,
Obserwuj
Świat

Mityczna superbroń Rosjan ustrzelona. "Słowa Putina powtarzamy sobie teraz szyderczo"

oprac. Urszula Abucewicz tokfm.pl
3 min. czytania
17.05.2023 19:48
Pociski manewrujące Kindżał zostały zestrzelone nad Kijowem. To broń, którą przed wojną chwalił się Putin. Mówił: Patrzcie, mamy taką superbroń, która nie ma odpowiedników na świecie. Teraz ta fraza jest powtarzana przez ekspertów szyderczo - mówił w TOK FM dr Michał Piekarski z Zakładu Badań nad Bezpieczeństwem Uniwersytetu Wrocławskiego.
|
|
fot. zdjęcie ilustracyjne/wikipedia.org

Ukraina świętuje sukces, bo jej żołnierzom udało się zestrzelić we wtorek sześć rosyjskich ponaddźwiękowych pocisków manewrujących Kindżał. Według rosyjskiej propagandy, broni tej miało nie dać się przechwycić. Warto przypomnieć, że na początku maja Ukraińcy zniszczyli jednak pierwszy z nich, używając do tego amerykańskich systemów przeciwrakietowych Patriot.

Rosjanie przerobili pocisk

Kindżały, które mogą przenosić głowice jądrowe lub konwencjonalne, obejmują swoim zasięgiem całą Ukrainę. Poruszają się z prędkością kilka razy większą niż prędkość dźwięku (mogą osiągnąć 10 machów, czyli ponad 12 tys. km na godzinę). Uważane są za trudne do wykrycia przez systemy obrony przeciwrakietowej. - Kindżał to odpalana z samolotu wersja pocisku Iskander. Pierwotnie ten pocisk balistyczny odpalany jest z wyrzutni ruchomej z ziemi – startując z ziemi musi nabrać prędkości, energii i wysokości, żeby torem balistycznym wykonać swój lot i trafić w cel – tłumaczył w 'A teraz na poważnie' w TOK FM dr Michał Piekarski z Zakładu Badań nad Bezpieczeństwem Uniwersytetu Wrocławskiego.

Gość Mikołaja Lizuta przyznał, że Rosjanie zastosowali sztuczkę, "jednocześnie wyrafinowaną i prymitywną", ponieważ "oddzielili część pocisku Iskander od pierwotnej konstrukcji i montując go na samolocie sprawili, że pocisk w momencie odpalenia z samolotu ma już w bonusie prędkość i energię kinetyczną oraz wysokość, którą osiągnął dzięki nosicielowi". - Teoretycznie zasięg tego pocisku jest większy i co ważne (…) dzięki umieszczeniu go w samolocie może wystartować i przemieścić się na odległość 500 czy tysiąca km i tam odpalić tę rakietę - wyjaśnił dr Michał Piekarski, dodając, że pociski mogą zostać odpalone z wielu kierunków.

'Mityczna superbroń'

Putin tymczasem twierdził, że jego pociski "nie mają sobie równych na niebie". - Kindżał był reklamowany jako jedna z mitycznych superbroni. Na przedwojennych prezentacjach Putin straszył: Patrzcie, mamy taką superbroń, która nie ma odpowiedników w świecie i teraz ta fraza, że nie mają sobie równych na niebie, jest powtarzana przez ekspertów szyderczo – zauważył badacz.

Gość TOK FM zwrócił uwagę, że "Rosjanie usiłują to rozgrywać propagandowo" i najpewniej celem tego ataku był zestaw Patriot. - Ukraina dostaje systemy przeciwlotnicze z różnych państw, podczas gdy w normalnych warunkach pokojowych integracja systemu obrony przeciwlotniczej zajmuje lata, a wręcz dekady. Systemy te muszą ze sobą rozmawiać, nie mogą się wzajemnie zakłócać, trzeba przeszkolić personel (…). Być może Rosjanie liczyli na jakieś luki i, co jest bardzo prawdopodobne, być może posiadali rozpoznanie od szpiegów w Ukrainie, którzy mogli podpowiedzieć, gdzie te systemy mogły zostać rozlokowane – wyjaśniał ekspert.

Potężne straty wojenne 

Podczas rozmowy poruszono również kwestię strat wojennych. Tym bardziej że po stronie rosyjskiej ofiar jest bardzo dużo. Jak podaje strona ukraińska, w wojnie zginęło 200 tys. rosyjskich żołnierzy. - W żargonie wojennym gruz-200 oznacza ofiarę wojenną. W przypadku więc Rosji mamy 200 tys. razy gruz-200 – zauważył Piekarski. Jednocześnie badacz zwrócił uwagę, że statystyki wojenne podawane przez jedną ze stron konfliktu "dzieli przez dwa".

– Co jest istotne. Rosja ponosi gigantyczne straty w ludziach. (…) W przypadku konfliktu zbrojnego trzeba pamiętać, że na jedną osobę zabitą przypada kilka osób rannych. (…) Trzeba też zwrócić uwagę, że Ukraina modernizowała przez lata swoją armię, a medycyna pola walki jest zbliżona do zachodnich standardów. W Rosji ten poziom jest bardzo niski - sprzed kilkudziesięciu lat. Jeśli rosyjski żołnierz zostanie postrzelony w rękę czy nogę, to szansa, że przeżyje, a kończyna zostanie uratowana i wróci do pełnej sprawności, jest znacznie mniejsza. Te straty będą odczuwalne, bo to są straty potworne. To są ludzie, którzy zostali zabici, okaleczeni, fizycznie czy psychicznie. To będzie się kładło cieniem na rosyjskim społeczeństwie. (…) Te skutki będą się odkładać latami - podsumował ekspert. 

Posłuchaj całej rozmowy z dr Michałem Piekarskim: