Komunikacja w Gdyni stanie jeszcze przed świętami? Rozpoczęło się odliczanie
O podniesienie pensji kierowcy z Gdyni walczą od dawna. Ich żądania nasiliły się, gdy nowe władze zaczęły konstruować nowy miejski budżet. Z końcem listopada minął termin ultimatum postawionego pracodawcom przez związkowców.
- Rozmowy się zakończyły niczym. Jesteśmy z pracodawcami w sporze zbiorowym - rozkładał ręce szef związkowców Stanisław Taube. - Dosyć lekceważenia pracowników kierowców gdyńskiej komunikacji miejskiej. Żądamy szybkiego 'okrągłego stołu' ze związkami zawodowymi i zrealizowania postulatów. Nie wykluczamy, że w połowie grudnia autobusy i trolejbusy nie wyjadą na ulice. To będzie forma dwugodzinnego strajku ostrzegawczego - podał związkowiec, dodając, że wcześniej pojazdy i siedziby spółek komunikacji miejskiej zostaną oflagowane.
"Czas pokazać z pozycji siły"
Związkowcy nie ukrywają, że ich cierpliwość się kończy. Jak tłumaczyli, nowa władza miała czas, by przeanalizować sytuację i do najważniejszych problemów wrócić.
- Przez parę miesięcy radni i kolegium prezydenta zajmowali się sobą. Czas najwyższy, żeby zajęli się komunikacją miejską i żeby z nami, przedstawicielami pracowników komunikacji miejskiej, się spotkali. Komunikacja miejska, pracownicy i kierowcy zasługują na szacunek, na wynagrodzenia wyższe, bo płaca za tą ciężką i codzienną pracę jest bardzo niska - przekonywał dalej Taube.
Etui, grill i premie. Efekty audytu w miejskich spółkach w Gdyni wprawiają w osłupienie
Obietnice padły przed wyborami
Związkowiec podał, że kierowcy liczą na podwyżkę w kwocie 6 zł do stawki godzinowej, czyli około 1000 zł do pensji. Jak podkreślił, te postulaty nie są nowe, bo pracownicy powtarzają je od kilku miesięcy.
- Pracownicy czekają, czekają i nie mogą się doczekać - kręcił głową Tomasz Migdał, wiceprzewodniczący związków zawodowych w PKA Gdynia. - Przed wyborami nowa władza obiecała nam podwyżki. Obiecała, że zajmą się naszymi postulatami. Niestety, jak na tę chwilę, nic nie zwiastuje, żeby było lepiej - stwierdził gorzko związkowiec. I dodał, że niewielkie pensje w połączeniu z dużą odpowiedzialnością kierowcy za pojazd i pasażerów sprawiają, że młodzi kierowcy nie garną się do pracy. - Nikt nie chce pracować w godzinach nocnych czy bardzo wczesnych za takie pieniądze - nadmieniał.
ZKM na to: "Spokojnie..."
Czy kierowcy mogą liczyć na 1000 złotych podwyżki?
- Wydaje mi się że... nie - przyznaje szczerze szef ZKM Hubert Kołodziejski. - Wiadomo, że oferta wstępna to jest raczej taka lista życzeń. Jest pewien proces negocjacji, rozmowy trwają i wydaje się, że jest szansa na to, żeby jednak osiągnąć kompromis - dodał.
Na groźby dotyczące strajku ostrzegawczego, szef ZKM reaguje równie spokojnie.
- No oczywiście każda przerwa w funkcjonowaniu komunikacji miejskiej nas niepokoi, ale myślę, że to są na razie zapowiedzi - przyznaje Kołodziejski. - Wydaje mi się, że można być optymistą i myślę, że do takich sytuacji nie dojdzie - dodaje.
Oznacza to, że pracownicy komunikacji miejskiej mogą się spodziewać podwyżek, ale czy w wysokości, która związkowców zadowoli, okaże po zakończeniu prac nad budżetem miasta.