Koniec wojny w Ukrainie? Jest pewien pomysł. "Muszą być jak Izrael"
Donald Trump wygrał wybory prezydenckie. Wraz z jego zwycięstwem wróciło pytanie o przyszłość Ukrainy. Trump wielokrotnie powtarzał, że po powrocie do władzy szybko spotka się z Władimirem Putinem i doprowadzi do zakończenia wojny. Eksperci wskazywali, że może przymusić Kijów do oddania części ziem Rosji, a potem dać de facto czas Moskwie na odbudowę jej armii. Ten scenariusz jest dla Ukrainy nie do przyjęcia. Jednak - jak mówił w TOK FM Michał Potocki z 'Dziennika Gazety Prawnej' - część z nich chce rozmów pokojowych, bo są już zmęczeni wojną.
- Jednak władze w Kijowie wzbraniają się przed jakąkolwiek sugestią, że takie rozmowy w ogóle są możliwe. Zełenski podpisał nawet rozporządzenie zakazujące rozmów z Władimirem Putinem - zauważył gość Jakuba Janiszewskiego.
Jak tłumaczył, po zakończeniu rozmów pokojowych władze w Kijowie musiałby znieść stan wojenny i rozpisać kolejne wybory. A tego boją się jak ognia. - Bo w kampanii wyborczej głównym tematem będzie to, czy wygraliśmy, czy przegraliśmy, kto jest winien i czy w ogóle byliśmy przygotowani do wojny - tłumaczył.
SłyszП, że zdradzają ukraińskich żołnierzy z Polakami. 'Ogromna liczba' rozwodów
Potocki zastrzegł, że wątpliwe jest, by nawet sami Rosjanie chcieli teraz zasiąść do rozmów. - W sierpniu tego roku, gdy Ukraińscy weszli do obwodu kurskiego, Władimir Putin wysłał sygnał, że jakiekolwiek rozmowy z Kijowem są niemożliwe. Więc wcale nie jest powiedziane, że Rosjanie powiedzą: "Ok, siadamy do stołu i rozmawiamy" - podkreślił dziennikarz 'DGP'.
Ukraina będzie Izraelem Europy? "Uzbrojona po zęby"
Prowadzący audycję zapytał, jakiego rezultatu można byłoby się spodziewać, gdyby do takich rozmów jednak doszło. - Jeśli nastąpiłoby ich wyniku zawieszenie broni, to byłaby groźna sytuacja. To nie sprawiłoby, że Rosjanie się rozbroją i wrócą do pokojowego życia. Rozkręcili przecież gospodarkę i skoncentrowali ją na wojnie. Dalej więc będą się zbroić i odbudowywać swój potencjał wojskowy. Pytanie, czy odbudowywać po to, by za miesiąc, rok lub pięć lat jeszcze raz zaatakować Ukrainę, czy też pójść na zupełnie inne państwo, np. należące do NATO - analizował Michał Potocki.
Zwrócił uwagę na to, że dopóki na Kremlu rządzi skoncentrowany na rywalizacji z Zachodem reżim Putina, dopóty Rosja będzie zagrożeniem dla całego świata demokratycznego.
- Najlepszym wyjściem było dalsze dozbrajanie po zęby Ukrainy. Stałaby się wtedy takim Izraelem Europy Wschodniej, który jest gotowy na odparcie agresji nawet wielokrotnie silniejszego demograficznie wroga. Chodzi o to, by została również objęta gwarancjami bezpieczeństwa NATO i przyjęta do Sojuszu - opisywał.
Potocki zastrzegł od razu, że nie wierzy w realizację tego scenariusza. - Gdyby tylko doszło do zawieszenia broni, to od razu większość zachodnich stolic uznałaby, że sprawa jest załatwiona; jest pozamiatane, bo wojna się skończyła i czas się skupić na odbudowie Ukrainy. A dostawy broni są niepotrzebne, bo wojny już nie ma. (Ten scenariusz) to poważne ryzyko i bomba z opóźnionym zapłonem, która prędzej czy później wybuchnie w świecie polityki międzynarodowej. Chyba zbliżamy się do tego momentu - ocenił dziennikarz 'DGP'. Na pytanie, czy Zachód jest aż tak naiwny, by realizować ten scenariusz, gość TOK FM potwierdził.