"Heweliusz" przebije fenomen "Wielkiej wody"? "To było realizacyjnie większe wyzwanie"
Historia Heweliusza wcale nie jest dobrze zapamiętana - stwierdziła w TOK FM Anna Kępińska, producentka serialu "Heweliusz". Scenarzysta Kasper Bajon dodał, że to opowieść również o konflikcie klasowym. Nowa propozycja w reżyserii Jana Holoubka dziś trafiła do streamingu.
Z tego artykułu dowiesz się:
- O czym opowiada serial "Heweliusz"?
- Co było największym wyzwaniem w jego realizacji?
- Co "Heweliusz" mówi o Polsce lat 90-tych i jej przemianach?
Twórcy serialu "Heweliusz" opowiedzieli w "Kulturze osobistej" w TOK FM o inspiracji prawdziwą historią zatonięcia promu "Jan Heweliusz" na Morzu Bałtyckim w 1993 roku. Pięcioodcinkowy serial katastroficzny jest dostępny na Netflixie od 5 listopada. Producentka Anna Kępińska i scenarzysta Kasper Bajon spotkali się wcześniej m.in. na planie "Wielkiej wody". Jak przyznali, "Heweliusz" to produkcja ze znacznie większym rozmachem.
Dlaczego w ogóle twórcy sięgnęli po temat katastrofy Heweliusza? - Chcieliśmy bez sensacji opowiedzieć zdarzenia, które nas poruszyły i poruszają do dzisiaj - wytłumaczył scenarzysta Kasper Bajon w rozmowie z Martą Perchuć-Burzyńską. Jak dodała Anna Kępińska, historia Heweliusza wcale nie jest dobrze zapamiętana.
- Serial powstał z innego spojrzenia na lata 90-te. One są bardzo nieopowiedziane w Polsce - stwierdził Bajon, dodając, że w "Heweliuszu" udało się pomieścić wiele interesujących scenarzystę wątków: niesprawiedliwości i trudnej transformacji. - Duże przemiany zawsze wykluczają pewne grupy - podkreślił gość TOK FM. I przyznał, że choć nie pisał scenariusza z taką myślą, to jest to opowieść również o konflikcie klasowym.
Jak zaznaczył Kasper Bajon, ta historia dotyczy osób, które nadal żyją, przez co inaczej podchodził do pisania scenariusza i "więcej od siebie wymagał". - Trzeba z tymi osobami nawiązać pewną relację, być bardzo ostrożnym, ale też nie dać się zmanipulować. Trzeba pozostawać uczciwym względem siebie i względem tego, jak się widzi historię - opisał scenarzysta.
- Dla nas istotne było pokazanie kontrastu osobistej tragedii z bezduszną państwową machiną. Polska w pewnym sensie jest państwem, które składa się z katastrof - stwierdził Bajon w TOK FM. - Mam wrażenie, że w Polsce często obarcza się winą te najsłabsze jednostki i najniższe czynniki. Zapomina się o tym, że systemowo zmierzamy do katastrofy - skomentował scenarzysta "Heweliusza".
"Heweliusz" na Netflixie. Wyzwanie większe niż "Wielka woda"
Anna Kępińska przyznała, że "Heweliusz" był realizacyjnie większym wyzwaniem niż "Wielka woda". Sceny sztormu na morzu były kręcone nie tylko na otwartym basenie w Brukseli. - Zdjęcia katastroficzne były kręcone w paru miejscach. Na początku na prawdziwym morzu, na prawdziwym promie. To też były bardzo trudne zdjęcia, bo działy się w styczniu - wspominała rozmówczyni Marty Perchuć-Burzyńskiej.
Producentka opowiedziała, jak wyglądało filmowanie scen katastrofy w hali w Warszawie. - W fantastyczny sposób został wymyślony koncept powieszenia 18-metrowego mostku na dźwigu. To dało możliwość przechyłów, ruszania, lania wody - wyjaśniła Anna Kępińska. I zaznaczyła, że wiele scen było niebezpiecznych, ale aktorzy prawie rok przygotowywali się do zdjęć i byli przygotowywani również przez kaskaderów.
"Heweliusz" od 5 listopada jest dostępny na platformie Netflix. Polski serial będą mogli zobaczyć widzowie w 190 krajach.
Źródło: TOK FM