sama musiała znajdować sobie zajęcie. - Czułam, że ta organizacja mówi mi, że ja już do niej nie należę - opowiada.

Po powrocie dostała jedynie informację, że ponieważ nie było jej dłużej niż 6 miesięcy, nie będzie uwzględniona w premii rocznej. - Dopiero, gdy poszłam do działu HR i powiedziałam, że taki zapis targetuje kobiety, i poprosiłam o dane, ile kobiet i ilu mężczyzn zostało pozbawionych premii z takich powodów przez ostatnie 5 lat, zostałam do tej premii dopisana - wyjaśnia. W firmie, co warto podkreślić, była przez 12 lat.

Redakcja poleca

Matki do zwolnienia. "Firma doskonale wiedziała, że źle robi"

Natalia wspomina, że praca nad projektem w jej firmie była bardzo wyczerpująca. - Zaszłam w ciążę pod koniec wdrożenia. Psycholożka doradziła mi, żebym poszła na L4, bo się okaże, że przez stres tę ciążę stracę. Ale na zwolnieniu cały czas byłam dostępna - zastrzega kobieta. I dodaje, że była w stałym kontakcie z pracodawcą nawet po tym, jak po porodzie okazało się, że dziecko jest chore.

- Gdy zbliżał się koniec urlopu macierzyńskiego, szykowałam się do powrotu. Odbyłam długą rozmowę z szefową, która przyznała, że sama jest w ciąży i się miniemy. Dała mi wskazówki, powiedziała o priorytetach i nakreśliła całą sytuację biznesową. Wszystko działo się tydzień przed powrotem. To był jej wsad, ale pracować miałam już z kimś innym - opowiada. Jej nowym przełożonym został manager, któremu wcześniej Natalia sygnalizowała, że nie ma zaufania do jego metod pracy. - O tym, że się nie dogadujemy, wiedział również jego szef - mówi.

Pierwszego dnia po powrocie Natalia zaniosła do kadr aktualne badania medycyny pracy. - Zaproszono mnie do sali, gdzie nie było tego nowego przełożonego. Okazało się, że moje stanowisko zostało zlikwidowane. Na uwagę, że być może to zemsta za zgłoszenie, iż nie jest dobrym managerem, usłyszałam, że na pewno tak nie jest, bo nie było żadnych oficjalnych skarg do HR-u - mówi managerka. - Firma doskonale wiedziała, że źle robi. Kazali mi podpisać papiery, że nie mogę mówić, w jakich okolicznościach się rozstaliśmy, a w ramach gratyfikacji dali mi dwa miesiące więcej pensji do trzymiesięcznego wypowiedzenia - dodaje.

Redakcja poleca

"Blokowanie etatu" na macierzyńskim

Paulina dowiedziała się, że jest w ciąży, kiedy po wyczerpującej rekrutacji rozpoczęła pracę w dużej instytucji finansowej w dziale IT. - Byłam przerażona, choć bliscy uspokajali mnie, że międzynarodowa firma nie pozwoli sobie na taką rysę na wizerunku, jak nieprzedłużenie umowy kobiecie w ciąży - wspomina. I faktycznie: przełożony obiecał jej przedłużenie na czas nieokreślony. Wraz z kierownikiem opracowali nawet plan na jej nieobecność, choć Paulina wciąż chodziła do pracy. Pracowała nawet wtedy, gdy była przeziębiona. - Miałam ogromne poczucie przymusu. Chciałam się wykazać - tłumaczy.

Po dwóch miesiącach okazało się jednak, że - jak stwierdził przełożony Pauliny - jest "nadmiar etatów w dziale" i "trzeba ciąć". - Usłyszałam, że na urlopie macierzyńskim będę blokować etat. Byłam w takim szoku, że jeszcze mu powiedziałam, żeby się nie przejmował - mówi kobieta, która proponowała, że znajdzie zastępstwo na swoją umowę. - Od tamtej pory, przez tygodnie, codziennie płakałam. Ja haruję przez całe życie, pochodzę z małej miejscowości, nie mam żadnego wsparcia od rodziny. Pracowałam dalej, nawet wtedy, kiedy już wiedziałam, że mnie w tej firmie nie chcą - opowiada.

Umowa do dnia porodu. Ochrona, ale i dyskryminacja?

Gdy skończyła jej się pierwsza umowa, podpisała kolejną - "do dnia porodu". I chociaż zaznacza, że dla wielu kobiet ten rodzaj zobowiązania może być ratunkiem, bo zapewnia prawo do zasiłku, to w praktyce może być wykorzystywany do "pozbywania się" pracownic w ciąży. - Wiem, że później szef rozpowiadał w biurze, że nie ma mnie, ponieważ byłam zatrudniona tylko do konkretnego, skończonego już projektu. To kłamstwo. W dodatku później na podobne do mojego stanowiska zatrudniali inne osoby na umowę o pracę. Wspomniane cięcia objęły chyba tylko mnie - mówi matka. Sama o sobie mówi, że była dobrą pracowniczką i "dowoziła" projekty.

Dla Pauliny fakt, że została osobą bezrobotną w dzień, kiedy stała się matką, było upokarzające. Po pierwszym wstrząsie poprosiła o konsultacje dwóch prawników specjalizujących się w prawie pracy. Choć według nich sytuacja ma znamiona dyskryminacji ze względu na ciążę, to nie chcieli podjąć sprawy przeciw dużej korporacji. - Wskazali na koszty, które koniec końców pewnie musiałabym zapłacić - mówi moja rozmówczyni. Dobiły ją też komentarze na grupach dla matek szukających pomocy. - Inne kobiety pisały mi: "Przestań się mazgaić, czego się spodziewałaś?" - dodaje.

Jak szuka pracy matka z małymi dziećmi?

Dla Natalii szukanie nowej pracy - po macierzyńskim - było trudnym przeżyciem. - To zupełnie inny ciężar gatunkowy: mam już prawie 40 lat, zobowiązania kredytowe i dwójkę małych dzieci. Nie jestem "sexy" pracownikiem. To też zupełnie inny poziom stresu i strachu o rodzinę - mówi. Pociesza się, że sytuacja zmieni się, kiedy dzieci będą starsze.

Na rekrutacjach nie chciała wspominać, że ma potomstwo. Trudno było więc wytłumaczyć powód odejścia z poprzedniej firmy. - Czułam, że ta informacja może być użyta przeciw mnie - wyjaśnia Natalia. I zgadza się z tym, co przeczytała na grupie dla matek w mediach społecznościowych: "To nie jest kraj do rodzenia dzieci".

Finalnie udało jej się znaleźć pracę. - Jestem zatrudniona na umowie B2B i chociaż czasem pojawia się myśl o kolejnym dziecku, to wiem, że nie mogę sobie na nie pozwolić - kwituje.

"Nie mów, że masz dziecko"

Paulina szykuje list do Magdaleny Biejat, w którym prosi o wsparcie w tej sprawie. Dlaczego właśnie do niej? Bo głosowała na obecną wicemarszałkinię Senatu w ostatnich wyborach prezydenckich - dzień po tym, jak urodziła pierwsze dziecko, jeszcze w szpitalu. Wierzy, że Biejat walczy o kraj, w którym kobieta nie będzie się bała zostać matką. - Jestem pewna, że wiele kobiet jest w podobnej sytuacji: lojalna wobec pracodawcy i kraju, ale całkowicie niewidzialna w systemie - mówi rozgoryczona Paulina.

Ma jednak coraz silniejsze poczucie, że to nic nie da. - Szukam pracy. Znajoma z HR-u doradziła: "Nie mów, że masz dziecko", ale trudno mi wytłumaczyć, dlaczego nie przedłużyli mi umowy bez wspominania o tym - wyjaśnia Paulina, zaznaczając, że wie, iż jej sytuacja "nie jest dramatyczna". - Nie wyobrażam sobie, jak ciężko mają kobiety na jednoosobowej działalności - przyznaje nasza rozmówczyni. I porównuje sytuację matek do osób, które chwalą się wpisywaniem w koszty swoich firm najróżniejszych rzeczy. - Mało kto krytykuje tę kreatywną księgowość. A matki słyszą, że wyłudzają zasiłki, bo zaszły w ciążę, pracując - podkreśla Paulina.

Co czwarta kobieta odchodzi z rynku pracy w ciągu pierwszego roku po urodzeniu dziecka

O tym, jak rynek pracy traktuje kobiety w ciąży i matki małych dzieci, Paulina, Natalia i Maria opowiedziały nam po tym, jak w mediach nagłośniono odwołanie przebywającej na urlopie macierzyńskim wicedyrektorki w KPRM. Co symboliczne - chodziło o zastępczynię dyrektorki departamentu ds. równości. O sprawie poinformowała Wirtualna Polska. - Zostałam odwołana, bo urodziłam dziecko. To brak poszanowania praw pracowniczych, który nosi znamiona dyskryminacji ze względu na płeć - mówiła Milena Adamczewska-Stachura w rozmowie z WP.

Przypadek Adamczewskiej-Stachury pokazuje, że nawet w instytucjach, które mają na sztandarze prawa kobiet, nie zawsze dba się o pracowniczki, które są matkami. - Ciąża i wczesne macierzyństwo to newralgiczny okres. Zwalnianie czy rozwiązywanie umowy w tym delikatnym momencie jest też po ludzku trudne - mówiła w "TOK360" Agnieszka Czmyr-Kaczanowska, współzałożycielka i wiceprezeska Fundacji Mamopracuj. I podkreśliła, że oprócz takich sytuacji jak np. upadłość firmy, z pewnością są inne wyjścia. W ocenie gościni TOK FM takie traktowanie matek jest bardzo krótkowzroczne. 

Badania London School of Economics i Uniwersytetu w Princeton wskazują, że co czwarta kobieta odchodzi z rynku pracy w ciągu pierwszego roku po urodzeniu dziecka. - Statystyki są nieubłagane. W przeważającej większości to kobiety mają na sobie obciążenie związane z drugim etatem, czyli opieką nad domem i dziećmi. Doba ma 24 godziny i trudno wszystko zmieścić. A im dłużej kobiety mają przerwę, tym trudniej jest wrócić i udowodnić, że ma się kompetencje - mówiła wiceprezeska Fundacji Mamopracuj. Jak podkreśliła, kobiety często mówią, że nie są w stanie łączyć życia rodzinnego z zawodowym.

Dlaczego kobiety nie rodzą dzieci? Tusk: "Nie lubią obowiązków"

Tymczasem pod koniec października zeszłego roku premier Donald Tusk wypowiedział się dla brytyjskiego "The Sunday Times" m.in. na temat problemu niskiego przyrostu naturalnego w Polsce.  Według szefa rządu powodem tego stanu rzeczy to przede wszystkim niechęć Polek do związanej z macierzyństwem zmiany stylu życia i towarzyszących temu obowiązków.

Redakcja poleca

"Chodzi o to, że nie lubią takiego stylu życia, obowiązków, odpowiedzialności" - mówił Tusk, bagatelizując wagę np. niestabilności na rynku pracy. Według badań to kwestie finansowe i mieszkaniowe mają kluczowe znaczenie dla decyzji o powiększeniu rodziny.

Na brak bezpieczeństwa ekonomicznego wskazuje m.in. lewica, która domaga się reformy Państwowej Inspekcji Pracy. Obecne prawo pozwala np. zwolnić z pracy kobietę w ciąży, która jest zatrudniona na podstawie umowy zlecenie. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej z ministrą Agnieszką Dziemianowicz-Bąk na czele przygotowało projekt nowelizacji PIP, który mógłby to zmienić. Ustawa została już przyjęta przez Sejm i Senat, czeka na podpis prezydenta.

Apel rodziców do Pierwszej Damy. Chodzi o PIP

Fundacja Bezpieczna Polska dla Wszystkich napisała list do Pierwszej Damy Marty Nawrockiej. Przekonuje w nim, jak ważna jest reforma PIP-u dla stabilności zawodowej, a przez to - poczucia bezpieczeństwa. "Apelujemy do Pani o poparcie reformy Państwowej Inspekcji Pracy. Wzmocnienie tej instytucji pozwoli na lepsze egzekwowanie istniejącego prawa tam, gdzie jest ono łamane" - czytamy w liście przygotowanym m.in. przez Zofię Sobczak.

"Wiele pracownic latami nie może doprosić się o zatrudnienie na pełnym etacie - mimo, że w świetle prawa powinny mieć zawartą umowę o pracę i wynikające z niej prawo do urlopu macierzyńskiego. Te kobiety nie zachodzą w pierwszą lub kolejną ciążę, bo nie mają pełnej, należnej im ochrony i przywilejów pracowniczych. Dla wielu z nich zajście w ciążę oznacza zostanie bez środków do życia" - argumentują rodzice. W liście padają również argumenty o tym, że ojcowie na umowach cywilnoprawnych nie mogą skorzystać z urlopu rodzicielskiego, a w przypadku sporu sądowego o ustalenie stosunku pracy to pracownik jest stroną słabszą.

Karol Nawrocki dziś zdecydował, co dalej z reformą PIP. Prezydent podpisał nowelizację ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy i skierował ją do następczej oceny Trybunału Konstytucyjnego.

Redakcja poleca

Źródło: TOK FM, wp.pl