,
Obserwuj
Polska

Piesi się przewracają, miasto płaci, a problem nadal jest. Kuriozalna sytuacja na Ursynowie

5 min. czytania
23.12.2025 06:38

Rodzina namawiała mnie, żeby jeszcze powalczyć. Ale miałem poczucie, że równie dobrze mogło się skończyć tak, że zostanę z niczym - mówi tokfm.pl Szymon Konopko. Po tym, jak "runął przed siebie" w tunelu, dostał odszkodowanie od miasta. Miejsce nadal czeka na remont. - Ten jest odwlekany, bo obok trwa inwestycja MPWiK - tłumaczy Paweł Ciach z urzędu warszawskiej dzielnicy Ursynów. 

Przejście podziemne (zdjęcie ilustracyjne)
Przejście podziemne (zdjęcie ilustracyjne)
fot. Artur Szczepanski/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak doszło do wypadku?
  • Jakiej wysokości odszkodowanie otrzymał mężczyzna? 
  • Czy dochodziło już do podobnych sytuacji? 
  • Dlaczego do dziś przejście w tunelu nie zostało wyremontowane? 

- Konia z rzędem temu, kto by powiedział, że wyłożę się jak długi w tunelu, który pokonywałem setki razy w ciągu ostatnich lat - mówi tokfm.pl Szymon Konopko, mieszkaniec warszawskiego Ursynowa. 13 września poszedł do sklepu w okolicy stacji metra Stokłosy - na skróty, przejściem podziemnym przy ul. Jastrzębowskiego. - Było ok. godz. 20, bardzo ciemno, tunel nie był oświetlony. Zszedłem po schodach i nagle runąłem przed siebie. Noga utknęła w dziurze po brakującym elemencie kratki odpływowej - opowiada.

Nie miał przy sobie telefonu. Na miejsce nie wezwał ani straży miejskiej, ani karetki. W pobliżu nie było nikogo - nie miał więc też świadków. Z początku myślał, że nic poważnego się nie stało. Jak dziś tłumaczy, "był w szoku". - Wydawało mi się, że wstanę, otrzepię się i będzie dobrze, chociaż miałem zakrwawioną całą rękę - mówi.

Na SOR pojechał następnego dnia, bo "ból stał się na tyle dokuczliwy, że utrudniał ruchy, w tym uniemożliwiał wykonanie najprostszych czynności". Jak podkreśla, "nawet otwarcie ust przy jedzeniu sprawiało mu ból". - Zrobili mi serię badań, dostałem kroplówkę przeciwbólową. A że środki od razu zadziałały, to wypisano mnie do domu. W karcie lekarze napisali: "Pacjent skonsultowany z powodu urazu lewego stawu barkowego, ze słów pacjenta - wskutek poślizgnięcia i upadku w tunelu. (...) Wskazana pilna kontrola za 10 dni w poradni ortopedycznej. W razie niepokojących objawów niezwłocznie zgłosić się do szpitala".

Jak zastrzega, uszczerbek na zdrowiu i L4 na dwa tygodnie to jedno. W grę wchodziły też koszty poniesione z uwagi na odwołany rodzinny wyjazd do Włoch. Miał się rozpocząć pięć dni po wypadku.

"500 zł bolesnego"

Szymon Konopko w tej sytuacji napisał pismo do urzędu dzielnicy Ursynów i wystąpił o 10 tys. zł odszkodowania. - Jakie było moje zdziwienie, kiedy po kilku dniach odezwał się do mnie ubezpieczyciel i całkowicie przejął sprawę. Wymagał dosłania kompletu dokumentów, w tym dowodu, że byliśmy stratni na wyjeździe. Po miesiącu przyszła decyzja - informacja o możliwości wypłaty 2,3 tys. zł, a dodatkowo 500 zł "bolesnego" - mówi.

Przystał na propozycję, bo - jak tłumaczy - "kwota pozwoliła w całości pokryć stratę związaną z brakiem wyjazdu do Włoch". - Rodzina namawiała mnie, żeby jeszcze powalczyć, tym bardziej że koszty przejazdów oszacowano na 28,17 zł, a koszty leczenia na 16,10 zł. Ale miałem poczucie, że równie dobrze mogło się skończyć tak, że zostanę z niczym. Nie chciałem być zachłanny, a odzyskać tylko to, co straciłem - dodaje.

- A ubezpieczyciel nie żądał twardego dowodu, że do wypadku doszło w tunelu? Przecież równie dobrze do urazu mogło dojść w domu - pytam.

- Nie, ku mojemu zaskoczeniu. Zresztą sam sprawdzałem w telefonie, czy nie zapisała się tam moja trasa. Niestety nie, miałem tę opcję wyłączoną - odpowiada. Jak dodaje, skontaktował się z pobliskim sklepem, by udostępnił mu nagranie z monitoringu. - Zgodzili się dokładnie w dniu, kiedy dostałem informację od ubezpieczyciela o wypłacie odszkodowania - dopowiada. Zastrzega, że w tym przypadku "mocnym dowodem" mógł być wypis ze szpitala, w którym lekarze wspomnieli o lokalizacji. - Przypuszczam też, że swoje zrobiły presja społeczna i nagłośnienie historii w mediach lokalnych - żona wrzuciła post na różne grupy na Facebooku - odpowiada.

Zastrzega też w tym kontekście, że kontaktowało się z nimi kilka osób z analogicznymi historiami. Jednak w odróżnieniu od jego przypadku, większość z nich pozostała bez rozstrzygnięcia.

"Ja prawie trzy lata temu przewróciłam się na tych cholernych, metalowych listwach dla niewidomych w metrze. Naderwanie mięśnia, ból do dziś, nie pomogła rehabilitacja ani zastrzyki. Metro nasłało jakiegoś swojego prawnika, który tyle wymagań przekazał, że oczywiście odpuściłam, bo z rok bym to zbierała" - przytacza jedną z nich.

Po chwili przywołuje kolejne: "W 2018 miałem wypadek, jestem już po pięciu sprawach sądowych. Do dzisiaj nie zobaczyłem złotówki". Czy też np. "Będzie ciężko. Ja po złamaniu kręgu szyjnego dostałam odpowiedź od ubezpieczyciela miasta Warszawa, że stan chodnika nie mógł wpłynąć na tak poważny uraz. Grosza nie dostałam za niemal rok niezdolności do pracy i miesiące rehabilitacji". 

- W większości przypadków końca historii nadal nie widać. Zresztą sami byliśmy nastawieni na kilkuletnią batalię. Jeśli ze strony miasta i ubezpieczyciela nie byłoby pozytywnej decyzji, na pewno skierowaliśmy sprawę do sądu. Nie mam nic do ukrycia - podkreśla Szymon Konopko.

"Uraz w głowie pozostał"

Mężczyzna rehabilitację rozpocznie w lutym ("Choć na cito, to swoje trzeba odczekać"). Nadal, jak deklaruje, trudno mu siedzieć przez pół godziny i musi często zmieniać pozycję. - Wcześniej też miałem problemy z kręgosłupem, ale po wypadku lekkie zwyrodnienie stało się już bardzo konkretne - przyznaje.

Tunelem, jak zapewnia, nadal chodzi. - Ale rzadziej, bo uraz w głowie pozostał. Inna rzecz, że pozwala on zaoszczędzić jedynie 1-2 minuty - zastrzega. Nie był tam dobry miesiąc, bo droga prowadząca z domu do tunelu jest teraz w remoncie. 

A sam tunel - jak dziś wygląda? Jak mówi Szymon Konopko, kraty jak nie było, tak nie ma. - Dziurę najpierw zasypano piaskiem, a potem zabetonowano. Uznano, że problem rozwiązano, a przecież zaraz znów ściśnie mróz. Woda, która będzie tam stała, zamieni się w lód, kolejne osoby z urazami to tylko kwestia czasu - podsumowuje w rozmowie z tofkm.pl. 

Co na to władze Ursynowa? 

- Zdajmy sobie sprawę, że jest to problem, bo przejście jest dewastowane, a same kratki regularnie ktoś kradł  - przyznaje w rozmowie z tokfm.pl Paweł Ciach, rzecznik urzędu dzielnicy Ursynów. - Przejście czeka na remont, ale ten jest odwlekany, bo obok trwa inwestycja MPWiK, która uniemożliwiała rozpoczęcia zaplanowanego remontu samego przejścia i jego okolic - łącznie ze schodami prowadzącymi z ulicy Jastrzębowskiego. Nie możemy go zacząć aż wodociągi nie zakończą swoich prac - dodaje.

Zaznacza jednak, że aby choć trochę poprawić sytuację, na felernym przejściu ułożono kostkę. - Dopóki nie będzie kompleksowego remontu, musieliśmy zabezpieczyć teren - rozkłada ręce Ciach.

Urząd wprost: to dewastacja i kradzież przykrycia

Zapytaliśmy też w urzędzie dzielnicy Ursynów, ilu pieszych wystąpiło z żądaniem odszkodowania za wypadki na drogach (dzielnicowych) i czym zakończyły się postępowania. Z przesłanych danych wynika, że takich spraw było siedem w 2025 r. (pierwsze trzy kwartały). - To dwie szkody na osobie, czytaj: obrażenia ciała na skutek upadku w przejściach podziemnych. Powód? Potknięcie na niezabezpieczonym korytku ściekowym (dewastacja i kradzież przykrycia) oraz na nierówności nawierzchni. Oba zakończone wypłatą odszkodowania, w tym jedno w wyniku zawartej ugody - doprecyzowuje.

Do tego dochodzi, dodaje od razu, jedna szkoda na osobie i na mieniu wskutek upadku na chodniku - zakończona decyzją odmowną oraz jedna szkoda na osobie wskutek upadku na miejscu parkingowym (obluzowana kostka brukowa) - w tym przypadku zakończona wypłatą odszkodowania.

Dla porównania w 2024 r. pismo o odszkodowanie za wypadki pieszych na drogach administrowanych przez dzielnicę zgłoszono tylko trzy, w tym dwie szkody to obrażenia ciała po potknięciu na nierównościach chodnika. Obie, dopowiada Ciach, zakończone wypłatą odszkodowania; w wyniku zawartej ugody. - Jedna szkoda na osobie nastąpiła wskutek upadku na chodniku. Zakończyła się decyzją odmowną - dodaje, szczegółów jednak nie ujawnia.

Źródło: TOK FM

Redakcja poleca