Fragment ulicy zamknięty z miłości... do żab. "Wspaniałe, że mieszkańcy są coraz bardziej wyrozumiali"
- Rozpoczyna się sezon godowy płazów i migracje w poszukiwaniu miejsca na złożenie skrzeku;
- W dużych miastach jest to dla nich niemałe wyzwanie;
- Płazy giną pod kołami samochodów. 'Na ulicy Na szańcach, w zeszłym roku, jeden z naszych herpetologów naliczył około 900 martwych żab, a to był tylko jeden wieczór' - mówi nam działaczka Natalia Grzymała;
- W Gdańsku organizowana jest akcja, która ma uchronić żaby i ropuchy przed śmiercią;
- Na jednej z ulic stanął nawet zakaz wjazdu.
Płazy są w Polsce objęte ochroną gatunkową. Mimo to ich populacje są zagrożone, zwłaszcza podczas wiosennych migracji. Gdy budzą się z zimowego snu, wyruszają do najbliższych zbiorników wodnych, aby złożyć skrzek. Niestety - na terenach zurbanizowanych staje się to dla nich coraz większym wyzwaniem.
Masowa śmierć pod kołami
- Wraz z rozwojem inwestycyjnym miast i również w związku ze zmianami klimatu płazy stały się jedną z najbardziej zagrożonych grup kręgowców. Ich siedliska są coraz bardziej poszatkowane, a trasy migracyjne poprzerywane - mówi Natalia Grzymała ze stowarzyszenia MiastoRelacje. - Dlatego to jest takie ważne, żeby w momencie, kiedy zaczynają się ich wędrówki rozrodcze, trochę im w tym pomóc - dodaje.
Jak wielkim problemem dla płazów są miejskie ulice, świadczyć może liczba przejechanych zwierząt w ciągu każdego wiosennego dnia. - Na ulicy Na szańcach, w zeszłym roku, jeden z naszych herpetologów naliczył około 900 martwych żab, a to był tylko jeden wieczór - rozkłada ręce Grzymała.
Płotki, wiadra i wolontariusze
Żeby pomóc płazom przeżyć okres godowy, gdański samorząd finansuje prowadzony przez Fundację MiastoRelacje projekt 'Chronimy płazy Gdańska'. W miejscach, gdzie szlaki migracyjne płazów przecinają się z ulicami, stanęły długie płotki.
- Wzdłuż tych płotków wkopuje się wiaderka i taka ropucha czy żaba - zamiast wejść na drogę - wpada do pułapki - tłumaczy Natalia Grzymała. - Ta pułapka przynajmniej dwa razy dziennie jest opróżniona przez naszych liderów i wolontariuszy, a płazy przenoszone są na drugą stronę drogi - zwykle tam, gdzie jest jakiś ciek albo oczko wodne. Tam robią swoją 'rozrodczą robotę' i po około dwóch tygodniach wracają - dodaje koordynatorka akcji, podkreślając, że niektóre gatunki na stałe żyją na lądzie i wody potrzebują tylko do rozmnażania. By znaleźć odpowiednie miejsce, te malutkie zwierzęta potrafią pokonać nawet dwa-trzy kilometry.
Zakaz wjazdu, żaby idą
Szczególnym przykładem troski o los płazów jest ulica Michałowskiego. Tam - zamiast płotków i wiaderek - stanął zakaz wjazdu.
- Fragment tej ulicy od piątku 14 marca od godz. 17 będzie wyłączony z ruchu pojazdów - informuje Patryk Rosiński z Zarządu Dróg i Zieleni. - Do maja nieprzejezdny będzie odcinek od skrzyżowania z ul. Norblina do budynku przy ul. Michałowskiego 29. Dojazd dla wszystkich służb będzie zapewniony - dopowiada urzędnik. Prywatne auta mają jeździć objazdami.
Szacowany termin przywrócenia stałej organizacji ruchu to 4 maja. - Możliwe jest wcześniejsze otwarcie ulicy w zależności od przebiegu migracji płazów, co jest uzależnione od warunków atmosferycznych - zaznacza Rosiński.
Albo żaby, albo komary
- Wspaniałe jest to, że mieszkańcy są coraz bardziej wyrozumiali - nie ukrywa satysfakcji Grzymała. I przyznaje, że możliwość zamknięcia drogi w interesie płazów wynika z tego, że leży ona na skraju miasta i łatwo da się tam zmienić organizację ruchu.
- Mieszkańcy Gdańska mają coraz wyższą świadomość ekologiczną, ekosystemową, że ta dzika przyroda jest bardzo ważnym i nieodłącznym elementem życia miasta - cieszy się nasza rozmówczyni. I podkreśla, że płazy odgrywają kluczową rolę w ekosystemie. Żywią się owadami, w tym komarami, stonką, chrząszczami i ślimakami, co czyni je naturalnymi wrogami wielu szkodników.