Akt agresji Rosji wobec Ukrainy? Pełczyńska-Nałęcz: Rola Polski jest nieodzowna. Prezydent powinien zareagować

- To coś więcej niż kolejny incydent. Polski prezydent powinien skontaktować się z przywódcami Niemiec i Francji - tak o zajęciu trzech ukraińskich okrętów przez rosyjskie siły specjalne na Morzu Azowskim mówiła w "Poranku" Radia TOK FM była wiceminister spraw zagranicznych i ambasador Polski w Moskwie Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz.

Prenumerata cyfrowa TOK FM i Wyborcza.pl - pierwszy taki dwupak! Do kupienia prosto i wygodnie, a do tego 50% taniej.  Sprawdź szczegóły >>>

Od jutra w dziesięciu ukraińskich obwodach zacznie obowiązywać stan wojenny. Prezydencki dekret w tej sprawie zaakceptowali wczoraj ukraińscy deputowani. Decyzja ma związek z niedzielnymi wydarzeniami w Cieśninie Kerczeńskiej łączącej Morze Czarne z Morzem Azowskim. To tam Rosjanie zajęli trzy ukraińskie okręty i zatrzymali 23 marynarzy.

Zdaniem byłej wiceminister MSZ wydarzenia te nie są tylko "kolejnym incydentem" w pięcioletnim konflikcie ukraińsko-rosyjskim.

- To jest zdecydowanie coś więcej. Rosja próbuje zwiększyć swój stan posiadania. Jest to ewidentny akt agresji. Jest aresztowanie ponad 20 zupełnie niewinnych osób, w tym kilku rannych. Poza tym zatrzymanie statku przez stronę rosyjską jest pogwałceniem kolejnej umowy, która została zawarta pomiędzy Rosją a Ukrainą. Umowy o tym, jak mają funkcjonować statki w Cieśninie Kerczeńskiej. To jest nowa jakość - przyznała Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz.

Jak mówi, w ten sposób Rosja testuje, na co może sobie pozwolić. 

- Rosja patrzy, czy ta Europa, umęczona kryzysami, rozwodami wewnętrznymi, z osłabioną Merkel i skłócona z Trumpem, nie zacznie po pięciu latach myśleć w ten sposób: skoro już Krym, to może jeszcze wody, skoro już wody, to może jeszcze Mariupol - komentuje.

Konflikt z perspektywy Polski 

Według byłej ambasador konflikt wokół Morza Azowskiego jest dla polskiego rządu poważnym wyzwaniem w wymiarze bezpieczeństwa. Dlatego polski prezydent powinien natychmiast zareagować. 

- Z naszego punktu widzenia im ostrzejsza reakcja, tym lepsza. Tu jest naprawdę ogromne pole działania dla rządu polskiego. Bo kto jak nie Polska? Wielka Brytania, która była proukraińska i antyrosyjska, zajmuje się rozwodem. Merkel, która zajmowała się tymi sprawami, zajmuje się teraz swoją słabnącą pozycją w Niemczech - wymieniała Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, podkreślając, że rola Polski w tej sprawie jest nieodzowna.

- Polscy przywódcy powinni dzisiaj obdzwaniać najważniejszych przywódców europejskich, w tym Merkel i Macrona, którzy zaproponowali ewentualną misję mediacyjną na Ukrainie. Polska nie musi i prawdopodobnie nie może z różnych względów uczestniczyć w tej misji, ale polski prezydent powinien dzwonić dzisiaj do przywódców Niemiec i Francji i o tych sprawach rozmawiać. Jeśli my tego nie zrobimy, to Włosi i Hiszpanie nie zrobią tego za nas, bo to nie jest w ich interesie - podkreśliła ekspertka.  

DOSTĘP PREMIUM