Ponad 80 rad kobiet w Polsce. Aktywistki walczą o zmianę prawa
W Polsce działa już ponad 80 rad kobiet, które wspierają samorządy i organizują inicjatywy społeczne. Ich członkinie chcą jednak zmian w prawie - dziś funkcjonują tylko nieformalnie i często działają wyłącznie dzięki pracy wolontariackiej.
- Rady kobiet prężnie się rozwijają, ale brak im umocowania w ustawie;
- Kobiety walczą o zmianę prawa, by ich rady były formalnie uznane - przekonują, że to wiele im ułatwi;
- Rady kobiet pomagają samorządowcom, ale nie tylko: organizują warsztaty, spacery nordic walking.
Bieszczadzka Rada Kobiet jest jedną z ponad 80 takich rad w Polsce. Działa przy staroście - obejmuje trzy gminy: Ustrzyki Dolne, Czarna oraz Lutowiska. Z założenia ma wspierać starostę w działaniach samorządu na rzecz kobiet. Angażuje się jednak także w szereg innych akcji, jak np. organizacja warsztatów z zakresu wsparcia psychologiczno-prawnego dla pań, spacery nordic walking czy zaangażowanie w walkę z depresją.
- Chciałyśmy rozprzestrzenić swoje działania i dotrzeć z nimi do najdalszych zakątków w Bieszczadach; do każdej kobiety, która zechce z nami współdziałać - mówi Beata Paszkiewicz, przewodnicząca rady i jednocześnie koordynatorka wojewódzkiej sieci rad kobiet na Podkarpaciu. - Bieszczadzka Rada to inicjatywa zrzeszająca aktywne dziewczyny. Marzyłam o takiej grupie wiele lat. Będąc kiedyś na Kongresie Kobiet w Warszawie, chciałam, żeby kobiety wspólnie zadbały o swój dobrostan właśnie w Bieszczadach, żeby stworzyły wspólnotę, wspierały się i to się udaje - nie ukrywa zadowolenia.
Rada organizuje co roku m.in. Babkowisko, czyli duże spotkanie kobiet z Podkarpacia, w trakcie którego można dyskutować, spierać się i wspierać, łączyć pokolenia i budować więzi. Bo spotykają się tam panie młodsze i starsze, urzędniczki, aktywistki z organizacji pozarządowych, nauczycielki i przedstawicielki wielu innych zawodów. W ramach Babkowiska odbywa się m.in. Jarmark Karpacki, na którym można zadbać o profilaktykę, potańczyć, ale też wziąć udział w zajęciach z makijażu. W 2025 roku odbyła się też debata pod hasłem "Między nami - bieszczadzkimi kobietami".
Bieszczadzka rada działa od dwóch lat. - Przez ten czas naprawdę sporo nam się udało: realizujemy projekty społeczne i kulturalne. Jednak przez to, że nie mamy umocowania prawnego, wiele rzeczy robimy wolontaryjnie, poświęcając swój czas i zaangażowanie. Jest to dla nas sporym wyzwaniem - dodaje Beata Paszkiewicz.
Rady Kobiet walczą o zmianę prawa
W Polsce w 80 radach działa ponad dwa tysiące kobiet. Są to inicjatywy, które powstają przy poszczególnych samorządach. Mają być wsparciem dla wójtów, burmistrzów, prezydentów czy właśnie starostów. Ale ciągle działają jedynie nieformalnie, bo ich działalność nie jest zapisana w ustawie. Od dwóch lat walczą, by to zmienić. Chcą, by rady kobiet były wpisane do Ustawy o samorządzie terytorialnym - podobnie jak są już w niej rady seniorów czy rady młodzieżowe.
Rady kobiet przygotowały zmiany ustawowe pod hasłem "Chcemy 5D". Cała rzecz w tym, by do ustawy wpisać właśnie artykuł 5d określający formalne funkcjonowanie rad kobiet w gminach i miastach. - Ten oddolny ruch rozwija się bardzo prężnie. Jeśli w danym samorządzie wójt, burmistrz czy prezydent miasta będzie przychylny powołaniu rady kobiet, to może ona powstać. Ale w niektórych miejscach nie ma takiej zgody. Dodanie artykułu 5d byłoby usankcjonowaniem tego, nad czym kobiety pracują od wielu lat - mówiła na jednej z konferencji prasowych Hanna Kułakowska-Michalak, zastępczyni burmistrza Piaseczna.
Rady kobiet "wyciągane" przy wyborach?
Anna Strzałkowska z prezydium Ogólnopolskiej Sieci Rad Kobiet zauważa, że rady te cieszą się szczególnym zainteresowaniem przy okazji wyborów. - Ci, którzy startują, chcą sobie z nami robić zdjęcia, opowiadają o działaniach, jakie wspólnie z nami podejmą, a już po wyborach zostajemy same sobie. Dla mnie to jest rozczarowujące - nie ukrywa. - Nierzadko jest też tak, że dziewczyny muszą podejmować jakieś fortele, by w ogóle powołać radę kobiet w samorządzie, bo wójt czy burmistrz się na to nie zgadzają - dodaje. I podkreśla, że gdyby był zapis ustawowy, nie byłoby takich problemów. Pozwoliłoby to również na ich finansowanie. Aktualnie rady działają wyłącznie pro bono, często nie mają nawet gdzie się spotykać.
Czy jest szansa na taką zmianę prawa? - Konsultacje społeczne ustawy poszły świetnie. Wpłynęło 250 głosów jednoznacznie pokazujących konieczność zmian. Ale jednocześnie odbyły się dwa spotkania Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu, które nie przyniosły rozstrzygnięcia. Po tych spotkaniach usłyszałam, że "nie ma woli politycznej". Gdy próbujemy się dowiedzieć, o co chodzi, okazuje się, że padają argumenty o... dyskryminacji mężczyzn - relacjonuje nam Anna Strzałkowska.
I gorzko dodaje: "Opadają nam ręce". - Przecież to nie jest żadna dyskryminacja, tylko tradycyjne działania wyrównawcze dla grup wymienionych w Ustawie o równym traktowaniu jako narażone na dyskryminację. Rada kobiet nie odbiera niczego żadnemu z mężczyzn, tylko działa na rzecz praw człowieka. A rady mężczyzn też już działają, i bardzo dobrze - podkreśla nasza rozmówczyni. Zapewnia, że kobiety nie przestaną zabiegać o te zmiany.
Źródło: TOK FM