Nietypowa akcja pod krakowską kurią. "Ewangelię potraktowali mopem"
- Paulina Olivier napisała kredą na chodniku pod krakowską kurią słowa Ewangelii;
- Jak mówi w rozmowie z tokfm.pl, to wyraz jej protestu przeciwko decyzji Episkopatu o wyrzuceniu do kosza dwóch lat pracy prymasa Wojciecha Polaka i jego zespołu nad utworzeniem niezależnej kościelnej komisji ds. pedofilii;
- Napis ekspresowo został zmyty mopem przez pracowników kurii;
- Według relacji kobiety, do której dotarło tokfm.pl, w trakcie zmywania kredy była ona popychana, straszona policją oraz krzyczano na nią m.in. że modli się "do diabła".
W czwartek Episkopat odsunął od pracy na rzecz powołania Komisji niezależnych ekspertów do zbadania zjawiska wykorzystywania seksualnego osób małoletnich w Kościele prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka. Decyzja biskupów wywołała lawinę oburzenia. - To jasny sygnał płynący z Konferencji Episkopatu Polski: nie chcemy prawdy, nie chcemy dotrzymywać słowa - ocenił publicysta Tomasz Terlikowski.
"Drodzy biskupi: odwróciliście się dzisiaj plecami do tych, którzy w Kościele doświadczyli krzywdy" - skomentowała zaś dziennikarka katolicka i teolożka Monika Białkowska. Nawoływała jednocześnie do akcji protestu polegającej na przynoszenie kamieni pod kurię. Na kamieniu ma się znaleźć nazwisko biskupa oraz słowa Ewangelii św. Mateusza: "Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnie uczyniliście".
Napis kredą pod krakowską kurią. "Ewangelię po pięciu minutach potraktowali mopem"
Ten sam fragment Ewangelii napisano w piątek kredą pod krakowską kurią na słynnej Franciszkańskiej 3. Informację podał w swoich mediach społecznościowych dziennikarz Katolickiej Agencji Informacyjnej Dawid Gospodarek. "Pod krakowską kurią pojawił się cytat z Ewangelii. Ruszył kurialne sumienia tak szybko, że pracownicy tej zacnej instytucji Ewangelię po pięciu minutach potraktowali mopem" - napisał.
Udało nam się dotrzeć do autorki napisu. - Akurat nie miałam kamienia pod ręką, miałam kredę. Więc jak dzisiaj byłam na mieście, w centrum, to stwierdziłam, że pójdę pod kurię i to napiszę - opowiada w rozmowie z tokfm.pl Paulina Olivier, redaktorka Magazynu Kontakt - pisma chrześcijańskiej lewicy.
- Poszłam tam, zaczęłam to pisać, ludzie się zatrzymywali, zerkali. Niektórzy po prostu przechodzili. Jedna starsza pani, która wyszła z kurii, zapytała mnie lekko agresywnym tonem: "Co pani tu pisze?". Więc zgodnie z prawdą odpowiedziałam: "Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mieście uczynili". Poszła dalej - relacjonuje. - W międzyczasie różni ludzie wchodzili do tej kurii i z niej wychodzili, więc ktoś musiał donieść. Byłam w trakcie pisania kolejnego cytatu, "Kamienie wołać będą", już na podjeździe przed kurią. I wtedy wyszło najpierw dwóch starszych panów: jeden pan ochroniarz, który mówił do mnie po angielsku "No, no, no" oraz drugi pan, który miał wpięty w klapę krzyż jednego z zakonów.
Napisała słowa Ewangelii pod krakowską kurią. "Pani się chyba do diabła modli"
Jak mówi, mężczyźni ci próbowali ją odciągnąć i przepchnąć, żeby skończyła pisać. - Ale zaczęłam głośno powtarzać: "Proszę mnie nie dotykać" i wtedy ograniczyli się już do werbalnych prób perswazji. I jeden pan - ten z krzyżem w klapie - powiedział: "Pani lepiej niech pójdzie się modlić do kościoła". Odpowiedziałam mu, że modlę się o opamiętanie tych tutaj. - To pani się chyba do diabła modli - odparł.
Paulina Olivier wskazuje też, że mężczyźni straszyli ją, że to nielegalne, że nie może pisać. Była tym zaskoczona, bo, jak zauważa, nawet dzieci często piszą po chodniku. - Potem starali się to ścierać butami, stawali na tym i nie pozwalali mi pisać, więc pisałam gdzieś między ich butami. Potem ten z krzyżem w klapie próbował zapytać: "A dlaczego pani to w ogóle tutaj pisze?". Więc powiedziałam, że w solidarności ze skrzywdzonymi, bo wczoraj taka decyzja zapadła. Ale nie dane mi było dokończyć, bo chyba ten drugi z mężczyzn poszedł po posiłki. I przyprowadzili takiego dużego, wysokiego pana ochroniarza, i on był bardziej zdeterminowany - opowiada.
Finał sprawy był szybki. - Jeden z nich powiedział, że dzwoni na policję, a drugi w międzyczasie poszedł po mopa - podsumowuje Olivier.