"Dla mnie to pokaz siły". Rozmawiamy z prawnikiem aresztowanego za napisy na kościele

- Nie spotkałem się nigdy wcześniej, aby organy postępowania w takiej sprawie zareagowały tak ostro (...) Dla mnie to pokaz siły - mówi TOK FM mecenas Bartosz Obrębski, pełnomocnik mężczyzny podejrzanego o namalowanie sprayem napisów na Kościele św. Krzyża w Warszawie.
Zobacz wideo

Na trzy miesiące trafił do aresztu mężczyzna, który jest podejrzany o namalowanie sprayem napisów na Kościele św. Krzyża w Warszawie. Sąd zastosował areszt m.in. ze względu na obawę matactwa i na to, że podejrzany nie przyznaje się do winy i odmówił składania wyjaśnień.

TOK FM: Panie mecenasie, prokuratura postawiła pana klientowi zarzut z Ustawy o ochronie zabytków, za który grozi do 8 lat więzienia. Za to, że w nocy z 24 na 25 grudnia miał wymalować hasła na ścianie Kościoła św. Krzyża w Warszawie - m.in. słowa "PiS won" i "Świeckie państwo". Pana klient został zatrzymany dwa dni temu?

Mecenas Bartosz Obrębski, pełnomocnik aresztowanego mężczyzny: Tak, policja przyszła do niego 31 grudnia o godz. 6.45. Policjanci weszli do niego do domu, doszło do przeszukania, po czym został przewieziony do komisariatu na Wilczej. Czynności z udziałem prokuratora zostały przeprowadzone 1 stycznia. Prokurator zawnioskował o areszt - sąd się do tego wniosku przychylił.

Mężczyzna, którego jest pan pełnomocnikiem, był wcześniej karany?

Nie, nie był karany. Mogę powiedzieć tyle, że ma dziecko, normalnie pracuje. W tej sprawie - nie przyznał się do winy, odmówił też składania wyjaśnień.

Sąd zastosował areszt. Spodziewał się pan?

Nie, dla mnie to jest niepojęte. Nawet jeżeli prokuratura "winduje" ten zarzut, stara się wykazać, że powstała duża szkoda, że wyrządzono ogromne zło - to i tak nie uzasadnia to, w mojej ocenie, tymczasowego aresztowania. To jest najsilniejszy izolacyjny środek, jaki mamy w prawie i powinien być stosowany wyjątkowo. W tym przypadku, moim zdaniem, nie zachodzą żadne przesłanki do jego stosowania.

Jak sąd uzasadnił areszt?

Sąd motywował to obawą matactwa ze strony mojego klienta. Jako obciążające potraktowano też brak przyznania się do winy i brak składanych wyjaśnień. Prokurator argumentował, że pozostawienie mojego klienta na wolności mogłoby skutkować tym, że będzie próbował wpływać na drugiego potencjalnego sprawcę. Tyle, że ta przesłanka odpadła, bo wiemy, że ta osoba też została już zatrzymana - zresztą była zatrzymywana w momencie, kiedy odbywało się posiedzenie sądu w sprawie aresztu.

Areszt wydaje się środkiem nadmiarowym - tak piszą prawnicy na forach.

Tymczasowe aresztowanie nigdy nie może być antycypacją kary. To jest środek służący temu, aby postępowanie przygotowawcze przebiegło w sposób prawidłowy. Moim zdaniem, w tym przypadku nie było możliwości wpływania na jego przebieg przez podejrzanego.

Ze strony prawników słyszę też takie głosy, że przy malowaniu napisów na murach najczęściej jednak stosuje się przepisy z Kodeksu wykroczeń - tu sprawę potraktowano jako przestępstwo

Ustawodawca rozróżnił tu kwestię wartości szkody. W tym przypadku prokuratura szacuje, że wartość szkody to co najmniej 100 tysięcy zł. Nie wiem, skąd takie szacunki - nie ma żadnej opinii w tym zakresie. Nie wiem, czy były próby zmycia tej farby z muru, czy nie.

Panie mecenasie, fakt jest taki, że do aktu wandalizmu doszło. Napisy na ścianie kościoła się pojawiły. Wandal czy wandale powinni ponieść karę. Kością niezgody jest jednak to, czy w tego typu sprawach powinien być stosowany tymczasowy areszt?

Dokładnie. Dość często słyszymy i widzimy w polskich realiach, że na murach powstają różne napisy. Ja nie spotkałem się nigdy wcześniej, aby organy postępowania w takiej sprawie zareagowały tak ostro - wyciągać kogoś z mieszkania o 6.00 rano, stosować tymczasowy areszt - moim zdaniem, idzie to w bardzo niebezpieczną stronę. Dla mnie to pokaz siły.

DOSTĘP PREMIUM