Wiemy, kto się cieszy, a kto płacze po wakacjach nad Bałtykiem. Są wnioski na kolejny sezon
Wymagający i trudny dla branży turystycznej sezon wakacyjny dobiega końca. Nad polskim morzem przedsiębiorcy mają mieszane uczucia. Na brak gości narzekają prowadzący mniejsze biznesy - oddalone od dużych ośrodków. Zyski liczą za to ci, którzy byli w stanie zapewnić turystom atrakcje pod dachem.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Ze względu na pogodę - to były trudne wakacje dla przedsiębiorców nad morzem;
- W najgorszej sytuacji byli ci, którzy oferowali jedynie noclegi - nie mieli żadnych innych atrakcji;
- Mniejsze obiekty w mniejszych miejscowościach miewały okresy, w których było jedynie 50-60 proc. obłożenia;
- Branża ma pewne wnioski na przyszłe wakacje.
Kończące się wakacje były chłodniejsze niż zwykle. Deszcz dawał się we znaki turystom zwłaszcza w lipcu. Było to dla branży duże wyzwanie. Nie wszyscy przedsiębiorcy mogli liczyć na zainteresowanie. Turysta, który przez deszcz nie mógł iść na plażę, jeśli już jechał nad morze, to do obiektu, który dawał coś w zamian.
Jeśli nie plaża to może basen
- Frekwencja w obiektach noclegowych jest różna w zależności od tego, gdzie się przyłożyło ucho - mówi Łukasz Magrian, dyrektor Pomorskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej. - Obiekty w dużych miastach - jak Gdańsk i Gdynia - czy w miejscowościach z pasa nadmorskiego, które miały jakąś uzupełniającą ofertę, typu basen, spa czy sauna, cieszyły się dużą popularnością - dodaje.
- Wygrywały te miejsca, szczególnie hotele, które tę ofertę dodatkową miały i były zawsze gotowe do pokazania jej turystom - potwierdza Marta Chełkowska, szefowa Departamentu Turystyki w urzędzie marszałkowskim. - Natomiast turyści, którzy się nastawili tylko na bierny wypoczynek, mogli się czuć zawiedzeni - dodaje.
Im dalej w las, tym trudniej
Powodów do zadowolenia nie mają właściciele noclegów na uboczu albo ci, którzy oferowali niewiele więcej niż łóżko.
- Tam faktycznie zdarzało się, że było tylko 50-60 procent wypełnienia - rozkłada ręce Magrian. Wskazuje, że sytuację ratowały weekendy - zwłaszcza takie, które poprzedzały optymistyczne prognozy pogody. - Również osoby prowadzące gastronomię plażową - która w związku z pogodą była trochę poszkodowana - jasno wskazują, że wakacje były na niższych wynikach niż na przykład 2-3 lata temu - dodaje nasz rozmówca.
Do grupy liczącej zyski należą wszyscy, którzy byli alternatywą dla plaży. Nie tylko kryte hotele, ale też muzea, centra zakupowe i wszelkie atrakcje pod dachem. - Więc ten turysta się przemieszczał i nie do końca uciekał znad morza, tylko szukał alternatywnej formy spędzenia wolnego czasu - mówi Marta Chełkowska.
Rady na kolejny sezon
Eksperci wskazują, że branża musi wyciągnąć wnioski z mijających wakacji. Potrzebna jest większa elastyczność i szukanie rozwiązań na niepogodę.
Jednym z pomysłów może być chociażby uzupełnienie oferty o rowery dla gości, którzy - kiedy pogoda nie jest idealna do plażowania - mogliby eksplorować teren. Może to też być współpraca z partnerami wokół, którzy oferują różne aktywności, np. dostęp do obiektów muzealnych czy w ogóle wycieczek z przewodnikiem.
- Pojedyncze obiekty, nawet pokoje, muszą mieć tę alternatywną ofertę. Może to być nawet gra dla dzieci, cokolwiek, żeby zająć dorosłych. Wskazana jest też informacja, co się dzieje wokół - potwierdza Chełkowska, zaznaczając, że turysta nie przyjeżdża nad morze tylko z myślą o plaży, ale też o aktywności w terenie. Jest też coraz bardziej mobilny.
- Na tysiąc przyjeżdżających autostradą A1 samochodów, sto było wyposażonych w rowery. To pokazuje, że spełniamy oczekiwania i trasy rowerowe, które powstały, znajdują się w kręgu zainteresowania - nie ukrywa zadowolenia ekspertka.