Piąta doba poszukiwań Tadeusza Dudy. Policja jak "ochroniarze pilnujący dyskoteki"
- W Starej Wsi (pow. limanowski) doszło do strzelaniny. Zginęły dwie osoby, jedna została ranna. Podejrzany 57-latek zbiegł i jest uznawany za niebezpiecznego;
- Trwa policyjna obława z udziałem dodatkowych sił;
- Jak ocenił w TOK FM dr Paweł Moczydłowski, 'wychodzą pewne niesprawności'. 'Nie pozbywa się człowiek takiego wrażenia, że policja zachowała się nie jak policja, a jak ochroniarze pilnujący dyskoteki, kina, szkoły' - mówił socjolog, kryminolog i były szef więziennictwa;
- Co jeszcze wzbudziło jego wątpliwości?
Piątą dobę trwa już obława na Tadeusza Dudę, podejrzewanego o zabójstwo córki i zięcia oraz ranienie teściowej w Starej Wsi (woj. małopolskie ). Mężczyzny szuka pół tysiąca funkcjonariuszy policji przy wsparciu wojska, w tym drona.
- Niestety wychodzą tu pewne niesprawności - komentował w "Pierwszym programie" w TOK FM socjolog, kryminolog i były szef więziennictwa dr Paweł Moczydłowski.
Jego zdaniem, przejawia się to choćby w reakcji służb na prawdopodobną próbę powrotu domniemanego sprawcy do rodzimej wsi czy nawet w pobliże domu. - Nie pozbywa się człowiek takiego wrażenia, że policja zachowała się nie jak policja, a jak ochroniarze pilnujący dyskoteki, kina, szkoły - ocenił.
Przypomnijmy, w sobotę w Starej Wsi funkcjonariusze zauważyli mężczyznę posturą przypominającego Tadeusza Dudę, który oddał w ich kierunku strzał i zbiegł. - Był w kontaktowej sytuacji, gdzie (policjanci) mogli podjąć próbę akcji pościgu. W końcu są to organy ścigania, a nie ochroniarze. Więc widać, że wymyśla się jakiś sposób, w którym będzie się ścigać, dzieli teren na obszary, które będą przeczesywane. A najciemniej jest pod latarnią - zauważył też gość Wojciecha Muzala.
Jak dodał, to "arogancka" reakcja policji. - Zaczęto nawet krytykować byłych policjantów, którzy wytykali defekt, że nie było tam żadnej pułapki, że mogli przewidzieć, że on wraca i jakoś to inaczej rozprowadzić. To zupełnie niezrozumiałe - mówił Moczydłowski.
Obława na Tadeusza Dudę. "Wojownik, który wypowiedział wojnę światu"
Zdaniem gościa TOK FM, choć na plus zaliczyć można "energetyczność policjantów" i próby zamknięcia poszukiwanego w kole, to "słabszym elementem jest już sama penetracja lasu". - Nie ma komunikatu, że wchodzą do lasu. Mówiło się o planach, że podzielą na obszary, będą przeczesywać, stawiać zabezpieczenia, żeby jego powrót był uniemożliwiany. Ale nie mamy sprawozdań, jaki obszar już przeczesano - wyliczył ekspert.
Błędem, jak dodał, mógł być też sam apel do mieszkańców o pozostawanie w domach. - Ludzie siedzą w domach, mają ograniczoną komunikację z innymi ludźmi. On się zakrada do jakiegoś domu, który świetnie zna, wchodzi z bronią, zastrasza ich - wskazał na inne słabe punkty tego rozwiązania.
A jak ocenia zachowanie Tadeusza Dudy? W ocenie dr. Moczydłowskiego, poszukiwany jest jak "wilk odrzucony przez stado". - Strzela do członków rodziny jak do zwierzyny łownej. Mamy do czynienia z wojownikiem, który wypowiedział wojnę światu - dodał.
Dlatego, w jego przekonaniu, mężczyzna jest gotów nawet na konfrontację. - Można było zakładać, że będzie się poruszał koło swojego gniazda, spróbuje rozpoznaniem przez bój zobaczyć, czy policja jest w wiosce. Kupę informacji zdobył w ten sposób, a odpowiedź była żadna - skwitował w TOK FM.
To mógł być motyw zbrodni pod Limanową? 'Mężczyzna z tego prawa skorzystał'