,
Obserwuj
Pomorskie

"Do tych budek lepiej się nie zbliżać". Leśnicy z Gdańska próbują przywrócić dziką pszczołę

3 min. czytania
14.06.2023 09:41
Na Pomorzu leśnicy przywracają naturze dziki gatunek pszczoły, który został wyparty przez rasy hodowlane. - Projekt jest absolutnie pionierski! Tak naprawdę kręci się wokół jednego pasjonata, który pracuje u nas w Nadleśnictwie Gdańsk, zajmuje się pszczołą środkowoeuropejską i zupełnie się na tym zafiksował - słyszymy.
|
|
fot. Piotr Hejke / Agencja Wyborcza.pl

Według danych Parlamentu Europejskiego 84 proc. roślin uprawnych i 78 proc. rosnących dziko jest zależnych od zapylaczy. Chodzi tu zarówno o pszczoły i trzmiele, ale też motyle, chrząszcze czy osy. Liczebność tych owadów od lat spada. Odpowiedzialne są za to w dużej mierze działania człowieka, zwłaszcza zanieczyszczanie środowiska, intensyfikacja rolnictwa i stosowanie pestycydów, a także rozwój stref zurbanizowanych.

Jedną z ofiar działalności człowieka została pszczoła środkowoeuropejska, którą leśnicy próbują teraz przywrócić na Pomorzu.

- To rasa rodzima. Od lat '70 zmniejszała swoją populację. Została wyparta przez tak zwane rasy hodowlane i jest w zaniku - mówi Łukasz Plonus z Nadleśnictwa Gdańsk. - Jeżeli wyginie całkowicie, no to tracimy kolejny podgatunek, kolejną rasę, która niestety zginęła za sprawą człowieka - rozkłada ręce.

Pionierski projekt

Lasy Państwowe już od dłuższego czasu zajmują się powrotem bartnictwa do polskich lasów. Proponują zainteresowanym warsztaty związane z przywracaniem tej tradycji. Projekt realizowany w lasach Trójmiasta ma jednak unikatowy charakter. - Jest absolutnie pionierski i tak naprawdę kręci się wokół jednego pasjonata, który pracuje u nas w nadleśnictwie Gdańsk. Zajmuje się pszczołą środkowoeuropejską od samego początku. Zupełnie się na tym zafiksował - uśmiecha się nasz rozmówca.

Jak to działa? Jak opowiada dalej Plonus, w Nadleśnictwie Gdańsk jest coś, co nazywa się "pasieką zachowawczą". - To pasieka w samym środku lasu. Tam hodujemy pszczoły rasy środkowoeuropejskiej. Wokół tej pasieki, w odpowiednim buforze, nie ma żadnych innych pszczół, żadnej innej rasy. Dzięki temu one się nie krzyżują, więc cały czas jest to ten sam podgatunek pszczoły - wyjaśnia przedstawiciel Nadleśnictwa.

Najpierw do budki, potem do dziupli

Gdy pszczela rodzina jest gotowa, trafia w inny rejon lasu - do specjalnych budek. I tam zaczyna żyć własnym życiem.

- To specjalnie zaprojektowane budki pszczele, które są zawieszone na drzewach, mniej więcej na wysokości czterech metrów. Są dość spore, drewniane, w całości wykonane z biodegradowalnych elementów - opisuje leśnik. - I od tego momentu te pszczoły powinny żyć już same. Czyli same dla siebie zbierają miód, nikt im tego miodu nie zabiera, mają sobie po prostu poradzić i przezimować. Później mają przechodzić dalej, zasiedlać dziuple, zasiedlać jakieś drobne szczeliny i ta populacja ma się ma się zwiększać - opowiada.

Kilkanaście rodzin już żyje

Budki dzikich pszczół można zauważyć w trzech lokalizacjach na terenie Nadleśnictwa Gdańsk, po sześć budek w jednym miejscu.

- Przywróciliśmy na pewno kilkanaście do kilkudziesięciu rodzin - nie ukrywa zadowolenia Plonus. - Nie jesteśmy tego do końca pewni, ponieważ weszliśmy w taki moment, w którym ekspansja tych pszczół jest już nie do skontrolowania - mówi.

I zachęca: "Jeżeli ktokolwiek spotkał w lasach takie budki, to można się uśmiechać do pszczół tam żyjących". Przyznaje jednak, że do budek lepiej się nie zbliżać, bo pszczoły są mniej przyjazne niż spotykane w okolicy pasiek. - Mają "pazur" i są bardziej zadziorne niż rasy hodowlane, potrafią użądlić - przestrzega nasz rozmówca.

Dzika ale wyjątkowa?

Pszczoła środkowoeuropejska może przyczynić się do zmniejszenia problemu z brakiem zapylaczy w lasach.

- Może ona być bardziej odporna na niektóre choroby związane dzisiaj z pszczołami. Staramy się to testować i sprawdzać, czy przypadkiem właśnie nie będzie to jakaś odpowiedź na choroby, które dzisiaj dręczą pasieki - podsumowuje Plonus.