,
Obserwuj
Polska

Ludzie, którzy nienawidzą świąt. "Cokolwiek powiem i tak będzie źle"

Grażyna Latos
7 min. czytania
22.12.2024 07:03
Kiedy Kamil odwiedza rodzinny dom, jego ojciec często wraca do dawnych lat. Przywołuje sytuacje, w których - jego zdaniem - mobilizował syna. A spośród siedzących przy stole tylko ten syn wie, jak bardzo go ta "mobilizacja" niszczyła. Dlatego teraz, gdy święta tak wyraźnie rysują się na horyzoncie, Kamil jest przerażony. Ale podobnie przerażonych osób jest więcej. Jak mogą sobie pomóc?
|
|
fot. Beata Zawrzel/REPORTER / Eastnews

Spotykam się z Kamilem w jednym z najpiękniejszych momentów grudnia. Wyjątkowo pada śnieg. Przez szybę wyraźnie widać wolno opadające płatki. W mieszkaniach, do których zaglądamy przez okna, migają świąteczne lampki. Mogłabym pomyśleć, że przed nami iście magiczny czas, ale wiem, że dla Kamila zbliża się moment, który nazywa 'katastrofą'.

- Muszę pojechać na święta do domu, bo to mogą być ostatnie święta moich rodziców - mówi mi, a na jego twarzy widzę ogromny ból. Ten dość potężny mężczyzna, teraz niemal owinięty wokół kubka, przypomina dziecko. 'Jest taki kruchy' - myślę.

Ojcowie, którzy niszczą

Kamil wychował się z przemocowym ojcem, który od dziecka krytykował niemal wszystko, co chłopak robił. Dla swojego rodzica nigdy nie był dość mądry, zdolny, sprawny i 'dość męski'. Wraz z biegiem lat ojciec bił coraz rzadziej, ale słowa, których używał, raniły bardziej niż ciosy. Mimo kilku lat psychoterapii Kamil do dziś nie tylko nie radzi sobie z krytyką - także tą bardzo uważną i z założenia konstruktywną - ale nawet w zwykłych uwagach potrafi się dopatrzyć ataku na siebie.

'Potrafią być równie okrutne jak mężczyźni. Czasem nawet bardziej'. Kim są sprawczynie przemocy seksualnej?

Jego rodzice są po osiemdziesiątce. Tata wydaje się być w świetnej formie, ale mama, z którą zawsze był blisko, jest już dość słaba. Często ma zawroty głowy, od kilku miesięcy kiepsko śpi, a w ciągu dnia jest bardzo zmęczona. To dla niej Kamil zdecydował się opuścić swoją warszawską oazę i ruszyć 24 grudnia nad morze. I to o nią martwi się najbardziej, gdy w końcu coś w nim pęka i gdy odkrzykuje coś ojcu.

Sytuacja zwykle wygląda bardzo podobnie. Rodzice witają syna z uśmiechami na twarzy. Zapraszają do salonu, podają kawę, pytają, co słychać. Kamil odwzajemnia uśmiechy, ale prosi, by najpierw powiedzieli o sobie - jak się czują, jak zdrowie. Trochę opowiadają, ale później znów wracają do syna. Więc Kamil mówi, np. że się przeprowadził i teraz mieszka w innej dzielnicy. I wtedy w ojcu coś się odpala. 'Tylko idiota opuściłby tamto mieszkanie'. Zwykle jednak odpowiedzi są ostrzejsze. 'Czy Ty się z ch..em na łby zamieniłeś!?', 'Kalesony z ciebie, nie facet', 'Gówno wiesz o czymkolwiek i gówniane podejmujesz decyzje'. Ale bywa jeszcze ostrzej.

- Nie wiem, o co chodzi. Wydaje się, że cokolwiek powiem, i tak będzie źle. Dlatego staram się jak najdłużej nie mówić o sobie. I dlatego nie mówię im o niczym trudnym, o czym nie muszę. Myślę, że nawet gdybym powiedział, że okazało się, że mam raka, ojciec by się na mnie wydarł, bo to z pewnością kolejny dowód na moją beznadziejność.

Czasem Kamil obserwuje wybuchy ojca trochę z boku. U terapeutki nauczył się różnych technik. Np. wyobraża sobie, że jest gdzie indziej, zwykle na ciepłej plaży. Głos ojca to niezrozumiały język sprzedawcy kokosów, który dobiega z bardzo daleka. Kamil wytęża swój umysł, by usłyszeć szum fal i mewy. Innym razem próbuje stanąć na drodze głosu ojca, zanim dogłębnie go dotknie. W głowie powtarza słowa: to o nim, nie o mnie; to jest o nim, nie o mnie; to nie jest o mnie, to o nim?

'Na siedem osób, które popełniają samobójstwo aż sześć to mężczyźni'. Jak rozpoznać męską depresję?

Zdarza się jednak, że nie umie się zdystansować i nie odpowiedzieć. Niekiedy nawet krzyknie. Bywa że przeklnie. A później nadchodzi ten najgorszy moment - w którym krzyżuje spojrzenie z matką. Jej mokre, nieszczęśliwe oczy przerażają go. Czy ma żal, że odpowiedział? A może myśli, że źle odpowiedział, że dałoby się tego uniknąć? Czy uważa, że to wszystko jego wina? Że to on zepsuł to spotkanie? Że znów zepsuł święta?

- Teraz będzie tak samo. Wiem to. A wiesz, jak długo się po takim spotkaniu później zbieram? Ile dochodzę do siebie? - pyta retorycznie. Nie wiem, ale wnioskuję, że dość długo. Zastanawiam się więc, czy to naprawdę musi tak wyglądać. Kamil nie zmieni ojca, to oczywiste, ale być może mógłby zmienić coś innego, żeby pomóc sobie. Z tym pytaniem przychodzę do certyfikowanej life-coachki - Joanny Godeckiej.

- Choć Kamil brał udział w terapii, to wiele wskazuje na to, że temat relacji z rodzicami nie został w pełni domknięty, a poczucie własnej wartości nie jest odbudowane. Być może w procesie tym pominięto jego relację z matką. Kamil nadal nie jest w stanie stworzyć dystansu do zachowania ojca, ale odnoszę wrażenie, że swoją wycofaną postawą stara się chronić matkę, która najwyraźniej jest zdominowana przez swojego męża. Pytanie - jak wielki ma on żal także do niej za to, że poddaje się tyranii ojca, i w takich sytuacjach, jak ta opisana powyżej, nie jest dla niego wsparciem - mówi ekspertka.

Niczym scena w teatrze. 'Za każdym razem obywa się według scenariusza'

Jak podkreśla Godecka, Kamil ma prawo do gniewu, który jest naturalną reakcją powstającą, kiedy jesteśmy obrażani, nękani, prowokowani. - Oczywiście sposób jego wyrażania musi być adekwatny. Nie możemy agresywnie atakować lub bić innych ludzi, bo niewłaściwe nas traktują. Ale mamy prawo się bronić - mówi. Jak dodaje, Kamil bronić się nie może.

Dlaczego mężczyźni nie chcą żyć? 'Zasypiałem w ubraniu, wstawałem o 17'

- Spotkanie z rodzicami przypomina scenę w teatrze, która za każdym razem odbywa się według scenariusza. Na początku uśmiechy, potem odwlekanie konfrontacji, która zawsze przynosi upokorzenie - zauważa Godecka. - Myślę, że reakcja matki ma tu ogromne znaczenie, ponieważ syn godzi się na te poniżające sytuacje ze względu na nią. Szczerze mówiąc, trudno mi jest zalecić Kamilowi, aby definitywnie przestał odwiedzać rodziców, bo rozumiem jego motywację. Obawia się, że to mogą to być ostatnie razem spędzone chwile. Jednak w podobnych przypadkach uważam, że kiedy nie znajdujemy powodu, dla którego chcemy powtarzać tego typu doświadczenia, nie powinniśmy tego robić. Być może byłoby z pożytkiem, gdyby Kamil kontynuował terapię i skutecznie podniósł swoją samoocenę.

Matki, które są bierne i nie dają wsparcia

Nieco podobnych historii do Kamila znam więcej. Jest wśród nich historia Agnieszki, której ojciec połowę życia wmawiał jej, że słyszy, jak 'szumi jej dupa', bo niby tak głośno rośnie. Dziewczyna od najmłodszych lat słyszała, że ma 'mordę jak księżyc w pełni', jest 'rysowana cyrklem', i że do wanny może sobie nalać tylko szklankę wody, bo jak wejdzie, to i tak poziom się podniesie.

Przez drugą połowę dotychczasowego życia walczyła z nienawiścią do siebie i swojego ciała. Zawsze na diecie, zawsze za gruba, zawsze niewystarczająca. Kiedyś nawet powiedziała ojcu, że odebrał jej miłość do siebie - takie spokojne spojrzenie w lustro z czułością. Że ona już nie umie zobaczyć w sobie człowieka. Widzi tylko tłuszcz. 'Dzięki temu nadal mieścisz się w drzwiach. Powinnaś być mi wdzięczna' - miał jej odpowiedzieć.

Po wielu kłótniach Agnieszka zrezygnowała z przyjazdu na święta do rodziny. Od mamy, z którą podobnie jak Kamil była znacznie bliżej, usłyszała wtedy, że 'zabija rodzinę'.

Alkoholowe L4. ZUS pokazał zaskakujące dane. 'To są czerwone flagi'

- Te słowa do dziś brzęczą mi w uszach, zwłaszcza w grudniu. 24 hałas jest tak nieznośny, że sięgam po alkohol. Przepijam całe święta. Ale normalnie właściwie nie piję. Zdrowo się odżywiam i w ogóle, ale przed Wigilią się rozsypuję. W tym roku chciałabym zostać w jednym kawałku. Jakoś się wyrwać z tego zaklętego kręgu. W święta pozostać trzeźwą, z sobą. Jakoś się sobą zaopiekować. Tylko nie wiem, od czego w ogóle zacząć.

- Mamy tu podobną sytuację - agresywny ojciec i bierna matka, która nie daje wsparcia, oczekując, że dziecko, obecnie dorosłe, będzie ignorować zniewagi dla dobra rodziny - zauważa ekspertka. I zastanawia się, czy rodzinę naprawdę 'zabija' ofiara, która nie zgadza się na przemoc, czy też jednak agresor. - Co można poradzić Agnieszce? Poczucie winy, które pojawiło się w następstwie słów matki to sygnał, że należy zmienić perspektywę. Kiedy kogoś krzywdzę to naturalne, że czuję się winna, ale kiedy to ja jestem krzywdzona, uczę się myśleć, że wina nie leży po mojej stronie. Rodzina, która poniża i krzywdzi, jest agresorem. Mamy prawo stawiać granice i rezygnować z kontaktów, które niszczą naszą samoocenę i pozbawiają nas godności.

(Nie)świąteczne święta

- Dlaczego święta przynoszą tyle trudnych emocji? - zastanawia się Joanna Godecka. - Zwykle dlatego, że atakują nas zewsząd idylliczne obrazki, które pokazują, jak bardzo do tej kolorowanki nie pasujemy. Wywołują w nas poczucie braku, ujawniają deficyt rodzinnej miłości. Stąd smutek, frustracja, próba ucieczki w alkohol.

Podhale czeka najgorętszy okres w roku. A co czeka turystów?

Jak mówi ekspertka, warto uświadomić sobie, że to, czego nie otrzymaliśmy, możemy zastąpić czymś innym i bynajmniej nie gorszym. - Osobom spędzającym święta z dala od toksycznych domów radzę, by traktowały ten czas jako okazję do sprawiania sobie przyjemności. Masz prawo robić to, na co masz ochotę. Wyjedź gdzieś albo udekoruj choinkę, spotkaj się z przyjaciółmi, wybierz się na wolontariat, żeby lepić pierogi dla potrzebujących, kup sobie prezent, o jakim marzysz, zjedz to, co lubisz bez względu na to, co mówi na ten temat tradycja - dodaje.

Wiem, że święta są trudnym czasem dla wielu osób, także o zupełnie innych od Kamila i Agnieszki historiach. Dla lesbijek i gejów, którzy ukrywają swoją psychoseksualność, nie mogąc być sobą. I nie zawsze z własnego wyboru. Czasem np. na prośbę mamy, bo 'babcię to zabije'. Dla osób samotnych, pytanych o to, kiedy w końcu sobie kogoś znajdą. Dla bezdzietnych z wyboru wciąż dopytywanych o to, kiedy będą mieć dziecko. I dla wielu, wielu innych. Jak mają sobie radzić z emocjami przed świętami? I jak mają stawiać granice podczas rozmowy z rodziną?

- Odczarujmy święta - mówi Godecka. - Nie muszą wyglądać jak z obrazka. Nie myślmy o nich jak o testach, które musimy zdać przed rodziną. A jeśli tak właśnie mają przebiegać, to pamiętajmy, że nie jesteśmy zobowiązani do podejmowania tej gry, udzielając właściwych odpowiedzi. Mamy prawo używać asertywnych sformułowań i mówić, że nie chcemy poruszać jakiegoś tematu. Nie musimy też spełniać oczekiwań, otrzymywać pełnej akceptacji. Ponieważ właśnie wtedy, kiedy potrzebujemy jej za bardzo, nie dopuszczamy myśli, że ktoś może myśleć o nas inaczej niż dobrze. Pomyślmy spokojnie, że ani ciocia Helenka, ani wuj Zenek, ani też pozostali krewni nie mają uprawnień arbitra w kwestiach naszego życia.