,
Obserwuj
Pomorskie

"Kiepsko, wie pan... Wszędzie tłumy". Tak wygląda życie w Sopocie w środku sezonu

4 min. czytania
05.07.2025 06:50
- Kiepsko, wie pan... Wszędzie są tłumy, po prostu. Tak jak pielgrzymki, dosłownie. Na ulicy Monte Cassino nie można się przecisnąć - mówi jedna ze starszych mieszkanek Sopotu, pytana o sytuację w mieście w czasie wakacji.
|
|
fot. JAN RUSEK
  • Życie w kurorcie w czasie sezonu turystycznego bywa sporym wyzwaniem;
  • Mieszkańcy muszą mierzyć się z szeregiem problemów - od tłumów na ulicach czy w sklepach po nocne hałasy i brak miejsc do zaparkowania;
  • Samorządy próbują z tym walczyć, apelując do turystów, by przestrzegali urlopowego savoir-vivre. Jednym z przykładów jest kampania 'Turysto, szanuj Sopot'.

 

Sopot jest uznawany za letnią stolicę Polski. Do tego trzydziestotysięcznego miasteczka przyjeżdża rocznie milion turystów, zdecydowana większość w sezonie letnim. To generuje szereg problemów dla mieszkańców, którzy muszą w tej wakacyjnej, kurortowej atmosferze funkcjonować.

Wszędzie tłumy

- Kiepsko, wie pan... Wszędzie są tłumy, po prostu. Tak jak pielgrzymki, dosłownie. Na ulicy Monte Cassino nie można się przecisnąć - mówi jedna ze starszych mieszkanek Sopotu, pytana o sytuację w mieście w czasie wakacji.

W tym samym duchu odpowiada młody, idący z siatką zakupów mężczyzna. - Latem to ja wolę nie wychodzić z domu. Każdy mieszkaniec Sopotu, jak musi pójść gdzieś na Dolny Sopot, to omija Monciak, przez tłumy turystów oczywiście. To jest jakaś paranoja. Dwa razy dłużej się idzie - nie ukrywa irytacji.

Mieszane uczucie ma sopocki przedsiębiorca. - Ja akurat mam na Monte Cassino sklep, więc w zasadzie żyję z tych turystów - przyznaje. Ale mówi, że rozumie starsze osoby, które "podchodzą do tego trochę inaczej". Przekonuje jednak, że na tłumy są sposoby. - Jeżeli ktoś zna Sopot, to można tak chodzić, żeby tych turystów nie drażnić i siebie nie drażnić - twierdzi.

Brak miejsca dla samochodów

Dużym problemem jest też kwestia parkowania. - Teraz to jest porażka - kręci głową sopocianin. I wkurza się, że "wjechać ani wyjechać się nie da", bo turyści "blokują wszystko".

Ten kłopot w pierwszej kolejności wymieniają też służby. Sopockie ulice są często wąskie, aut są tysiące i nie ma jak ich pomieścić. - Najczęstsze problemy to blokowanie bram wyjazdowych, garaży, blokowanie chodników, zmuszanie pieszych do poruszania się jezdnią - wylicza Tomasz Dusza, komendant Straży Miejskiej w Sopocie.

Opowiada, że turyści potrafią bezwzględnie wykorzystać fakt, że mandat za pozostawienie samochodu w miejscu niedozwolonym od lat wynosi ledwie 100 zł. - Postulowaliśmy wielokrotnie, aby ta kwota się zwiększyła, ponieważ dzisiaj 100 zł ma znacznie mniejszą wartość niż kiedyś. Zdarzało się, że niektórzy specjalnie parkowali za zakazem zatrzymywania, ponieważ na parkingu płatnym taki postój kosztuje 150 zł, a z mandatem tylko 100 zł - wskazuje Dusza.

I poleca parking miejski przy Ergo Arenie. - Można tam bezpłatnie zostawić samochód i za pomocą elektrycznego busa dojechać do centrum miasta czy przejść się promenadą nadmorską - zachęca.

Sopot otwiera sezon. Ile stopni ma woda na pierwszym otwartym kąpielisku?

Nocny hałas

Ceną za popularność kurortu takiego jak Sopot jest też brak spokoju. Urlopowicze na wyjeździe pozwalają sobie na znacznie więcej niż w domu. - Ludzie przyjeżdżają na wczasy, mają wolne, ale zapominają, że sąsiad, który mieszka obok, rano musi wstać o szóstej do roboty. I do nich to nie dociera. Oni się bawią, puszczą sobie muzykę, a człowiek spać nie może - mówi jeden z mieszkańcom Sopotu.

- Nieraz zdarza się, że o godzinie czwartej rano z dziesięć osób idzie i hałasują tak, że balkon muszę zamykać. Są rozbawieni, wiadomo - wracają z imprezy. Ale mogliby pomyśleć o innych - wtóruje mu kolejny sopocianin.

Drożyzna

Mieszkańcy kurortów skazani są też na ceny wyskalowane na turystów. Pytani przez TOK FM mieszkańcy wskazują jednoznacznie: "Jest drogo i wymusza to ten tłum, który zapłaci każde pieniądze".

- Wiadomo, Sopot na tym zarabia, tyle że ceny są takie same i dla turystów, i dla mieszkańców. Więc na spacer z dziećmi raczej nie chodzimy do centrum. Zbyt dobrze, wiemy ile kosztują tam gofry - kręci głową jedna z pań.

Z psem na plażę? Sopot zmienia przepisy

Samorząd próbuje reagować

Do części "uroków" kurortowego życia lokalsi muszą się przyzwyczaić, na część sposobu szukają urzędnicy, którzy kolejny rok organizują kampanię pod hasłem: "Turysto, szanuj Sopot". - To jest akcja, w której staramy się przypomnieć wszystkim odwiedzającym nasze miasto, a także czasami i mieszkańcom, o podstawowych zasadach bycia razem - mówi Marek Niziołek z Urzędu Miasta.

Jak dodaje, chodzi o to, by szanować spokój sąsiadów w miejscach, w których się wynajmuje nocleg, by szanować ciszę nocną, nie pić alkoholu w przestrzeni publicznej czy na plaży. - Apelujemy o korzystanie z publicznych toalet i o to, by śmieci wyrzucać do koszy - wylicza urzędnik. Zwraca też uwagę na wspomniane już parkowanie - podkreśla, że to ważne, by zostawiać auta w miejscach wyznaczonych lub na EkoParkingu przy Ergo Arenie.

- I jeszcze jedna ważna zasada: w stroju kąpielowym [chodzimy] wyłącznie na plaży. Do miasta, zwłaszcza do restauracji, koniecznie w jakimś wierzchnim ubraniu - dodaje nasz rozmówca, przypominając akcję "Stop golasom na ulicy". Centrum kurortu od plaży oddzielają tylko wydmy i deptak, więc bardzo często turyści pojawiali się w sklepach czy lokalach w bardzo skąpych strojach. Teraz - w ramach kampanii - w wielu restauracjach klienci w samych kąpielówkach nie będą obsługiwani.

Kurort z turystów żyje

Zarówno urzędnicy, jak i mieszkańcy mają świadomość, że kurort potrzebuje turystów, nawet jeśli bywają kłopotliwi. Właściwie wszyscy nasi rozmówcy - zaraz po wytknięciu wszystkich niedogodności - wskazują, że życie wśród turystów jest możliwe, a czasem nawet całkiem miłe.

- To jest cały urok Sopotu, turyści są nam potrzebni - mówi wprost jedna ze starszych mieszkanek. - My z tego żyjemy, miasto z tego żyje. To jest uciążliwe, ale jest i fajne, tak bym to określiła - uśmiecha się.

- Jak się żyje w kurorcie, to niestety trzeba się do pewnych rzeczy przyzwyczaić. Jeśli ktoś chce mieć ciszę, spokój i śpiewające ptaszki, to musi się wyprowadzić na wieś. Nikt tu na siłę nie mieszka - przekonuje kolejna sopocianka.