"Samo trzymanie flagi to nie przestępstwo". Chaos wokół deportacji po koncercie rapera
Po koncercie rapera Maxa Korzha na PGE Narodowym zatrzymano ponad 100 osób. Rząd zapowiedział deportacje, choć eksperci prawa ostrzegają: to reakcja przesadzona. - Nie wyobrażam sobie, że w przypadku tak powszedniego wykroczenia, jakim byłoby naruszenie porządku na stadionie, dochodziło do tak drastycznych rozwiązań - mówi TOK FM dr Tomasz Sieniow.
- Ponad 100 osób zatrzymano po koncercie Maxa Korzha w Warszawie; polskie władze zapowiedziały też deportacje;
- Według dra Tomasza Sieniowa z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego jest to „granie strachem”;
- "Myślę, że powody deportacji, gdyby miało do niej dojść, byłyby czysto polityczne i populistyczne. Zagrożeniem dla bezpieczeństwa publicznego nie jest przecież taniec pogo na płycie Stadionu Narodowego" - mówi prawnik;
- "Deportacja to nadmiarowa reakcja, która z mojej perspektywy jest działaniem na pokaz, a nie adresującym problem" - zgadza się Agnieszka Kosowicz z Polskiego Forum Migracyjnego.
9 sierpnia na Stadionie PGE Narodowym wystąpił białoruski raper Max Korzh. Artysta, choć w Polsce szerzej nieznany, cieszy się ogromną popularnością m.in. w Ukrainie, Białorusi czy w Gruzji. Na jego koncert w stolicy zjechało blisko 70 tysięcy fanów. Niektórzy uczestnicy w trakcie koncertu przeskakiwali przez barierki zabezpieczające. Media społecznościowe obiegły filmiki, na których jeden z mężczyzn trzyma w ręku banderowską flagę.
Ponad 100 zatrzymanych
Po koncercie policja poinformowała, że zatrzymała 109 osób m.in. za posiadanie narkotyków i chuligańskie zachowania w stosunku do pracujących na stadionie ochroniarzy. Część spraw miała trafić do sądu w trybie przyspieszonym. Zapytaliśmy policję, prokuraturę i MSWiA o to, kto i jakie zarzut usłyszał, czy zostały już wymierzone kary (a jeśli tak, to jakie) i czy ktoś trafił do aresztu. Na odpowiedzi czekamy.
Pewne jest jedno - po koncercie przedstawiciele władzy, w tym minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński czy premier Donald Tusk zapowiedzieli, że będą deportacje tych, którzy byli na koncercie i dopuścili się przestępstw czy wykroczeń. - Wobec 63 osób już teraz toczą się postępowania o wydalenie z kraju. Nie będzie zgody na łamanie prawa przez obcokrajowców - grzmiał minister Kierwiński na filmiku zamieszczonym w mediach społecznościowych.
Prawnik o deportacjach po koncercie. "To nadmiarowe"
Według dra Tomasza Sieniowa z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego jest to "granie strachem".
- Nie wyobrażam sobie, że w przypadku tak powszedniego wykroczenia, jakim byłoby naruszenie porządku na stadionie, dochodziło do tak drastycznych rozwiązań, które prowadziłyby do natychmiastowej deportacji. Wydaje mi się, że jest to raczej tylko komunikat na użytek uspokojenia społeczeństwa czy pokazania, że rząd działa sprawnie. Ale myślę, że w praktyce tych deportacji nie będziemy widzieli - mówi prawnik i prezes Instytutu na Rzecz Państwa Prawa, który od lat pomaga migrantom i uchodźcom m.in. przy procedurach powrotowych do kraju pochodzenia.
Jak tłumaczy, wydanie cudzoziemcowi tzw. zobowiązania do powrotu do swojego kraju (deportacja) z reguły trwa wiele miesięcy i nie dzieje się z dnia na dzień. Bo to są procedury, postępowanie w sądzie, działania Straży Granicznej. Szybka deportacja - teoretycznie - jest możliwa w przypadku zagrożenia bezpieczeństwa państwa.
- Myślę, że powody deportacji, gdyby miało do niej dojść, byłyby czysto polityczne i populistyczne. Zagrożeniem dla bezpieczeństwa publicznego nie jest przecież taniec pogo na płycie Stadionu Narodowego. Ale być może rząd chce pokazać, że to mu się opłaca, by pokazywać: "Jesteśmy twardzi" - ocenia nasz rozmówca.
W jego ocenie deportacja - w tym przypadku - byłaby działaniem przesadzonym. - Już nie mówiąc o tym, że wydalając z Polski Ukraińcow czy Białorusinów do ich krajów pochodzenia, możemy ich narazić na określone reperkusje - np. w Białorusi - na to, że zapewne od razu trafią do więzienia - dodaje dr Sieniow.
"Samo trzymanie flagi to nie przestępstwo"
Z taką oceną zgadza się też Agnieszka Kosowicz z Polskiego Forum Migracyjnego, która też pracuje z migrantami i uchodźcami od ponad 20 lat. - Rząd propaguje narrację antyimigrancką i na każdym kroku podkreśla swoją sprawczość i siłę w zarządzaniu czy kontrolowaniu cudzoziemców. Tak też brzmi zapowiedź deportacji uczestników koncertu. Rozumiem, że nie należy wspierać chuligańskich wybryków i one wymagają kary, ale deportacja to nadmiarowa reakcja, która z mojej perspektywy jest działaniem na pokaz, a nie adresującym problem - mówi TOK FM Agnieszka Kosowicz.
Jeden z uczestników koncertu na Stadionie Narodowym miał trzymać banderowską flagę i biegać z nią między widzami. - Samo trzymanie flagi to też nie jest w Polsce przestępstwo. Dla wielu osób z Ukrainy Bandera i cała walka jest istotnym elementem tożsamości narodowej. Nam się to może podobać albo nie, historia jest rzeczą trudną - po obu stronach, ale trudno ją ignorować. Pytanie, czy trzymanie flagi powinno być powodem do ukarania czy wydalenia z Polski? Nie wydaje mi się - mówi prof. Witold Klaus, prawnik z Instytutu Nauk Prawnych PAN, współpracownik Ośrodka Badań nad Migracjami.
Jego zdaniem prawdopodobnie w większości przypadków z tego koncertu wystarczające byłoby użycie polskiego prawa i wyciągnięcie konsekwencji takich jak wobec każdej innej osoby, adekwatnie do popełnionego przez nią wykroczenia. - Myślę, że nie ma potrzeby uruchamiania "miecza", jakim byłoby wydalenie z Polski - dodaje.
Prof. Klaus również uważa, że wypowiedzi rządzących w tym zakresie to kolejna odsłona straszenia migrantami i udowadniania społeczeństwu, że jesteśmy bezpieczni. - To wszystko się wpisuje w tę retorykę bezpieczeństwa - mówi gość TOK FM.
Fundacja Instytut na Rzecz Państwa Prawa już zadeklarowała wsparcie dla tych Ukrainek i Ukraińców, którzy byli na koncercie na Stadionie Narodowym i teraz mają przez to problemy i może im grozić wydalenie z Polski.