,
Obserwuj
Polska

"Teoria, której nie ma w oficjalnych dokumentach". To pociągnęło "Heweliusza" na dno?

4 min. czytania
27.12.2025 16:34

Pewnie nie poznamy odpowiedzi na to pytanie - stwierdził wprost w TOK FM Adam Zadworny, autor książki "Heweliusz. Tajemnica katastrofy na Bałtyku" pytany o to, co przesądziło o zatonięciu promu "Jan Heweliusz". Jak podkreślił, na tragedię sprzed ponad 30 lat złożył się splot wielu czynników, w tym huraganowy sztorm, wady konstrukcyjne i decyzje podjęte na morzu. Dziennikarz zwrócił również uwagę na "teorię dwóch fajek". 

fot. Facebook/Netflix
  • Mimo upływu ponad 30 lat przyczyny katastrofy promu "Jan Heweliusz" pozostają nie w pełni wyjaśnione i do dziś budzą duże emocje;
  • O szeregu przyczyn, które mogły doprowadzić do zatonięcia statku, mówił w TOK FM Adam Zadworny, autor książki "Heweliusz. Tajemnica katastrofy na Bałtyku";
  • Wśród różnych teorii wskazał na tę, "której nie ma w oficjalnych dokumentach".

Prom "Jan Heweliusz" zatonął 14 stycznia 1993 roku na Bałtyku, w drodze ze Świnoujścia do szwedzkiego Ystad, podczas gwałtownego sztormu. Jednostka przewróciła się i zatonęła w rejonie niemieckiej Rugii. Za sprawą reportażu Adama Zadwornego "Heweliusz. Tajemnica katastrofy na Bałtyku" w tym roku do oficjalnej listy ofiar po raz pierwszy dopisano 56. osobę - Sylvię Eichert, 17-letnią córkę jednego z austriackich kierowców. Ocalało tylko kilka osób, które mogły opowiedzieć o tamtej nocy. To jedna z największych katastrof morskich w powojennej historii polskiej żeglugi.

- Jak w każdej wielkiej katastrofie, moim zdaniem złożyło się na nią wiele czynników. Nie byłoby jej bez huraganu Junior, który nadciągnął nad południowy Bałtyk znad Wysp Brytyjskich, a którego żadna prognoza nie przewidziała - powiedział Zadworny w rozmowie z TOK FM.

"Z każdą minutą było coraz gorzej"

W noc tragedii na Bałtyku wiało o sile 12 w skali Beauforta, czyli około 160 kilometrów na godzinę. Jak zauważył autor książki i dziennikarz, w takiej sytuacji najlepszą decyzją byłoby "uciec i gdzieś się schować". Zaznaczył, że prom "Mikołaj Kopernik", który płynął wtedy w odwrotnym kierunku, ostrzegał załogę "Heweliusza", żeby nie wypływać za przylądek Arkona (w północnej części Rugii - red.). - Ale oni kontynuowali rejs. Właściwie nie wiadomo, dlaczego tak zrobili. Jest wokół tego pewna tajemnica - stwierdził Adam Zadworny. - Trzeci oficer, który przeżył, niewątpliwie nie mówił całej prawdy. Jego zeznania przypominają rozrzucone puzzle, które ktoś musi ułożyć, żeby powstał obraz katastrofy - dodał.

Kolejnym ważnym momentem w sekwencji zdarzeń prowadzących do zatonięcia było zmniejszenie prędkości statku. - Wiemy na pewno, że oni całkowicie stracili nad nim panowanie. Dosłownie "tańczyli" w objęciach huraganu. Wtedy kapitan podjął desperacką próbę ratunku. Użył sterów strumieniowych, które służą tylko do precyzyjnych manewrów w porcie - zwrócił uwagę autor reportażu. - Uznał, że to jedyna szansa, ale to ich spowolniło i sprawiło, że stracili sterowność całkowicie. Z każdą minutą było coraz gorzej - zaznaczył Zadworny. 

Gość TOK FM wskazał też na "piętę achillesową" promu - system antyprzechyłowy odpowiadający za stabilizację. - Można było go używać tylko w porcie, ale marynarze, żeby ułatwić sobie pracę, korzystali z niego też na pełnym morzu, co było bardzo niebezpieczne - powiedział.

"Teoria dwóch fajek"

Autor książki wskazał przy tym o "teorię dwóch fajek, której nie ma w oficjalnych dokumentach". Jak tłumaczył, na promie znajdowały się dwa wielkie zbiorniki balastowe po obu burtach, połączone rurociągiem z zaworem. W normalnych warunkach, aby zapewnić bezpieczeństwo, zawór powinien być szczelnie zamknięty. Jeśli jednak pozostawał otwarty, w momencie silnego przechyłu woda mogła gwałtownie przelać się do jednego zbiornika, jeszcze bardziej pogłębiając przechył i prowadząc do utraty stateczności statku.

Według Zadwornego "ludzie, którzy pływali na 'Heweliuszu', twierdzą, że istniała zmowa wąskiej części załogi, polegająca na tym, że oni nie zamykali zaworu, bo im się nie chciało". Jak dodał, wymagało to żmudnej czynności - "przekręcenia wielkim pokrętłem 80 razy". - Zejście na dół, zakręcenie i powrót trwało mniej więcej tyle, co wypalenie dwóch papierosów - powiedział. - Jeżeli w ostatnim rejsie ten zawór nie był zakręcony, woda mogła się przelać i dobić statek - zaznaczył.

- Na jednym ze spotkań autorskich po premierze mojej książki podszedł do mnie kapitan, obecnie ławnik Izby Morskiej w Gdyni, i powiedział, że jego zdaniem ta teoria jest słuszna - dodał dziennikarz.

Redakcja poleca

"Nerwowo wykańczał człowieka"

Gość TOK FM zwrócił uwagę, że pierwsze przyczyny zatonięcia mogły pojawić się dużo wcześniej. Wskazał w tym kontekście na wady konstrukcyjne i "balast obciążeń, jakim były wypadki promu w przeszłości". Przypomniał, że zaledwie trzy tygodnie po wypłynięciu w pierwszy rejs statek uderzył w nabrzeże w Ystad, "co zapoczątkowało całą serię awarii".

Do tego dochodzą wady konstrukcyjne. - Trzy lata po tym, jak powstał "Mikołaj Kopernik", armator zamówił bliźniaczy prom, czyli "Jana Heweliusza", ale to nie był do końca bliźniak. Polskie Linie Oceaniczne zażyczyły sobie więcej kabin dla pasażerów, czyli głównie dla kierowców ciężarówek. Statek był wyższy, co spowodowało kłopoty ze statecznością - powiedział. Adam Zadworny. Jak wspominał jeden z kapitanów, z którym rozmawiał, ten prom "on nerwowo wykańczał człowieka".

Sprawdź, czy wiesz, co ważnego wydarzyło się w ostatnich dniach. Tylko najbardziej zorientowani udzielą więcej niż 8 dobrych odpowiedzi...

Quiz: Myślisz, że jesteś na bieżąco? Sprawdź się w quizie o najważniejszych wydarzeniach z ostatniego tygodnia!

1/10 Na początku coś prostego. W PiS-ie odbyły się w tym tygodniu dwie Wigilie. Kto pojawił się na spotkaniu u Mateusza Morawieckiego?

Źródło: TOK FM, fot. Facebook/Netflix