Awantura o plan dla "Pekinu" w Gdyni. Opozycja oburzona: Miasto spełniło życzenia deweloperów
"Pekin" znajduje się na granicy Leszczynek i Grabówka, na Wzgórzu Orlicz-Dreszera, nieopodal portu. Osiedle powstało w latach międzywojennych. Zamieszkiwali je robotnicy, którzy przyjeżdżali do Gdyni z całego kraju, by budować wspomniany port. Prowizoryczne domki klecono z tego, co akurat było pod ręką, Osiedle miało być tymczasowe, ale przetrwało długie lata. Cieszyło się raczej złą sławą, zarówno ze względu na to, jak się prezentowało, jak i tego, kto w nim zamieszkiwał.
Pięć lat temu miasto przeprowadziło tam rewitalizację, polegającą w zasadzie na przesiedleniu mieszkańców 'Pekinu' w inne miejsce. Inwestować w większe remonty nie mogło, bo teren należy do prywatnego właściciela, który już kilkanaście lat temu zapowiadał, że chciałby go spieniężyć.
Ukłon w stronę dewelopera?
Na ostatnie sesji radni miasta zgodzili się na rozpoczęcie procedury zmiany planu zagospodarowania przestrzennego dla "Pekinu". Jak czytamy w komunikacie miasta, "właściciele przeważającej części tego terenu wystąpili z wnioskiem o zmianę obowiązującego miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, by umożliwić realizację zespołu zabudowy mieszkaniowo-usługowej wraz z niezbędną infrastrukturą techniczną oraz drogową".
Cała sprawa wywołała ożywioną dyskusję. Radni opozycji krytykowali miasto, że przeprowadzając rewitalizację, wykonało niski ukłon w stronę przyszłego inwestora. Podkreślali, że właściciel terenu został wyręczony w najtrudniejszym elemencie przygotowań inwestycji, czyli wyprowadzeniu mieszkańców.
- Mieliśmy olbrzymi proces wysiedlania mieszkańców z tamtego miejsca po to, żeby uchwalić konkretny plan zagospodarowania przestrzennego. A teraz prywatny właściciel będzie mógł po prostu realizować inwestycje - nie ukrywał oburzenia Marek Dudziński, radny Prawa i Sprawiedliwości. - Mamy sytuację, w której biuro planowania przestrzennego miasta Gdyni pokazuje, że tak naprawdę jest "biurem spełniania życzeń deweloperów" - zaznaczał.
- W tym kontekście rewitalizacja miała posłużyć temu, by wyczyścić grunt pod nowy plan zagospodarowania przestrzennego. Zrzuciliśmy się na to, żeby mieszkańcy się stamtąd wyprowadzili, znaleźli sobie mieszkanie na wolnym rynku po to tylko, żeby taki czy inny deweloper mógł wejść i robić biznes - mówił dalej Dudziński.
> CZYTAJ TAKŻE: Radni Gdyni zgodzili się na ostre podwyżki w komunikacji miejskiej. Bilet niemal w cenie benzyny?
Pomoc mieszkańców
Radni mającej większość Samorządności bronili decyzji miasta. - Ta sytuacja niosła bardzo duże zagrożenie, że ci ludzie zostaną bez dachu nad głową. Proces rewitalizacji pomógł im wyjść na prostą - podkreślał wiceprzewodniczący rady Jakub Ubych.
- To nie są tylko środki finansowe, dzięki którym mogli mieć wsparcie w wynajęciu mieszkania w zupełnie innych warunkach, ale i szereg szkoleń, dzięki którym mogli znaleźć inną pracę i usamodzielnić się. A zatem, jeżeli ktoś mówi, że nasze działania służyły prywatnemu inwestorowi, to mówię, że wręcz odwrotnie. To była pomoc setkom mieszkańcom Gdyni, którzy obecnie żyją w zdecydowanie lepszych warunkach - zapewniał wiceprzewodniczący.
Co otrzyma Gdynia?
Cała sprawa bulwersuje też społeczników. Przedstawiciele Stowarzyszenia Miasto Wspólne pytali, co z tego będzie miała Gdynia i w jakim stopniu deweloper zaangażuje się w organizację towarzyszącej osiedlu miejskiej infrastruktury.