Gdańsk szykuje się na antyaborcyjną pikietę. "Będziemy rozwiązywać niezwłocznie”
Gdańsk będzie reagował na każdy przypadek łamania prawa i utrudniania pracy szpitala podczas antyaborcyjnych protestów. Takie zapowiedzi płyną ze strony władz przed kolejną taką manifestacją i po orzeczeniu sądu, który nie tylko potwierdził słuszność rozwiązania przez miasto jednego z takich zgromadzeń, ale też wskazał, że lista wystarczających do tego przyczyn jest bardzo długa.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego, zdaniem sądu, miasto mogło rozwiązać jedną z demonstracji?
- O co apeluje wiceprezydent Gdańska?
Manifestacje środowisk antyaborcyjnych odbywają się przed szpitalem na Zaspie od początku roku. Ich uczestnicy kwestionują to, że w placówce wykonywane są legalne zabiegi, pokazują drastyczne zdjęcia płodów i puszczają z głośników płacz dziecka. Lekarzy nazywają mordercami. Stojąc na schodach przed wejściem do szpitala budzą strach i napięcie u pacjentów i odwiedzających ich członków rodzin.
Powodów do rozwiązania jest sporo
Do tej pory miasto zdecydowało się rozwiązać zgromadzenie tylko raz. Bezpośrednim powodem było to, że antyaborcyjna pikieta zaczęła się przemieszczać w stronę kontrmanifestacji. Organizatorzy odwołali się od tej decyzji, ale sąd ocenił, że była ona słuszna. Co więcej, stwierdził, że fakt iż do zakończenia manifestacji doszło późno, można odczytywać jako ukłon w stronę prawa do protestów. Z orzeczenia sędziego wynika, że wystarczającym powodem do rozwiązania protestu mogło już być straszenie pacjentów, utrudnienie pracy szpitala a nawet generalizująca prezentacja aborcji.
- Takie jednoznaczne prezentowanie poglądów, mam tu na myśli kwestię zabiegów aborcji, to nie jest do końca uprawnione działanie. Bo my mamy do czynienia z różnymi przypadkami, ten zabieg to nieraz jest efekt dramatycznych decyzji i dramatycznych okoliczności sprawy. W ocenie sądu nie może być zgody na to, żeby takie działanie jeszcze raz wiktymizowało ofiary na przykład pewnych przestępstw. A też takie sytuacje mają miejsce - uzasadniał swoją decyzję sędzia Michał Jank. - Tu chodzi o szpital, tu chodzi o pacjentów. Zdrowie człowieka to też jest wartość, którą konstytucja chroni.
"Niech tylko dadzą podstawę"
Wniosek płynący z sądowego orzeczenia, że manifestacja na szpitalnych schodach, z drastycznymi zdjęciami, przeraźliwymi dźwiękami, utrudniająca pracę lekarzy i strasząca pacjentów - nie powinna mieć miejsca, miasto planuje w najbliższą niedzielę uwzględnić.
- Wysyłamy swoich przedstawicieli na wszystkie zgromadzenia. Jeżeli tylko dojdzie do jakiegokolwiek łamania prawa lub uprzykrzania i uniemożliwiania prowadzenia działalności szpitala, to takie demonstracje będą rozwiązywane - zapewnia twardo wiceprezydent Gdańska Piotr Borawski. Ucieka jednak od pytania, czy najbliższa manifestacja może być rozwiązania szybciej niż ta styczniowa. - Ufam urzędnikom, którzy będą reprezentowali miasto na tych zgromadzeniach i jestem przekonany, że jeżeli tylko znajdą podstawę, że do łamania prawa dochodzi, to na pewno niezwłocznie to rozwiązanie nastąpi - dodaje samorządowiec. Przypomina też, że miasto nie może zakazać organizowania manifestacji, zgodnie z przepisami urzędnicy przyjmują jedynie fakt jej organizowania do wiadomości.
- Naprawdę jest bardzo wiele miejsc w przestrzeni publicznej, gdzie można demonstrować swoje poglądy, nikt w naszym mieście tego nie zabrania - rozkłada ręce wiceprezydent. - Natomiast uważamy, że wejście do szpitala nie jest dobrym miejscem na tego typu demonstracje ze względu na spokój pacjentów, odwiedzających rodzin i pracę personelu. Apeluję do wszystkich, żeby po prostu nie robić tego w tym miejscu.
źródło: TOK FM