Czy trzeba za wszelką cenę ratować dzikie zwierzęta? Historia niedźwiadka z Ustrzyk Dolnych

Nadal nie wiadomo, czy przeżyje mały niedźwiedź z Ustrzyk Dolnych odłowiony przez leśników. - Nawet jeśli, to zawsze już pozostanie w niewoli - mówił w TOK FM Robert Jurszo z "Gazety Wyborczej".
Zobacz wideo

Osłabiony, wychudzony niedźwiadek został złapany przez leśników z Ustrzyk Dolnych. Nie wiadomo, jak długo się błąkał, jak wynika z relacji - w ślad za słabym zwierzęciem podążały wilki, widać było ich ślady na śniegu.

Zgodę na odłowienie niedźwiadka wydała Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Rzeszowie. Zwierzę trafiło do Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt Chronionych w Przemyślu. Według weterynarzy Ada (takie imię dostał mały niedźwiedź) ma anaplazmozę, czyli chorobę odkleszczową. Ale nie wiadomo, czy to jedyny powód kłopotów neurologicznych, problemów z chodzeniem, przewracania się.

Historia Ady wzbudziła falę współczucia, co dobrze pokazuje liczba wpłat na jego leczenie.

Czy człowiek powinien zawsze ingerować w to, co dzieje się w przyrodzie?

Sprawa niedźwiadka wywołała też dyskusję dotyczącą tego, czy zwierzaka trzeba było zabierać z lasu. Do tych, którzy wypowiadają się krytycznie o decyzji Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska i nadleśnictwa Ustrzyki Dolne, należy m.in. dziennikarz "GW" Robert Jurszo.

Dziennikarz uważa, że historia małego Ady, to "modelowa sprawa dotycząca dzikiej przyrody, w której racje serca wchodzą w kolizję z racjami rozumu". - Sam, jak oglądałem filmiki z tym biednym niedźwiadkiem, który się potykał o własne łapy, to ściskało mi się serce. To był bardzo przykry widok - przyznał.

Jurszo ocenił, że decyzję o odłowieniu zwierzęcia podjęto zbyt pochopnie, bez właściwej konsultacji z fachowcami.  - W mediach dominowała narracja sentymentalna. Mało artykułowano problem, co dalej. Nawet gdyby udało się go przywrócić do stanu pełnego zdrowia, to on nie nadaje się do tego, by zwrócić go przyrodzie. Zawsze zostanie w niewoli - tłumaczył.

Gość TOK FM przywołał opinie ekspertów, którzy skrytykowali decyzję o odłowieniu zwierzaka. Wśród nich jest dr Ewa Zgrabczyńska. Dyrektorka Ogrodu Zoologicznego w Poznaniu powiedziała wprost, że "żałuje, że niedźwiadek nie został zjedzony przez wilki; bo zakłócono prawa natury". Nie można zapominać, że właśnie w ogrodzie zoologicznym, który prowadzi dr Zgrabczyńska, działa azyl dla niedźwiedzi, które przez lata wykorzystywano np. w cyrkach.

DOSTĘP PREMIUM