"Pokuta" za chodzenie poza szlakiem. Turyści w Tatrach mogą się zdziwić
Jak poinformował słowacki Tatrzański Park Narodowy (TANAP), wspólne patrole ruszyły w drugim tygodniu lipca. Strażnicy sprawdzili do tej pory 70 osób. Część dostała pouczenia, ale były też "pokuty", czyli mandaty. Turyści otrzymywali je głównie za zejście ze szlaków, a także za biwakowanie. Ukarani to w większości Polacy i Czesi. Jak pisze TANAP, wspólne patrole mają pilnować przestrzegania zasad po obu stronach Tatr. Będą prowadzone przez całe wakacje, w różnych dniach.
Ludzie szukają nowych doznań, dlatego chodzą poza szlakami w Tatrach
- Z jednym strażnikiem słowackim przeszedłem z polskiej strony przez Dolinę Pięciu Stawów Polskich w rejon Gładkiej Przełęczy. Na przełęczy dołączył drugi słowacki strażnik. Tam interweniowaliśmy w przypadku trzech osób, które dostały w sumie 600 złotych mandatu - opowiada nam Grzegorz Bryniarski, leśniczy z Morskiego Oka, który brał udział w patrolu.
Jak mówi, turystów wychodzących poza szlak można spotkać m.in. na grani od Wrót Chałubińskiego do Szpiglasowego Wierchu i dalej - przez Kostury, Liptowskim Murem do Gładkiej Przełęczy. - Ta grań to granica państwa ze Słowacją. Nielegalna ścieżka wiedzie raz ze strony polskiej, raz słowackiej. Jest to dość długi odcinek, na którym rozdeptywana jest roślinność naskalna, a tam swoją ostoję ma kozica. Nie ma uzasadnienia, by tamtędy chodzić - zaznacza stanowczo Bryniarski.
W rejonie Morskiego Oka znajdują się oznakowane szlaki na grań, ale już górą - tj. samą granią - przejść nie można. Dla turystów oznacza to podchodzenie i schodzenie tym samym szlakiem. - Są ludzie, którzy przeszli wszystkie szlaki i szukają nowych doznań. Trzeba też myśleć o ekosystemie. W samej polskiej części Tatr jest ponad 270 kilometrów udostępnionych szlaków, więc naprawdę jest gdzie pochodzić - podkreśla nasz rozmówca.
W słowackich Tatrach więcej ograniczeń w tym sezonie
Wiele przepisów z polskiej i słowackiej części Tatr się pokrywa. Nie wolno np. schodzić ze szlaków, niszczyć przyrody. Do niedawna do słowackiej części Tatr ciągnęli wielbiciele psów, bo można było tam chodzić z czworonogami. Pod koniec zeszłego roku Słowacy zmienili jednak przepisy i teraz jest długa lista szlaków, na które już obowiązuje zakaz wprowadzania psów.
Turyści z psami źle widziani? 'Czasem zostawiają 'prezenty'. To nie jest miłe'
Ile wynosi mandat?
- Nadal w słowackich Tatrach wstęp do parku jest bezpłatny, ale wzrosła wysokość mandatów. Kiedyś maksymalnie można było zapłacić 60 euro, a dziś 300 euro - opisuje Bryniarski.
Po stronie polskiej jedno wykroczenie to 500 złotych mandatu, a jeśli są już dwa wykroczenia, to maksymalna wysokość mandatu to 1000 złotych. Przy większej liczbie wykroczeń sprawa trafia do sądu.
- Przykładowo: ktoś jest całą noc w parku, a więc łamie zasadę niechodzenia po zmroku. Do tego rozbija namiot, czyli łamie zakaz biwakowania. Dodatkowo wydeptuje roślinność pod namiotem, czyli niszczy przyrodę. Rozpala ognisko, czyli łamie zakaz używania otwartego ognia. W takim wypadku - po wylegitymowaniu - wysyłamy notatkę do dyrektora parku i sprawa jest kierowana do sądu. Nie zdarzyło się jeszcze, by sąd ukarał grzywną niższą niż 1000 złotych - wyjaśnia nasz rozmówca. Jak zauważa, wśród turystów łamiących przepisy dużo jest obcokrajowców. - To przede wszystkim Ukraińcy, którzy mają inne pojęcie o ochronie przyrody - zaznacza leśniczy.
Nawet półtorej godziny w kolejce na Rysy
Wakacje to czas największego ruchu turystycznego. Tworzą się kolejki, szczególnie na szlakach, gdzie mamy ułatwienia, takie jak łańcuchy czy klamry. Swoje trzeba odstać w drodze na Giewont, jeśli wyjdziemy na szlak zbyt późno, czy na Orlej Perci.
Wielu chce zdobyć najwyższy polski szczyt, czyli Rysy. - Od Morskiego Oka liczymy średnio cztery godziny w jedną stronę, ale przy ładnej pogodzie trzeba liczyć w sumie 10 godzin, bo może być tak, że godzinę czy półtorej spędzimy w kolejkach na łańcuchach - podkreśla Bryniarski.
Turyści utknęli w kolejkach. W Tatrach gigantyczne tłumy pod popularnymi szczytami
'Morskie Oko jak plaża w Międzyzdrojach'
Na spokojny kontakt z przyrodą nie ma co liczyć też w okolicy Morskiego Oka. - Morskie Oko wygląda jak plaża w Międzyzdrojach - zauważa nasz rozmówca. - To są głównie rodziny z dziećmi, dla których to po prostu 9-kilometrowa wycieczka zwieńczona zdjęciem. Tam jest piwo, popcorn, paluszki, lody. Dzieci wchodzą do wody. Musieliśmy część brzegu ofladrować, czyli wygrodzić specjalną taśmą, żeby ludzie nie wchodzili, nie niszczyli roślin - dodaje.
Zwraca też uwagę, że - wchodząc do parku narodowego - warto przeczytać wcześniej regulamin. - Ci, którzy nie wiedzą, gdzie przyszli i po co, traktują Morskie Oko jak każde jezioro w Polsce. Niektórzy nawet usiłują się kąpać, ale za to grozi mandat. Ludzi jest za dużo, a nas za mało, żeby dało się wszystkich upilnować, żeby nie moczyli nóg czy nie śmiecili - rozkłada ręce Bryniarski.
TPN przypomina, że bilet na parkingi przy szlaku na Morskie Oko trzeba kupić wcześniej - przez Internet. Warto też on-line kupić bilet wstępu do parku, bo przy popularnych wejściach też tworzą się kolejki do kas.
Dantejskie sceny nad Morskim Okiem. 'Turyści próbowali najechać na parkingowego'
Więcej na temat tatrzańskiej przyrody można się dowiedzieć w ramach akcji PoSzlaki. To spotkania z edukatorami i pracownikami Tatrzańskiego Parku Narodowego w sześciu popularnych punktach polskiej części Tatr między innymi na Rusinowej Polanie, przy Czarnym Stawie Gąsienicowym, na Kalatówkach czy przy Smreczyńskim Stawie. Tam - w każdy dzień lipca i sierpnia - w punktach oznaczonych flagami posłuchać można bezpłatnych prelekcji o tatrzańskiej przyrodzie, zasadach panujących w Parku i bezpieczeństwie.