Martwe dusze w gdańskich szkołach. "Skala jest duża"
15 milionów złotych - tyle udało się odzyskać miastu Gdańsk od szkół, które niewłaściwie rozliczały pobierane dotacje. Chodzi o pieniądze, które trafiały do placówek niesamorządowych, na przykład na uczniów istniejących tylko na papierze. Skala wyłudzeń jest niestety duża, ale miasto zapewnia, że kontrole są coraz skuteczniejsze.
- Według urzędników z Gdańska system finansowania szkół niesamorządowych jest skomplikowany, co stwarza ryzyko nadużyć;
- Nieprawidłowości w Gdańsku najczęściej sprowadzają się do: wyłudzania dotacji na fikcyjnych uczniów oraz finansowanie niezgodne z przepisami;
- Urzędnicy przyznają, że skala problemu jest duża.
Oświatowe wydatki Gdańska w tym roku przekraczają 2,3 mld złotych, większość tej kwoty idzie na miejską edukację, ale spora część trafia do placówek niesamorządowych - zarówno publicznych, jak i niepublicznych. W 2025 roku na ich funkcjonowanie wydano łącznie ponad 680 mln złotych. Problem w tym, że system finansowania szkół niesamorządowych jest - jak przyznają urzędnicy - skomplikowany, co stwarza ryzyko nadużyć.
Oświatowa specgrupa
Kontrolami w szkołach niesamorządowych zajmuje się w Gdańsku specjalny 20-osobowy zespół. Ujawniane przez nich nieprawidłowości można podzielić na dwie grupy: wyłudzanie dotacji na fikcyjnych uczniów oraz wydatki, które nie mogą być finansowane z pieniędzy publicznych.
- Mówimy o 299 placówkach, które korzystają zarówno z pieniędzy rządowych, samorządowych, jak i często ze środków rodziców, którzy nie zawsze mają świadomość, że ich czesne uzupełnia finansowanie z podatków - mówi wiceprezydentka Monika Chabior. - Naszym obowiązkiem jest dokładne sprawdzanie, czy te środki są wykorzystywane zgodnie z przepisami i z przeznaczeniem. Niestety, zdarzają się sytuacje rażąco nieprawidłowe, jak dopisywanie do szkół osób, które faktycznie do nich nie uczęszczają, a w skrajnych przypadkach uczniów już nieżyjących - dodaje.
Nadużyć jest sporo
Dokładnej liczby uczniów, którzy są nimi tylko na papierze i "martwych dusz", które służą wyłącznie wyłudzaniu dotacji miasto nie podaje, ale urzędnicy przyznają, że skala jest duża. - W szkołach policealnych to jest kilkaset osób nieobecnych każdego miesiąca - podaje Magdalena Goździela z wydziału edukacji.
- Trafiają się również niewłaściwe wydatki, takie jak np. karma dla psa czy wypłacanie bardzo wysokich nagród, których nie da się uzasadnić potrzebami placówki. Odnotowaliśmy też przypadki nieprawidłowego wydatkowania środków np. na język kaszubski, gdzie zamiast finansowania pracy nauczyciela opłacano wycieczki, co jest sprzeczne z ustawą - wylicza.
Zwroty idą w miliony
- Z perspektywy mieszkańców kluczowe jest to, że dzięki stałej kontroli odzyskujemy znaczące środki. W tym roku to już 15 milionów złotych, a kolejne sprawy są w toku - zapewnia Monika Chabior, zaznaczając, że to tyle, co w poprzednich dwóch latach łącznie.
- Współpracujemy również z innymi instytucjami kontrolnymi, takimi jak Krajowa Izba Izba Skarbowa czy Najwyższa Izba Kontroli, co wzmacnia skuteczność całego systemu - dodaje Damian Awieruszko, zastępca dyrektora Wydziału Edukacji. - Efekt jest wymierny, w ostatnich trzech latach odzyskaliśmy 32 miliony złotych i ta kwota rośnie, pokazując, że obrana przez nas metoda jest skuteczna - dodaje.
Do gry wchodzi też prokuratura
- W niektórych sprawach często konieczna jest droga sądowa. Konsekwentnie ją prowadzimy i odzyskujemy środki, do których miasto ma prawo. W skrajnych sytuacjach składamy także zawiadomienia do prokuratury o wyłudzeniach dotacji i część z tych postępowań kończy się wyrokami - podsumowuje urzędnik.
Urzędnicy przyznają, że szkół, które naginają finansowe zasady, nie można wpisać na czarną listę, i kontrole trzeba prowadzić nieustannie.
Źródło: TOK FM