,
Obserwuj
Małopolskie

Nietypowa akcja pod krakowską kurią. "Ewangelię potraktowali mopem"

3 min. czytania
13.06.2025 20:42
W piątek pod krakowską kurią - w geście protestu przeciwko decyzji biskupów - pojawił się cytat z Ewangelii, napisany kredą na chodniku. Pracownicy kurii szybko jednak potraktowali Ewangelię mopem. Dotarliśmy do autorki tego napisu. Według jej relacji była popychana, straszona policją oraz krzyczano na nią m.in. że "modli się do diabła".
|
|
fot. Facebook
  • Paulina Olivier napisała kredą na chodniku pod krakowską kurią słowa Ewangelii;
  • Jak mówi w rozmowie z tokfm.pl, to wyraz jej protestu przeciwko decyzji Episkopatu o wyrzuceniu do kosza dwóch lat pracy prymasa Wojciecha Polaka i jego zespołu nad utworzeniem niezależnej kościelnej komisji ds. pedofilii;
  • Napis ekspresowo został zmyty mopem przez pracowników kurii;
  • Według relacji kobiety, do której dotarło tokfm.pl, w trakcie zmywania kredy była ona popychana, straszona policją oraz krzyczano na nią m.in. że modli się "do diabła".

W czwartek Episkopat odsunął od pracy na rzecz powołania Komisji niezależnych ekspertów do zbadania zjawiska wykorzystywania seksualnego osób małoletnich w Kościele prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka. Decyzja biskupów wywołała lawinę oburzenia. - To jasny sygnał płynący z Konferencji Episkopatu Polski: nie chcemy prawdy, nie chcemy dotrzymywać słowa - ocenił publicysta Tomasz Terlikowski.

"Drodzy biskupi: odwróciliście się dzisiaj plecami do tych, którzy w Kościele doświadczyli krzywdy" - skomentowała zaś dziennikarka katolicka i teolożka Monika Białkowska. Nawoływała jednocześnie do akcji protestu polegającej na przynoszenie kamieni pod kurię. Na kamieniu ma się znaleźć nazwisko biskupa oraz słowa Ewangelii św. Mateusza: "Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnie uczyniliście".

Napis kredą pod krakowską kurią. "Ewangelię po pięciu minutach potraktowali mopem"

Ten sam fragment Ewangelii napisano w piątek kredą pod krakowską kurią na słynnej Franciszkańskiej 3. Informację podał w swoich mediach społecznościowych dziennikarz Katolickiej Agencji Informacyjnej Dawid Gospodarek. "Pod krakowską kurią pojawił się cytat z Ewangelii. Ruszył kurialne sumienia tak szybko, że pracownicy tej zacnej instytucji Ewangelię po pięciu minutach potraktowali mopem" - napisał.

Udało nam się dotrzeć do autorki napisu. - Akurat nie miałam kamienia pod ręką, miałam kredę. Więc jak dzisiaj byłam na mieście, w centrum, to stwierdziłam, że pójdę pod kurię i to napiszę - opowiada w rozmowie z tokfm.pl Paulina Olivier, redaktorka Magazynu Kontakt - pisma chrześcijańskiej lewicy.

- Poszłam tam, zaczęłam to pisać, ludzie się zatrzymywali, zerkali. Niektórzy po prostu przechodzili. Jedna starsza pani, która wyszła z kurii, zapytała mnie lekko agresywnym tonem: "Co pani tu pisze?". Więc zgodnie z prawdą odpowiedziałam: "Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mieście uczynili". Poszła dalej - relacjonuje. - W międzyczasie różni ludzie wchodzili do tej kurii i z niej wychodzili, więc ktoś musiał donieść. Byłam w trakcie pisania kolejnego cytatu, "Kamienie wołać będą", już na podjeździe przed kurią. I wtedy wyszło najpierw dwóch starszych panów: jeden pan ochroniarz, który mówił do mnie po angielsku "No, no, no" oraz drugi pan, który miał wpięty w klapę krzyż jednego z zakonów.

Napisała słowa Ewangelii pod krakowską kurią. "Pani się chyba do diabła modli"

Jak mówi, mężczyźni ci próbowali ją odciągnąć i przepchnąć, żeby skończyła pisać. - Ale zaczęłam głośno powtarzać: "Proszę mnie nie dotykać" i wtedy ograniczyli się już do werbalnych prób perswazji. I jeden pan - ten z krzyżem w klapie - powiedział: "Pani lepiej niech pójdzie się modlić do kościoła". Odpowiedziałam mu, że modlę się o opamiętanie tych tutaj. - To pani się chyba do diabła modli - odparł.

Paulina Olivier wskazuje też, że mężczyźni straszyli ją, że to nielegalne, że nie może pisać. Była tym zaskoczona, bo, jak zauważa, nawet dzieci często piszą po chodniku. - Potem starali się to ścierać butami, stawali na tym i nie pozwalali mi pisać, więc pisałam gdzieś między ich butami. Potem ten z krzyżem w klapie próbował zapytać: "A dlaczego pani to w ogóle tutaj pisze?". Więc powiedziałam, że w solidarności ze skrzywdzonymi, bo wczoraj taka decyzja zapadła. Ale nie dane mi było dokończyć, bo chyba ten drugi z mężczyzn poszedł po posiłki. I przyprowadzili takiego dużego, wysokiego pana ochroniarza, i on był bardziej zdeterminowany - opowiada.

Finał sprawy był szybki. - Jeden z nich powiedział, że dzwoni na policję, a drugi w międzyczasie poszedł po mopa - podsumowuje Olivier.